Siostro, Papież Franciszek gościł w szpitalu 29 lipca zeszłego roku. Otrzymał wówczas od małych pacjentów szczególny dar księgę z ich rysunkami, liczącą kilkaset stron. Czy z okazji rocznicy tego wydarzenie dzieci również przygotowały jakiś prezent dla Ojca Świętego?
– Młodzi pacjenci i dzieci z naszego szpitala wyrażali Ojcu Świętemu wdzięczność cały rok. Powstał więc II tom księgi zawierającej ich rysunki, zdjęcia i listy. Dar jest naprawdę piękny i wzruszający. Często powracaliśmy w rozmowach do czasu przeżytego w czasie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Niektórzy osobiście brali udział we Mszy św. z Ojcem Świętym, inni byli na Drodze Krzyżowej, wiele dzieci oglądało transmisję w telewizji. Widać było wyraźnie, że wszyscy chcieli we wspomnieniach zatrzymać ten czas jak najdłużej. W księdze znalazły się też prace małych i większych pacjentów, którzy mieli szczęście osobiście spotkać się z Papieżem Franciszkiem. Jest też kilka pięknych i poruszających listów rodziców dzieci, które leczą się już bardzo długo, i tych, które Bóg powołał w tym roku do siebie. W połowie sierpnia księga zostanie przekazana Ojcu Świętemu. Ten dar będzie położony na klęczniku Ojca Świętego w szpitalnej kaplicy, w czasie Mszy św. dziękczynnej, która odbędzie się w sobotę, 29 lipca, o godz. 14.30. Będzie jej przewodniczył kapelan szpitala ks. dr hab. Lucjan Szczepaniak SCJ.
Po wizycie Papieża Franciszka został namalowany jego obraz...
– Obraz został namalowany i przekazany do szpitalnej kaplicy jako wotum za uratowanie życia i zdrowia małego Michałka. Jego autorem jest zawodowy artysta malarz – tata chłopca. Wizerunek Ojca Świętego zawisł na ścianie obok obrazu podarowanego nam przez Papieża Franciszka, przedstawiającego Jezusa i apostołów, którzy uzdrawiają chorych, zebranych przed drzwiami domu. Bardzo cieszymy się tym darem. Nieraz słyszę, jak dzieci, które zaglądają do kaplicy, szepczą z zachwytem: „Mama, zobacz! Franciszek!”. Te mniejsze oczywiście zawsze mówią do Ojca Świętego po imieniu.
Już w tym roku przyszedł też list od Papieża, w którym znalazły się podziękowania za wszelkie wyrazy wdzięczności za jego wizytę. Jak ważny również dla dzieci był ten list z Watykanu?
– Razem z ks. Lucjanem napisaliśmy podziękowanie dla Ojca Świętego, wyrażając wielką wdzięczność za jego obecność wśród nas i zapewnienie o nieustannej modlitewnej pamięci. List z Watykanu i piękne różańce były odpowiedzią na te słowa. Oczywiście od razu powiedziałam o tym dzieciom. Życzenia Papieża Franciszka „zdrowia, radości i ufności w nieustanną miłość i opiekę Boga Ojca” skierowane były przecież specjalnie do nich. Wzruszona byłam bardzo, gdy jeszcze tego samego dnia mała dziewczynka wręczyła mi swój rysunek z uśmiechniętym wielkim sercem dla Ojca Świętego i poprosiła: „Zadzwoń do listonosza, który przyniósł list od Papieża, niech szybko zaniesie Mu to serce, bo ja nie mam adresu!”. Obiecałam, że serce Ojciec Święty otrzyma na pewno, razem ze słowami Joasi, która napisała: „Jeśli prawdą jest powiedzenie, że uśmiech dziecka jest wart więcej niż dwa słońca, to teraz Ojcze Święty, nad Tobą świeci wiele słoneczek – uśmiechów chorych dzieci. Chciałabym, aby te słońca wdzięczności od wszystkich, którzy Cię potrzebują, świeciły nad Tobą do końca świata”.
Papież podczas wizyty u małych pacjentów w szpitalu dziękował całemu personelowi.
– Ojciec Święty przypomniał nam, że ofiarami „kultury odrzucenia” są osoby najsłabsze, najbardziej kruche. Do nich zaliczają się chore dzieci, ale często i ludzie starzy. Papież zachęca nas do konkretnej miłości wobec wszystkich najmniejszych, ubogich, cierpiących, niepełnosprawnych, chorych, by nie czuli się wykluczeni i by mogli żyć wśród nas, jak w domu, jak w kochającej rodzinie.
Siostro, w jaki sposób na co dzień w szpitalu przeciwstawiacie się „kulturze odrzucenia”, o której mówił Papież. Co może zrobić zwykły człowiek, aby choć trochę pomóc cierpiącym dzieciom?
– Ojciec Święty dał nam wskazania, jak to czynić najlepiej. Po prostu trzeba być przy chorym tak, jak Jezus, „z milczeniem, przytuleniem i z modlitwą”. Darząc miłością chore dziecko, troszcząc się o nie, kieruję się miłością do Jezusa. Tego oczekuje Papież od wszystkich, którzy pomagają cierpiącym. A ofiarować serce drugiemu może każdy i zawsze. Trzeba tylko rozejrzeć się dokoła, w swoim domu, w parafii, w najbliższej okolicy i zainteresować się, czy ktoś nie jest samotny, czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Wystarczy kochać, być wrażliwym na ludzkie cierpienie i konkretnie chcieć pomóc. Przywołam słowa 13-letniej Joasi, pacjentki naszego szpitala: „Kiedy cierpimy samotnie, to ból jest podwójny. Gdy ktoś przy nas czuwa, ktoś, kto rozumie nasze cierpienie, to ból łagodnieje”.
Dziękuję za rozmowę.

