Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie.
Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.
ROZWAŻANIE
Życionośny obieg
Czasem, jadąc samochodem, zdarza mi się mijać drzewa obrośnięte jemiołą. Zielone kule, mocno wrośnięte w gałęzie – chętnie kupowane przed Bożym Narodzeniem – to organiczne pasożyty. Wedle pogańskich wierzeń, pędy jemioły miały sprowadzić do domu szczęście i bogactwo, pomóc spełnić życzenia, umocnić miłość w rodzinie. Rzecz kuriozalna: pasożytnicze pędy wszczepiające się w zdrową tkankę drzewa, aby czerpać z niego życiodajne soki, kupowane „na wszelki wypadek”, stały się w jakimś stopniu synonimem naszych czasów, wprost nie negujących faktu istnienia Boga, ale traktujących Go co najwyżej jako ornament życia.
Jezus mówi: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym”. Tylko Bóg jest w stanie człowiekowi zapewnić pełnię życia, szczęście. Tylko wszczepienie w życionośny obieg Bożej łaski Jego dzieci ma sens. Każdy inny wariant ontycznej więzi to trucizna. Są toksyny, które działają od razu, inne z dużym opóźnieniem – te są najbardziej szkodliwe. Niosą śmierć. Sprawiają, że wszystko umiera, usycha, w perspektywie wieczności staje się bezwartościowe.
Ewangelia piątej niedzieli wielkanocnej niesie ważne ostrzeżenie: przed życiem pasożytniczym, jałowym, bezowocnym. Nie wystarczy tylko być. Sama pobieżna identyfikacja z Chrystusem („wierzący niepraktykujący”, „praktykujący niewierzący”) to za mało. Chodzi jeszcze o jakość naszej wiary, obecność w Kościele, o gotowość do tego, by stać się uczniem. Dopiero wtedy zaczyna się prawdziwe trwanie.

