logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / -

Ewangelia

Niedziela, 2 września 2018 (09:26)

Mk 7,1-8a.14-15.21-23

U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych.

Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?”.

Odpowiedział im: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: »Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi«. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji”.

Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.


Rozważanie

Prawo i wolność

To nie pierwsza ewangeliczna sytuacja, kiedy to Jezus zderzył się z legalizmem, wedle którego człowiek miał stać się niewolnikiem Prawa. Ono było najważniejsze: organizowało życie, relacje z Bogiem i ludźmi, definiowało miłość. Ale niestety, czasem też było ślepe, podatne na manipulacje i przekłamania. Sam zresztą został skazany na śmierć zgodnie z jego przepisami. Dlatego też tak ostro przeciwstawiał się faryzeizmowi. Przy zachowaniu pozorów ultrapobożności zjawisko to – dobrze opisane w Biblii – w istocie było formą ucieczki od prawdy, nagięciem jej do ludzkiej małości. Zamykało człowieka w ciasnym więzieniu zakutego w schematy „ja”. Tak się dzieje i dzisiaj.

Chrystus przyszedł na świat nie po to, aby dokonać rewolucji – w takim kształcie, w jakim znamy ją z naszej historii. Nie był anarchistą, nie zamierzał wywracać do góry dnem zastanego porządku. Chciał tylko jednego: przywrócić należną miarę Bogu i człowiekowi, ukazać na nowo blask tej relacji. Ukazać, co jest priorytetem, a co powinno jedynie pełnić rolę służebną wobec sprawy zbawienia. Nowe Prawo, które ustanowił, a które w tak precyzyjny sposób zostało wypowiedziane m.in. na Górze Błogosławieństw, przypieczętowane męką i zmartwychwstaniem, wyprowadzało skostniały świat poza legalizm i schematy – aż ku miłości nieprzyjaciół, miłosierdzie szafowane po raz „siedemdziesiąty siódmy” (czyli nieuznające limitów – por. Mt 18,21-35), niosąc za sobą prawdziwą wolność. Tylko że „wolność to nie ulga, ale to trud wielkości”. Dlatego słuchacze Jezusa woleli jej karykaturę.

W dobie ożywionej dyskusji o roli prawa w życiu społecznym warto by było, gdyby tworzący je dzisiejszy fragment Ewangelii dobrze przeanalizowali. Święty Jakub napomina: „Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie”. Prawo nie zbawi człowieka. Jest potrzebne, ale samo w sobie nie posiada wartości absolutnej. Najwięksi zbrodniarze ludzkości (np. Hitler) dochodzili do władzy zgodnie z zasadami ludzkiego prawa. Jeśli chcemy je postawić w miejscu Boga (co się dzieje w gremiach, które urzędowo i strukturalnie skazały Go na banicję) i na nim budować porządek świata, wikłamy się w potworne kłamstwo.

 

ks. Paweł Siedlanowski

Aktualizacja 2 września 2018 (12:27)

Nasz Dziennik