logo
logo

Zdjęcie: Małgorzata Pabis/ Nasz Dziennik

Uwrażliwia na drugiego człowieka

Wtorek, 24 kwietnia 2018 (20:35)

Z ks. Józefem Gubałą, proboszczem parafii św. Mikołaja w Krakowie, gdzie znajdują się doczesne szczątki Służebnicy Bożej Hanny Chrzanowskiej, rozmawia Małgorzata Pabis.

 

Pierwsze sygnały o tym, że Hanna Chrzanowska jest osobą świętą, były już na jej pogrzebie, kiedy uczestniczący w nim wraz z ks. bp. Karolem Wojtyłą odśpiewali radosne „Magnificat”. Od kiedy jednak ten kult jest bardzo żywy w Kościele?

 

– Myślę, że od dwóch lat, czyli od czasu, kiedy doczesne szczątki Hanny Chrzanowskiej zostały przeniesione do krypty kościoła pw. św. Mikołaja w Krakowie. Wtedy pielęgniarki modliły się przy grobie Hanny w każdą trzecią środę miesiąca. Do jej grobu przychodzili także ludzie. To było bardzo widoczne. Poza tym w naszym kościele rozpoczęła się codzienna modlitwa za jej wstawiennictwem.

Znamy już cud, który został uznany przez Kościół i otworzył drogę do beatyfikacji Hanny Chrzanowskiej. Są jednak i inne, liczne łaski.

 Takim cudem Hanny Chrzanowskiej jest to, że udało się nam, jeszcze przed jej beatyfikacją, ukończyć remont kościoła pw. św. Mikołaja. Po ludzku to było niemożliwe. Wykonawcy mówili, że jest tam pracy na kolejne trzy lata. W ubiegłym roku planowaliśmy pomalowanie sklepienia. Hanna Chrzanowska jednak tak poprowadziła wykonawców i darczyńców, że udało się całość zakończyć, i to przed uroczystością beatyfikacji.

Co Hanna Chrzanowska chciałaby nam dziś przekazać?

– Chce nas uwrażliwić na drugiego człowieka. Ona o miłosierdziu nie tylko mówiła, ale je czyniła. Filantropię, którą wyniosła z domu, przełożyła na miłosierdzie. Dziś uczy nas wrażliwości na drugiego człowieka, słabego, chorego, samotnego. Abyśmy byli na te sprawy bardziej otwarci.

Mnie osobiście bardzo pomogło zgłębianie jej życiorysu, poznawanie jej osoby. Zrozumiałem dzięki temu, że chodząc do ludzi chorych, trzeba im więcej czasu poświęcić. Bo oni często chcą się spotkać z kapłanem, porozmawiać.

 

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Pabis

NaszDziennik.pl