logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / Inne

Ewangelia

Niedziela, 21 stycznia 2018 (10:01)

Aktualizacja: Niedziela, 21 stycznia 2018 (12:07)

Mk 1,14-20

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!”.

Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim.

Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim.


Rozważanie

Czas jest krótki

Skąd w środku karnawału tak ostre przynaglenia, bardziej kojarzące się z okresem Wielkiego Postu niż karnawałem? „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1,14), „Czas jest krótki” (1 Kor 7,29), „Przemija postać tego świata”. Uderza niecierpiąca zwłoki natychmiastowość, z jaką kandydaci na uczniów zostawiają wszystko i idą za Jezusem. Chciałoby się zapytać: to już? Naprawdę koniec jest bliski? Pośród wielu pokus złego ducha ta jest jedną z bardziej podstępnych: „Masz jeszcze czas” – zdaje się szeptać do ucha wielu z nas. „Masz czas na to, by coś zmienić w swoim życiu, uporządkować bałagan, który istnieje w relacjach z innymi, porzucić zawziętość, pojednać się z Bogiem”. Przyjmujemy ją bezkrytycznie. Potem zdziwienie kamienieje w pełnych rozpaczy, cmentarnych napisach. A ręka kamieniarza wykuwa słowa poety ks. Jana: „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”… Dziś problemem duszpasterskim – nie tylko wielkich, nowoczesnych osiedli – staje się OBOJĘTNOŚĆ. Wielu ludziom przestało zależeć na tym, czy czeka ich niebo, czy piekło. Im jest wszystko jedno. Albo inaczej: nie myślą o przyszłości. „Nie mamy czasu, jesteśmy zmęczeni. Rat kredytu nikt za nas nie spłaci – tłumaczą. – Trzeba rano wstać, wyjechać z domu na tyle wcześnie, aby przebić się przez korki i punktualnie zacząć pracę. Późny powrót do domu. Sobota jak to sobota: albo pracująca, albo trzeba posprzątać mieszkanie, zrobić zakupy, spotkać się ze znajomymi. Niedziela – dłużej pospać. A od poniedziałku kołowrót dalej będzie się kręcił”. I tak życie mija. I tylko tę pustkę i smutek, widoczny w oczach, wewnętrzny ból coraz trudniej ukryć. I coraz trudniej znaleźć sens.

 

ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik