logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Zaprzyjaźnić się ze świętymi patronami

Środa, 31 października 2018 (17:58)

Z ks. Tomaszem Michniokiem, asystentem kościelnym Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży dla Diecezji Bielsko-Żywieckiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Część ludzi traktuje Halloween jako zabawę. Skąd uleganie temu antychrześcijańskiemu zjawisku?

– Halloween jest tylko z pozoru niewinną, beztroską zabawą, tymczasem grozi otwarciem się na działanie złych duchów. Wystarczy wejście w przestrzeń demonów, choćby przez z pozoru niewinną zabawę, i to jest niebezpieczne. Dzisiaj szatan – bardzo często próbując działać wśród nas – tematy, które powinny być dla nas ważne, próbuje ująć w perspektywie zabawy, że niby nic się nie dzieje, że nic złego w tym nie ma. Ulegając temu, bagatelizujemy w ogóle rolę szatana ,i to jest pułapka, jaką on na nas zastawia.

Takie znieczulanie nas?   

– Powiedziałbym, że raczej przygaszenie naszej czujności. W dzisiejszych czasach szatan wygrywa przez sam fakt, że wiele osób w ogóle w niego nie wierzy. Wielu z nas nie ma wrażliwości serca, brakuje nam wyczucia na to, że w swoich działaniach jednak powinniśmy być ostrożni, bo szatan będąc duchem, a więc istotą doskonalszą od nas, ludzi, w łatwy sposób może nas sobie podporządkować. Dlatego traktując go w formie zabawy, jesteśmy przegrani na całej linii.

Ojciec Święty Franciszek mówi o tym, że z roku na rok rośnie liczba opętań dzieci, które miały styczność z Halloween. Dlaczego rodzice tego nie widzą?

– Rodzice, niestety, często bagatelizują tego typu informacje. Być może jest to efekt braku czasu, rozluźnienia relacji, bo rodzice chcąc zapewnić jak najlepsze warunki bytowe swojej rodzinie, zwyczajnie nie mają czasu na spokojną rozmowę ze swoimi dziećmi. Temu wszystkiemu towarzyszy też brak świadomości rodziców o zagrożeniu. Powiedziałbym, że dzieci, które dzisiaj uczęszczają do szkoły podstawowej, trafiły na czasy i na rodziców, którzy w tej pogoni za dobrami tego świata nie mają dla nich czasu. Schyłek lat osiemdziesiątych, lata dziewięćdziesiąte to roczniki ludzi, którzy otrzymali wielką szansę na dzikie doganianie Zachodu przez nas Polaków. Praca na dwa, trzy etaty, brak czasu na cokolwiek. Tacy rodzice często nie mieli nawet czasu na to, żeby usiąść przy dobrej katolickiej lekturze. I ci ludzie – dzisiaj – mają za zadanie wychowywać swoje dzieci. Bywa, że nie posiadają wiedzy na tematy niebezpieczeństw, które na nas czyhają. Takie są również moje spostrzeżenia – nawet z rozmów, jakie przeprowadzam z rodzicami dzieci, które uczę, rodzicami, którzy zadają pytanie: proszę księdza, a dlaczego odmawiać dzieciom zabawy w szkole chociażby przy okazji Halloween?

O ile pogańskie Halloween może dość łatwo trafiać na grunt osób niewierzących, to niepokojące jest, że wrasta ono dość głęboko w nasze umysły, jakby nie było w umysły społeczeństwa chrześcijańskiego. Dlaczego?

– Jest kilka przyczyn. Po pierwsze, płytka wiedza, a po drugie, dzisiaj, przy zabieganiu, przy braku czasu na zdrową rozrywką czy zabawę, kiedy wiele osób cierpi na pracoholizm, my zwyczajnie nie potrafimy wypoczywać we właściwy sposób. I tego typu treści, które są bardzo niebezpieczne, bo jeśli szatan chce coś zareklamować, to ze swoich pułapek uczyni najbardziej atrakcyjną zabawę, której trudno się oprzeć. Wszystko to odpowiednio wypromowane jako pewna nowość w ubogaceniu nas poprzez kulturę bądź pewne tradycje, które przychodzą do nas z krajów zachodnich, jest czy bywa dla nas atrakcyjne. Przedstawia się nam to wszystko jako pewną szansę „ucywilizowania” nas, Polaków. Kiedy wchodziliśmy w szeregi Unii Europejskiej, św. Jan Paweł II wskazywał i zachęcał nas, żebyśmy dla Europy byli tą iskrą, która ubogaci Zachód w całej jego zgniliźnie, aniżeli mielibyśmy pozwolić na otumanianie siebie przez płynące stamtąd tego typu praktyki jak chociażby Halloween.

A może nasza wiara słabnie, brakuje jej pogłębienia chociażby poprzez katechezę i dlatego szatan ma dzisiaj większy dostęp do naszych pustych, niezagospodarowanych serc?

– Jeśli chodzi o naszą wiarę dzisiaj, to trzeba powiedzieć bez ogródek, że ta wiara jest byle jaka. Problem, z którym w związku z tym możemy się dzisiaj spotkać, wynika m.in. z braku właśnie katechezy dla dorosłych. Tego dzisiaj w Kościele brakuje. Choćby w dokumencie Catechesi Tradendae – posynodalnej adhortacji Ojca Świętego Jana Pawła II z 1979 roku była mowa, żeby wówczas, kiedy katecheza wchodzi w obszar szkoły, mimo wszystko nie zaniechać katechezy przyparafialnej. Oczywiście, że katecheza w szkole stwarza wielkie możliwości i szanse, żeby dotrzeć do większej ilości zainteresowanych, żeby w łatwiejszy sposób dotrzeć do dzieci i młodzieży. Niestety, Kościół poszedł tylko w kierunku katechezy dla osób w młodym wieku w szkołach, ale przy tym wszystkim katecheza przyparafialna gdzieś uciekła. Brakuje nam katechezy dla dorosłych. 

Co zatem zrobić, żeby wyznać publicznie, że wierzę w Pana Boga i dlatego nie świętuję pogańskiego Halloween?

– Myślę, że wielką szansą, mimo braku wspomnianej wcześniej katechezy dla dorosłych, są wspólnoty i grupy parafialne – aktywne uczestnictwo w tych grupach. Piękną praktyką w Kościele, o której też warto pomyśleć, i to może być pewną wskazówką czy sugestią dla księży, są kazania katechizmowe. Chodzi o to, żeby w ten właśnie sposób docierać do parafian i w ten sposób ukazywać piękno naszej wiary także przy tego typu praktykach jak Halloween. Nie powinniśmy też bać się powiedzieć stanowcze „nie”, powiedzieć „stop”, że my nie chcemy, aby nasze dzieci miały do czynienia z tego typu praktykami. W szkole spotkałem się z sugestią rady uczniowskiej, żeby w środę przed uroczystością Wszystkich Świętych przyjść do szkoły w przebraniach w stylu Halloween. Do tego pojawiła się oczywiście zachęta, że każdy przebrany zostanie w tym dniu zwolniony z pytania, co ma stanowić formę promocji. I zaraz, kiedy przedstawiciel rady uczniowskiej przekazał tę informację i wyszedł z klasy, od razU padło pod moim adresem pytanie: proszę księdza i co ksiądz na to, ksiądz się temu nie sprzeciwi? Odpowiedziałem, że nie tyle, że się będę sprzeciwiał, ponieważ nie chcę tej propozycji robić jeszcze większej reklamy, natomiast wam i każdej następnej klasie uświadomię, na czym polega problem dotyczący Halloween. I uważam, że uświadomienie tej diametralnej różnicy pomiędzy naszą wiarą w świętych obcowanie, wiarą w to, czego uczy Kościół katolicki a okultyzmem, który jest zawarty w Halloween – już to zderzenie daje uczniom wiele do myślenia, bo to oni muszą się opowiedzieć, za jakimi wartościami chcą iść. Tak uświadomionych uczniów tania reklama Halloween nie kupi. I to jest jedna z dróg walki, żeby zło dobrem zwyciężać. Poprzez dobro jesteśmy w stanie więcej zdziałać, aniżeli poprzez bunt, poprzez sprzeciw bez odpowiedniego uzasadnienia, bez odpowiedniego fundamentu.     

Tym dobrem mogą być wszystkie inicjatywy zachęcające dzieci i młodzież do właściwego, zgodnie z naszą wiarą przeżywania tych dni, które przed nami: Uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego. Jedną z takich inicjatyw są Korowody Świętych, które odbywają się w wielu miejscach Polski. Jeden z nich odbył się w sobotę w Bielsku-Białej. 

– W Bielsku-Białej była to już 12. edycja Korowodu Świętych, a hasło jakie towarzyszyło tej pięknej inicjatywie, brzmiało „Święci – buntownicy doczesności”. Korowód Świętych jest manifestacją – po pierwsze – naszego powołania, powołania do świętości. Ta inicjatywa ma na celu ukazanie bliskości świętych względem każdego z nas z jednej strony w relikwiach świętych, które są obecne podczas Korowodu, a jednocześnie poprzez powszechne powołanie nas wszystkich do bycia świętymi. Świętość jest nam bliska i nie możemy się tej świętości wstydzić. Druga sprawa dotyczy tego, że Korowód Świętych to wskazanie właściwego kierunku tym, którym być może nawet do Kościoła jest nie po drodze. Kiedy bowiem my wychodzimy z kościoła na ulice ze świadectwem wiary, ale również ze świadectwem naszej wiedzy, to już samo to da do myślenia tym, którzy są niedookreśleni albo uważają, że świętość nie jest dla nich. Ponadto Korowód Świętych jest ukazaniem postaci osób świętych, które swoim życiem pokazują nam, że niegdyś oni tak jak my dzisiaj musieli pokazać światu swój sprzeciw wobec laicyzacji, wobec tego, co świeckie, żeby pokazać, że święty to normalny człowiek z krwi i kości żyjący w danej epoce, w konkretnej rzeczywistości, w takim a nie innym środowisku. Myślę, że takie świadectwo wiary, świadectwo również obecności świętości w naszym społeczeństwie daje wiele do myślenia, że nasza wiara w Boga w Trójcy Świętej Jedynego jest kroczeniem do świętości, a święty to normalny, zwyczajny człowiek żyjący miłością do Boga i ludzi. Sądzę, że warto też podkreślić tę radość, jaka towarzyszy uczestnikom Korowodu Świętych, bo to jest radość powszechnego powołania do świętości nas wszystkich, bez wyjątku.

Wspomniał Ksiądz, że to był już 12. Korowód Świętych w Bielsku-Białej. Wciąż są chętni, wciąż jest zapał?

– Tak wciąż są chętni, wciąż jest zapał. To wydarzenie przygotowuje Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Diecezji Bielsko-Żywieckiej, ale ten pochód ze świętymi tworzą delegacje parafii. W tym roku młodzi ludzie z 11 parafii i wspólnot przynieśli 43 relikwiarze z doczesnymi szczątkami świętych i błogosławionych. Podczas specjalnego nabożeństwa odczytano życiorysy świętych, modlono się też o ich wstawiennictwo przed Panem Bogiem. Cieszy nas zapał dzieci, młodzieży ich aktywność, zważywszy, że na początku, kiedy rodziła się ta inicjatywa, delegacji było zaledwie kilka. Teraz Korowód Świętych, jak już wspomniałem, przyciąga wiernych, jest ich od 250 do nawet 300 osób. I mimo że mamy jesień, że jest sobota wieczorem, a więc pora nie zachęca zbytnio do wychodzenia z domów, to jednak tak liczna obecność, poczucie wspólnoty gromadzi nas wokół naszych świętych. I to jeszcze bardziej cieszy.

Czy możemy zaprzyjaźnić się z naszymi świętymi patronami?

– Jak najbardziej. Powinniśmy się zaprzyjaźnić z naszymi świętymi patronami, wpatrywać się w ich sylwetki i starać się ich naśladować. Jednak przede wszystkim powinniśmy być im wdzięczni za to, że ukazują nam, że święty to normalny człowiek.

Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl