Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam się przemienił wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem.
Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni.
I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!” I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa.
A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy „powstać z martwych”.
Rozważanie
Aż dzień zaświta
Opis przemienienia na górze Tabor doczekał się wielu interpretacji. Aby zrozumieć, co się tam naprawdę wydarzyło, trzeba spojrzeć nań w szerszym kontekście. Stary Testament stawiał sprawę jasno: kto zobaczy Boga, musi umrzeć! Kiedy Jahwe objawił się Mojżeszowi w krzewie gorejącym, nakazał mu zdjąć sandały i zachować odpowiednią odległość (Wj 3,5n). „Zstąp na dół i upomnij lud surowo, aby się nie zbliżał do Pana, chcąc Go zobaczyć, gdyż wielu z nich przypłaciłoby to życiem” – rozkazał izraelskiemu wodzowi podczas synajskiej teofanii (Wj 19,21n).
Jezus wszystko zmienia. Skraca ów niebotyczny dystans. Przemienia się wobec uczniów: Jego wygląd staje się niepodobny do niczego, co znali z empirycznego doświadczenia. Niezwykłości dopełnia obecność Mojżesza i Eliasza, a także głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. Logiczny wydaje się ich lęk, panika Piotra. Znali Pisma. Wiedzieli, że – w myśl zapisów Tory – kto zobaczy Boga, musi umrzeć. Czy dlatego, aby stępić ich strach, ograniczyć widzenie (które później nie pozwoliłoby w czymkolwiek na ziemi zauważyć piękna, ponieważ pamięć blasku Bożego piękna zagarnęłaby wszystko), Ojciec zsyła obłok, który częściowo zakrywa Boży majestat, aby… nie pomarli ze szczęścia? Być może. Jeszcze nie nadszedł czas.
„Słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej. Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach” (2 P 1,18-19) – napisał po latach Piotr. W naszym poszukiwaniu piękna, doskonałości nie jesteśmy skazani na błądzenie po bezdrożach. Bóg jasno wskazał kierunek. Idźmy w tamtą stronę.

