logo
logo

Zdjęcie: M. Marek/ Nasz Dziennik

Odbudujmy ducha wiary i walki

Sobota, 15 grudnia 2012 (16:43)

Z Anną Kołakowską, najmłodszym więźniem politycznym PRL, nauczycielką historii, rozmawia Izabela Kozłowska

Jaka była pierwsza Pani reakcja po usłyszeniu informacji o ataku na Cudowny Obraz Matki Bożej Częstochowskiej?

- Początkowo nie mogłam w to uwierzyć. Dotarło do mnie, że stała się rzecz straszna, która wcześniej nie miała precedensu. Tylko husyci odważyli się zniszczyć Cudowny Obraz Królowej Polski. Nie zrobili tego hitlerowcy czy komuniści, ani inni heretycy nie odważyli się tego uczynić. Stało się to w wolnej Polsce, tak bardzo wymodlonej. Przecież przez cały okres powojenny zawierzaliśmy Ojczyznę pod opiekę Matki Przenajświętszej. Nie mieliśmy nigdy wątpliwości, że wyzwolenie Polski od komunizmu zawdzięczamy właśnie Jej orędownictwu i Opatrzności Bożej. Pierwsza reakcja to także ogromne poczucie winy.

Z czego ono wynikało?

- Nasuwa się szereg pytań, a wśród nich m.in. to: „Jak mogliśmy dopuścić do tego, by w naszej Ojczyźnie rozwinął się tak szeroko antykościelny klimat?”. Nie broniliśmy wystarczająco dobrze krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Nie było ekspiacji po tym, co tam się działo, po tym opluwaniu i bezczeszczeniu Krzyża. Byłam na Krakowskim Przedmieściu w sierpniu 2010 roku, w tym samym czasie lewackie środowiska zamierzały przeprowadzić szturm na krzyż. Znalazłam się wówczas w małej grupie osób w centrum tego ataku i wszyscy czuliśmy fizyczne zło, triumf tego zła. Co myśmy zrobili z tą Polską? Co zrobiliśmy z naszą młodzieżą? Jak daleko sprzeniewierzyliśmy się Jasnogórskim Ślubom Narodu Polskiego składanym przez naszych dziadków i ojców?

Były to śluby składane także przez nas, przez cały polski Naród. Obiecaliśmy w nich, że będziemy wychowywać młodych po Bożemu, że będziemy strzec wiary w naszych domach i rodzinach. Najpierw opluwany był święty symbol naszej religii, a teraz uderzono w Serce naszego Narodu. Czyżby zło poczuło się w Polsce tak bezkarnie, że nic nie stoi mu na przeszkodzie? Nie bronimy całym naszym życiem wiary, nie bronimy Kościoła. Nie robimy tego wszystkimi naszymi siłami. Dlatego pierwszą reakcją było to wielkie poczucie winy, że w mojej Ojczyźnie, w Królestwie Matki Bożej doszło do czegoś takiego.

Powszechne stało się także atakowanie kapłanów, wyśmiewanie ich, a nawet negowanie istnienia Pana Boga…

- Od dłuższego czasu dostrzegamy pewien klimat sprzyjający walce z Kościołem, z tym wszystkim, co jest dla nas najświętsze i najważniejsze. Tych szaleńców przez wieki było wielu zarówno w Polsce, jak i na świecie i nikt nie odważył się podnieść ręki na naszą Matkę. W naszej Ojczyźnie nie było nigdy tak antykatolickiego, antyklerykalnego klimatu, jaki jest teraz. Atak na Kościół w Polsce, zamach na Matkę Bożą ma podnóże czysto polityczne.

Tego tragicznego niedzielnego wydarzenia z Jasnej Góry nie można traktować jako dzieła szaleńca. Nawet jeśli ten mężczyzna był szalony, to musiał mieć silny impuls do działania. Jako szaleniec miał tysiące różnych innych działań, w których mógłby tą szaleńczość pokazać. Tymczasem skierował się przeciwko Matce Przenajświętszej.

Wydarzenia z sierpnia 2010 roku z Krakowskiego Przedmieścia były w pewnym sensie potwierdzeniem tych antykościelnych, antykatolickich działań. Atak na Matkę Bożą Częstochowską jest kontynuacją tego klimatu?

- Jasne, że tak. Bezwzględnie ma Pani rację. Nawet komuniści nie robili pewnych rzeczy, bo odczuliby wyraźny opór ze strony katolików. Po tym, co działo się w Warszawie, zachowaliśmy się tak, jakbyśmy byli całkowicie bezradni.

Spójrzmy na plakaty pewnej partii politycznej, które zawisły w wielu miastach. Dlaczego na nie przyzwalamy? One wpływają na naszą młodzież. Przed wojną polska młodzież wiedziałaby, co z takimi bezbożnymi billboardami zrobić. Dzisiaj nie tylko straciliśmy ducha wiary, ale także ducha walki. Przyzwoliliśmy zarówno w sensie moralnym, jak i w sensie fizycznym na panoszenie się zła. Nie reagujemy, nie protestujemy w obronie Kościoła, kapłanów, naszej wiary. Tolerancja stała się religią naszych czasów, zaś pierwsze przykazanie „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną” przestało być nagle ważne. W życiu społecznym i politycznym odsunięto w cień to pierwsze przykazanie. Jest jeden Bóg. Nie ma innych bogów, a tolerancja nie jest żadną religią. Powinni o tym pamiętać wszyscy, szczególnie politycy i osoby z życia publicznego, bo ich słowa, czyny i gesty bardzo mocno oddziałują na młode pokolenie Polaków.

Jest Pani jedną z organizatorek dzisiejszego różańcowego marszu pokutnego, który przeszedł ulicami Gdańska jako przebłaganie za  znieważenie Pana Boga i Matki Najświętszej...

- Impuls do zorganizowania dzisiejszego marszu, który poprzedziła Eucharystia ekspiacyjna, dał mój znajomy. Zadzwonił do mnie z  pytaniem, czy organizujemy nabożeństwo? On mnie upewnił w tym, iż mimo wielu obowiązków, a przecież przed świętami one jeszcze się zwiększają, istnieje potrzeba wyjścia z tą inicjatywą. Dla mnie jego głos był jakby przesłaniem, że są ludzie, którzy potrzebują tej modlitwy, którzy nie chcą być sami, lecz mają potrzebę zjednoczenia się z Jasną Górą, z Narodem Polskim w modlitwie przebłagalnej. To był ten impuls do dalszego działania. Zadzwoniliśmy do ks. kanonika Ludwika Kowalskiego, proboszcza parafii, prosząc o zgodę. Dlaczego akurat w bazylice św. Brygidy? Kościół ten jest usytuowany w centrum miasta i znany wszystkim ludziom. W świątyni znajduje się przepiękny obraz Matki Bożej.

Zorganizowanie marszu pokutnego jest trudnym zadaniem?

- Proszę mi uwierzyć, zorganizowanie marszu to jest takie minimum, to bardzo niewiele. Jest mnóstwo innych wyrzeczeń i trudów, które powinniśmy także podjąć, np. posty, jakie można ofiarować jako przebłaganie Matce Bożej za Ojczyznę. Wyjść i przejść w marszu pokutnym, zawierzyć siebie, swoją pychę, ambicje Matce Przenajświętszej, poprosić Ją o większą pokorę i przede wszystkim przebłagać za nasze grzechy. Marsz pokutny, bo mamy za co pokutować.

Na naszym Narodzie, na nas wszystkich ciążą ciężkie grzechy. Na mnie jako nauczycielce, wychowawcy młodzieży i matce ciążą to, że nie dbaliśmy wystarczająco o to, aby młode pokolenia były blisko Pana Boga, były Mu wierne. Wystarczy spojrzeć na Msze św. dla młodzieży czy dzieci, Nieobecni są tam ci, do których Eucharystia jest skierowana.

Zachęcam innych, by organizowali w swoich miastach, miasteczkach i wsiach marsze pokutne. Do tego nie potrzeba wiele, a mamy za co przepraszać. Jeżeli Matka Boża nie będzie nas prowadziła, jeśli nie zdarzy się cud, to marnie widzę szansę na duchowe i narodowe odrodzenie Polski. Dlatego potrzeba naszej gorliwej i wiernej modlitwy.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska

Aktualizacja 15 grudnia 2012 (21:15)

NaszDziennik.pl