Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: „Za kogo uważają Mnie ludzie?”. Oni Mu odpowiedzieli: „Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków”. On ich zapytał: „A wy za kogo Mnie uważacie?”. Odpowiedział Mu Piotr: „Ty jesteś Mesjasz”. Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili.
I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy wiele musi wycierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że zostanie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa.
Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: „Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku”.
Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je”.
Rozważanie
Kim dla mnie jesteś?
Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” – pyta Jezus swoich uczniów. Zadaje pytanie ogólne, powiedzielibyśmy dziś, kontrolne. Stokroć ważniejsze jest jednak kolejne: „A wy za kogo mnie uważacie?”. Szukając odpowiedzi na pierwsze, można podeprzeć się opinią ogółu. Dziś taką ankietę świetnie zaprojektowaliby i przeprowadzili fachowcy od sondaży. A ich finałem byłyby słupki wyrażające procentowy poziom opinii, tabelki dzielące respondentów na zwolenników i przeciwników boskiego posłannictwa Jezusa. Nic prostszego. Odpowiedź na drugie pytanie nie była już taka prosta. Jedynie Piotr stanął na wysokości zadania. Ale tylko przez chwilę. Okazało się bowiem zaraz, że i on niewiele rozumie (por. Mt 8,32-33).
Tak naprawdę każdy z nas przez całe życie szuka odpowiedzi na zadane przez Jezusa pytanie. Ale nie zawsze. Czasem wydaje nam się, że nie jest ona aż tak bardzo konieczna. Inne pytania jawią się jako zdecydowanie ważniejsze: – Jaką pracę wybrać? Dokąd pojechać na urlop? W jakim banku wziąć kredyt? Co zrobić, aby pomnożyć zgromadzone z takim trudem oszczędności itd. To jest konkret! Sprawy wieczności wydają się tak odległe, że aż nierzeczywiste. Z ulgą odstawia się je „na potem”. Pan Bóg może poczekać… Doprawdy?
Proklamowany dziś tekst Ewangelii powinien stać na początku każdego rachunku sumienia. Od tego, jaka padnie odpowiedź, zależy naprawdę wiele. Nie można uciec od pytań osobistych, dotykających najgłębszych pokładów świadomości. – Kim jesteś dla mnie, Chryste? Tradycją? Przyzwyczajeniem? Dekoracją? Wyjściem awaryjnym z bezsensownych sytuacji?… Szukając odpowiedzi, nie wystarczy sięgnąć po mądrość filozofów. Niewiele też pomoże biegłość w teologii. Nie udzieli pomocy adwokat, doradca finansowy. Pascal ze swoim słynnym zakładem wyda się jedynie beznamiętnym, wyrachowanym graczem, sondaże – pustą grą słów. Aby znaleźć odpowiedź, najpierw trzeba Go spotkać. Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. W ciszy adoracji przed tabernakulum i ulicznym szumie, w drugim człowieku, w chwilach uroczystych i szarej codzienności, w spełnieniu i bólu samotności. I spróbować przyłożyć swój krzyż do Jego krzyża.

