Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami:
„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.
Rozważanie
Wszystko dla Niego…
Wielu, słuchając fragmentu Chrystusowego Kazania na Górze, może myśli sobie w duchu: to naiwne, nielogiczne! No bo jak można się cieszyć, słuchając tak archaicznego przekazu – z czego? Z prześladowań, oszczerstw? Jaki sens ma smutek, kiedy wszyscy wokół szukają na potęgę wszelkiej maści „rozweselaczy”? Czyste serce, bycie „ubogim w duchu”, miłosierdzie? – sorry, to nie dla mnie!... Inną mamy wizję szczęścia. I to takiego, na które nie trzeba czekać do wieczności! „Prosimy o zdrowie! Bo zdrowie jest najważniejsze!” – zazwyczaj powtarzają jak refren ludzie podający intencje wspólnej modlitwy podczas wizyty kolędowej, składający sobie życzenia świąteczne.
Wydaje nam się, że uszczęśliwić nas może wygrany los na loterii czy trafiona „szóstka” w totolotka, miłość najbliższych, pokój na ziemi, stabilność i bezpieczeństwo. Tego szukamy! Bywa, że mając wszystko, bądź prawie wszystko, nie potrafimy się prawdziwie cieszyć, wybierając rzeczy puste, zamieniając życie w gonitwę bez celu. Otoczeni rzeczami, kochającymi ludźmi – dalej szukamy! Często dopiero po latach odkrywamy prawdę – do której przez długie lata dojrzewał św. Augustyn – iż „niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu” – żałując, że refleksja przyszła tak późno. Że tak naprawdę warto żyć tylko dla Niego.
„Błogosławieństwa przedstawiają to, czym winien być chrześcijanin” – mówił św. Jan Paweł II w Toronto w 2002 r. podczas Światowych Dni Młodzieży. I dodał, że są one portretem ucznia Jezusowego, obrazem tych, którzy przyjęli Królestwo Boże i chcą, aby ich życie było zgodne z wymogami Ewangelii. „Radość obiecana przez błogosławieństwa jest prawdziwą radością samego Jezusa: radością poszukiwaną i odnalezioną w posłuszeństwie Ojcu i w darze z samego siebie […]. Być błogosławionym znaczy być szczęśliwym”. Aby to pojąć, trzeba najpierw dobrze zrozumieć i zaakceptować całym sercem pierwsze błogosławieństwo, stanowiące niejako klucz do pozostałych: „Błogosławieni ubodzy w duchu”. To znaczy: ci, którzy zaufali Jezusowi! Którzy uwierzyli we wszystko, co On powiedział. Uczynili Go Panem i Królem swojej codzienności! Poszli wyznaczoną przez Niego ścieżką. Oni będą prawdziwie szczęśliwi!

