Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:
„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.
Rozważanie
Listopadowa szkoła wiary
1 listopada Kościół oddaje cześć swoim najlepszym dzieciom. Uroczystość Wszystkich Świętych ukazuje Kościół triumfujący w całej swojej chwale i dostojeństwie, ale zarazem nam, „ludziom w drodze”, przypomina, że nim jeszcze nie jesteśmy.
O świętych mówi się czasem: niedościgła elita chrześcijaństwa. Nader często odarci z tego, co „nazbyt ludzkie” i historyczne, w praktyce jawią się bardziej jako ci, których raczej podziwiamy, niż naśladujemy. Czasem łatwiej nam jest zaakceptować postać jakiegoś bohatera niż świętego. A to jedynie świętość prowadzi ku Najświętszemu Bogu. Nigdy się nie przeterminuje.
Może się czasem zrodzić niebezpieczeństwo, że uznamy, jakby świętość była poza naszym zasięgiem.
– Jak zatem ją zdobyć, odkryć? – ktoś zapyta. Przecież ubrudzeni codziennością nie mamy szans! Gdzież nam do świętych! Pesymizm ów łamie św. Jan: „Oto ujrzałem wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć – pisze w Apokalipsie – z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy”. A zatem nie jednostki, lecz „niepoliczalny tłum” tych, którym udało się wejść przez „ciasną bramę” – codziennej wierności, wiary, miłości do Boga i człowieka! Upadających i powstających z upadków. Błogosławionych, tzn. szczęśliwych. Przychodzących „z wielkiego ucisku”, którzy „opłukali swe szaty i w krwi Baranka je wybielili”. Trzeba uwierzyć, że świętość jest w zasięgu ręki!
Niebo nie jest puste! – ta prawda przy okazji uroczystości Wszystkich Świętych dociera do nas ze zdwojoną mocą. Nie ma żadnego powodu, by wątpić w słowa Jezusa: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele”. Warto spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy. Przebić się przez zniechęcenie, przywiązanie do doczesności, otworzyć na światło łaski, które pomoże skruszyć wewnętrzne skamieliny. I zatęsknić za Niebem. Bo kiedy ma się to dokonać, jak nie teraz?
Zdarza nam się, szczególnie pod wpływem mediów, błędnie utożsamiać uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. To nie to samo. Choć łączy je – oprócz tego, iż odwiedzamy mogiły swoich bliskich – fakt, że te dni, głęboko przeżyte, wyprowadzają nas z iluzji. Pozbawiają złudzeń, wedle których życiu doczesnemu nadaje się wartość absolutną. Święci prowadzą nas za jego horyzont, ukazują pełny blask spełnionej obietnicy. Oczekujący na chwałę Nieba, cierpiący w czyśćcu – co przypomni nam wspomnienie wiernych zmarłych – poprzez chłód kamiennych nagrobków obalają mit o ludzkiej potędze i panowaniu. Pokazują, że „bez Boga ani do proga”. Uczą pokory wobec Tego, który jest Dawcą Życia, Sprawiedliwym Sędzią, ale nade wszystko Miłosiernym Ojcem.
Spotkania rodzinne, odwiedziny bliskich, wizyty na cmentarzach to ważny element naszej codzienności. Rzecz w tym, by nie zatrzymać się tylko na zewnętrzności. Aby chęć odpowiedniego zaprezentowania się nie zdominowała troski o wewnętrzne piękno. Zapalenie lampki na grobie rodzinnym nie zastąpiło udziału we Mszy św., Komunii św. ofiarowanej za zmarłych rodziców, dziadków… Nawet najpiękniejszy wieniec to nic w porównaniu z darem odpustu, jaki można ofiarować za naszych zmarłych przez całą oktawę uroczystości Wszystkich Świętych.
Zachowajmy zatem proporcje. Szukajmy mądrości listopadowych dni. Dobrze przeżyte mogą nas wiele nauczyć.

