logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: E.Sądej/ Nasz Dziennik

Uwierzyć w człowieka

Niedziela, 23 grudnia 2012 (18:30)

Bóg narodził się dla każdego z nas i przez człowieka niesie też nadzieję. Pierwszym krokiem do łaski wiary jest wiara w człowieka, w chęć jego bezinteresownej pomocy, wiara czasem trudna, gdy doświadcza się prób i problemów życiowych, gdy spotyka się z zapomnieniem i ludzką obojętnością. W sobotę przy kościele pw. Wszystkich Świętych bezdomni spotkali się na wspólnej wieczerzy wigilijnej.

 

- Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? - pytał ks. Mirosław Nowak, proboszcz parafii Wszystkich Świętych w Warszawie, przypominając pytanie z Ewangelii św. Łukasza i witając szczególnych wigilijnych gości.

Ci, którzy przyszli na świąteczne spotkanie, znajdują się w trudnej sytuacji materialnej, na co dzień często doświadczają braku zrozumienia i ludzkiej życzliwości. Tu ponownie choć na chwilę mogli poczuć atmosferę ciepła, bliskości i rodzinnego świętowania, domu, którego nie mają.

Wigilię dla Bezdomnych w stolicy już po raz czwarty przygotowaną przez wspólnotę San’Egidio rozpoczęła modlitwa i fragment Ewangelii. Później nadszedł czas radosnego świętowana, łamania się opłatkiem, szczerych życzeń, wigilijnej kolacji i kolędowania przepełnionego wiarą w dobro i otwarte serce, jakie przy odrobinie woli i poświęcenia można sobie wzajemnie ofiarować.

– Jestem wzruszona tym spotkaniem, kiedyś śpiewałam w chórze parafialnym w jednym z kościołów Warszawy - wspomina 76-letnia pani Alicja, wdzięczna wspólnocie za życzliwość i gościnność, a księdzu proboszczowi za udzielenie sali na wigilię. Pani Alicja podkreśla, że ta życzliwość, szczere życzenia i spotkanie napełniają nadzieją i wiarą w ludzi, rekompensują też przykrości, obojętność i brak zrozumienia, jakich często doświadcza pani Alicja.

Narodził się dla każdego z nas

Na wigilię przyszło ponad 150 osób.

- To dla nas wielka radość, rośnie liczba osób bezdomnych, które chcą wziąć udział w wigilii, ale wzrasta również liczba wolontariuszy, którzy chcą nieść pomoc i włączyć się we wspólne świętowanie - mówi Magdalena Wolnik, odpowiedzialna za wspólnotę San’Egidio w Warszawie.

Do pomocy zgłosiło się wiele osób, którym leży na sercu los bezdomnych: ponad 200 absolwentów, studentów, ale i licealistów oraz członków wspólnoty, która w Warszawie liczy 25-30 osób. Ubierali salę, przygotowywali potrawy wigilijne, opłatek, zadbali o oprawę muzyczną. 

– Każdego tygodnia w czwartek z spotykamy się z większością tych osób, znamy siebie po imieniu, znamy swoje historie, te relacje są więc głębsze, budujemy je cały rok - mówi Magdalena Wolnik. 

Zauważa, że stereotypy, które często istniały, upadają. - To ludzie, którzy mają swoją historię, konkretne problemy, doświadczyli tragedii, która sprawiła, że znaleźli się na ulicy. Nikt z nas nie może być pewien, że taki los nie spotka kogoś z nas - stwierdza.

- Na pierwszej wigilii pojawiło się około 50 osób, dziś jest ich ponad 150 - wspomina ks. Mirosław Nowak, proboszcz parafii pw. Wszystkich Świętych w Warszawie, który już od czterech lat ofiaruje na to świąteczne spotkanie salę parafialną.

– Jeśli liczba przychodzących będzie się tak zwiększać, będziemy musieli przenieść się do kościoła - mówi ks. Nowak, wskazując na tradycję spotkań wigilijnych zapoczątkowaną przed 30 laty w Rzymie w Bazylice Santa Maria in Trastevere.

- Bardzo cieszy to, że liczba osób przychodzących na wigilię z roku na rok wzrasta dzięki wspólnocie, która wspiera bezdomnych, uchodźców, nie tylko podczas świąt, ale w całym roku - mówi ojciec Antoni Kosorz, werbista, który po raz kolejny uczestniczy w spotkaniu. Ojciec Antoni podkreśla znaczenie dialogu z każdym człowiekiem, przede wszystkim z tym zepchniętym na margines społeczny, potrzeby okazania serca zawsze, a szczególnie w Boże Narodzenie. - To jest to piękno ukazujące nasze chrześcijaństwo - podsumowuje.

Pośród prób życia..

- Różnie bywa, noc spędzamy w tunelach, tam, gdzie możemy schronić się przed zimnem - mówi pan Piotr. Kiedyś pracował w jednej z warszawskich firm, mówi po niemiecku… Różne niespodziewane kolejne losu, trudności ze znalezieniem pracy po 50., 60. roku życia mimo doświadczenia, opuszczenie przez rodzinę, liczne problemy sprawiły, że znaleźli się na ulicy. Pozostawieni sami sobie, tutaj znajdują pomoc i rodzinną atmosferę. Niektórzy nie chcą mówić o swojej historii.

- Trudno rozpocząć na nowo, w tym wieku nikt nie chce przyjąć nas do pracy - mówi 59-letni pan Józef, który przez wiele lat pracował jako monter. Został zwolniony i mimo doświadczenia nie może znaleźć pracy. Nie ma rodziny, więc nie może liczyć na pomoc bliskich, nawet w wyremontowaniu zapadającego się domu.

- Niektórzy wolą płacić na ośrodek, niż pomóc w remontowaniu mieszkania. Zasiłki, jeśli są, są tak niskie, że trudno zdecydować, na co je przeznaczyć. 500 złotych nie wystarcza nawet na opłacenie rachunków - zauważa. Teraz jest w Warszawie, gdzie od 1 stycznia będzie w bezpłatnym ośrodku, aby przetrwać zimę.

- Już bardzo wiele osób zamarzło. W altankach w ogródkach działkowych o tej porze bez ogrzewania trudno jest przetrwać noc. Teraz jeszcze radzę sobie sam, jestem tam, gdzie jest ciepło, aby nie zmarznąć - opowiada.

Ta wigilia jest już trzecią pana Edwarda.

- Mam tu dużo znajomych, dobrze, że mogę otrzymać tu pomoc, inaczej byłoby ciężko - mówi. Latem jeździ poza Warszawę do gospodarzy, by podjąć pracę, zimą jest trudniej i musi radzić sobie sam, będąc w Warszawie, gdzie łatwiej można uzyskać pomoc. - Niestety nie mogę znaleźć pracy, chodzę do różnych miejsc, ale mam już 60 lat, w tym wieku nie chcą nikogo zatrudnić. A nie mam pieniędzy, aby dzwonić i szukać pracy - mówi. - Jeśli potrzebuję pomocy, przychodzę tutaj, po kurtkę, buty na zimę… - dodaje.

..otwarte serce i iskra nadziei

- Najważniejsza jest wiara, która pomaga przetrwać najgorsze chwile, trudności są, ale podstawą jest wiara - mówi pan Marian, który jest już po raz kolejny na wspólnym świętowaniu. Panu Marianowi udało się pokonać wiele przeszkód i znaleźć pracę.

- Jest o co prosić i za co dziękować. Dzięki wierze życie się układa, choć sam nie wiem, jak to się dzieje. Mam to szczęście, że trafiam na dobrych ludzi, na tę młodzież, rzadko zdarzają się nieprzyjemności, to pomaga uspokoić się wewnętrznie - dodaje.  - Aby jednak doświadczyć łaski wiary, trzeba uwierzyć w człowieka - mówił ks. Mirosław Nowak. Tą wiarę niosą m.in. wolontariusze i członkowie wspólnoty San’Egidio, którzy w każdy czwartek wieczorem przychodzą na Dworzec Centralny w Warszawie.

- Częstujemy symboliczną kanapką i herbatą, ale przede wszystkim chcemy porozmawiać z bezdomnymi. Na początku ci, którzy nie mieli z nami wcześniej kontaktu, są zdziwieni, ale zaraz potem przechodzi to w pozytywne relacje, które niejednokrotnie zostają na długo. Czekają też na wigilię - mówi Marta Szyszko, studentka ze wspólnoty San’Egidio. - Wigilia to nie tylko ten jeden dzień, to nasza przyjaźń z tymi ludźmi przez cały rok. Choć trafiłam tu przez przypadek, to chyba jednak nie był przypadek. Ile dla siebie znaczymy, widać dziś przy tych wspólnych stołach - dodaje.

 – Na systematyczną pomoc bezdomnym, otwartość, okazanie, że blisko jest ktoś, kto poda pomocną dłoń - wskazuje ks. Mirosław Nowak.

Ksiądz proboszcz podkreśla też potrzebę modlitwy za osoby bezdomne i ubogie. - Dwa razy w roku odprawiamy Mszę Świętą w ich intencji. Pamiętam szczególny moment, Modlitwę Powszechną, za tych, którzy zmarli. Wszyscy pamiętali ich z imienia i nazwiska, pozostawiali też zapaloną świecę w intencji każdego z nich, to było wzruszające -  mówi ks. Mirosław Nowak. - Czuli, że nawet w sytuacji zagubienia życiowego, prób i trudności nie są bezimienni - dodaje.

Pierwsza Wigilia Wspólnoty San’Egidio dla Bezdomnych odbyła się 25 grudnia 1982 roku w rzymskiej Bazylice Santa Maria in Trastevere.

 

Agnieszka Gracz

Aktualizacja 22 stycznia 2013 (12:06)

NaszDziennik.pl