logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Moje zamyślenia wigilijne

Poniedziałek, 24 grudnia 2018 (14:08)

Kochani moi!

Mówią, że święta Bożego Narodzenia

to takie ciepłe, rodzinne, radosne.

Ktoś wymyślił nawet reklamowe zawołanie:

Magia Świąt.

Niech tak będzie w handlu, w reklamach,

a dla mnie to trudne święta.

Bóg się narodził?

A wcześniej Go nie było?

Był i zawsze Jest, bo jest wieczny.

 

Dlatego wracam z tęsknotą

do dziecięcych Rorat,

ale wtedy był śnieg skrzypiący mrozem,

księżyc prawdziwy, bo przedwojenny,

i gwiazdy można było policzyć na niebie,

a wśród nich ta roratnia – Jutrzenka.

 

W kościele świece woskiem płakały.

Ksiądz w smutnym fioletowym ornacie

i organista śpiewał takie tęskliwe pieśni:

Dlaczego zagniewany jesteś, Panie?

Dlaczego pamiętasz dawne nasze grzechy?

Zobacz, dom Twój,

gdzie Cię chwalili nasi ojcowie,

jest pusty.

Zostaliśmy jak owce bez pasterza.

Przywarliśmy cierpienie do ziemi.

Niech się ziemia rozstąpi

i niech nam zrodzi Zbawiciela.

Niebiosa, spuście nam rosę,

niech jak deszcz

przyjdzie do nas Sprawiedliwy!

 

Skąd ta tęsknota?

Słucham opisu pierwszego grzechu,

grzechu pierworodnego.

Wąż mnie skusił i zjadłam. (I Mojż 3,13)

Stał się grzech.

Ci, którzy byli stworzeni do świętości,

zaczęli chować się przed Bogiem

i wstydzili się tego, że są nadzy.

Każdy grzech musi być osądzony.

Więc odbył się sąd.

Położę nieprzyjaźń

między tobą, szatanie,

a nową Niewiastą.

Będziesz czyhał na Jej piętę,

ale Jej nie ukąsisz,

Ona zmiażdży Ci łeb. (por. I Mojż 3,15)

 

To Ta, Niewiasta obleczona w słońce,

na której głowie

korona z gwiazd dwunastu,

co ma porodzić Dziecię,

a odwieczny smok starodawny

czyha, aby gdy porodzi,

pożreć Jej Dziecię.

I porodziła Syna,

który będzie pasł narody rózgą żelazną,

i królestwu Jego nie będzie końca. (por. Ap 12,1-6)

 

To będzie złoty czas mesjański,

kiedy ludzie przekują miecze na lemiesze,

kiedy dziecko będzie się bawić

w kryjówce żmii,

kiedy pantera będzie się bawić z koźlęciem.

 

Czekał człowiek na ten szczęśliwy czas,

ale wątpił, czy to się kiedyś stanie.

Bóg jest wierny!

Jak powie słowo, to go dotrzyma,

jak da obietnicę, to ją spełni.

Dlatego ostatnia strofa

prorockiej pieśni

jest taka radosna,

taka pełna nadziei:

Dlaczego jesteś smutny?

Dlaczego płaczesz?

Czy może zapomnieć matka

o swoim niemowlęciu?

A gdyby nawet ona

zapomniała o Tobie,

Ja nigdy nie zapomnę,

bo jestem Twoim Bogiem,

Twoim Odkupicielem.

Przyjdę szybko, aby Cię zbawić!

O, jakie to cudne.

Przyjdź szybko, Panie Jezu!

Wyznaję powtórnie, że dla mnie

święta Bożego Narodzenia

są bardzo trudne.

Nie mogę pojąć rozumem,

że Bóg, którego kosmos

ogarnąć nie może,

a człowiek rozumem

pojąć nie może,

stał się człowiekiem

i wziął ciało z Matki

(to jeszcze rozumiem),

ale że z Matki – Dziewicy,

tego pojąć nie mogę.

 

Dlatego w Boże Narodzenie

na słowa wyznania wiary:

A słowo stało się Ciałem

i zamieszkało między nami,

klękam i wyznaję – wierzę!

 

Zazdroszczę Mickiewiczowi,

bo ten w ośmiu słowach

potrafił wyznać wielką tajemnicę

Wcielenia:

Grom – błyskawica,

stań się – stało,

Matką – Dziewica,

Bóg – Ciało!

 

Jeszcze bliższy jest mi mój Franciszek Karpiński,

który wyśpiewał w kolędzie

tę Tajemnicę tak:

Bóg – a rodzi się,

Moc – a truchleje,

Pan niebiosów – a obnażony,

Ogień – a krzepnie,

Blask – a ciemnieje,

Ma granice – a Nieskończony.

Oj, poeci, poeci!

Wy to macie władzę

widzenia tam,

gdzie wzrok nie sięga.

A tam już wiara

i wieczne Bogiem zadziwienie.

***

Człowiek to inteligentna

i błyskotliwa bestia.

Im trudniejsza jest prawda,

tym liczniejsze znaki,

symbole, ubiera ją człowiek,

aby pojąć choć trochę

szkiełkiem i okiem.

 

Dlatego święta Bożego Narodzenia

mają tyle symbolów,

aby bliższą nam była

tajemnica Narodzenia Boga.

 

Choinka – żywe drzewko,

a na nim tyle światełek,

błyskotek i słodkości,

bo Bóg tak nas obdarza

swoimi darami. W tym pomaga Mu

Święty Mikołaj z darami.

Wiem, kto jest Świętym Mikołajem,

ale choć stary jestem,

chciałbym, aby i o mnie

święty biskup pamiętał

i dyskretnie pod choinką zostawił mi

wyczekiwaną świąteczną paczkę.

 

Ryba – to stary chrześcijański

znak wtajemniczenia.

Dzieci i ryby głosu nie mają.

Gdy chrześcijanin rozmawiał

z nieznajomym,

to jakby od niechcenia

rysował na piasku rybę.

Jeśli nieznajomy też narysował rybę,

to znaczyło: Jesteśmy wtajemniczeni.

Jeśli nie narysował, to znaczyło:

Jesteś mi obcy.

Ostrożnie, bo za wiarę w Chrystusa

grozi śmierć. Ale greckie słowo IXOYS (ichthys)

chrześcijanie odczytywali tak:

Jezus Chrystus Syn Boga Zbawiciel.

A więc ryba jest znakiem, symbolem

Pana Jezusa.

Jest jeszcze dużo świątecznych znaków:

Puste miejsce przy stole

dla Gościa Oczekiwanego.

Potrawy postne – bo wigilia,

a wigilia to czuwanie.

Jasełka – przedstawienia

o Bożym Narodzeniu.

Kolędy i pastorałki

– pieśni o Bożym Narodzeniu,

a pastorałki to śpiewy pasterzy

radosne, taneczne, czasem dowcipne.

Herody, kolędnicy

po domach chodzą

i na swój sposób opowiadają,

śpiewają o Bożym Narodzeniu. ***

Czas już, abym zamyślił się

nad najważniejszym, najpiękniejszym,

nad bardzo polskim zwyczajem

dzielenia się opłatkiem. Jestem ze wsi.

Pamiętam przednówki.

Nie było już starego chleba,

a nie było jeszcze nowego.

Była bieda,

ale ludzie byli dobrzy.

Dzielili się ostatnim kawałkiem chleba,

jak w kościele ksiądz dzieli Komunią.

 

Opłatki roznosił pan organista.

W dużym koszyku

wyłożonym białą serwetą

były opłatki duże – dla dorosłych,

małe – dla dzieci,

a kolorowe – różowe, zielone

– dla owieczek i krówek,

bo one były przy Bożym Narodzeniu.

Konie miały poświęcony owies

w święto męczennika Szczepana.

 

Mama na stole przygotowała

obrus, sianko, serwetę.

Tam położyła opłatek,

bo Matka Boża owinęła

Dzieciątko w pieluszki

i położyła w żłobie na sianku.

Mama, daj spróbować opłatka.

Nie, dzieci, teraz Matka Boża

przychodzi do domów

i szuka miejsca,

gdzie się ma Pan Jezus narodzić.

A do nas przyjdzie?

Tak, przyjdzie, tylko bądźcie grzeczne.

Tak więc czekaliśmy do wigilii

na dzielenie się opłatkiem.

***

Kochani moi!

Nie wierzyłem,

nie miałem nadziei,

że doczekam 80 lat,

a dziś mam 80 lat i 31 dni.

Mój Boże!

 

Zanim będę dzielił się z Wami opłatkiem

i składał Wam życzenia,

muszę najpierw podziękować

mojemu Biskupowi za to,

że powiadomił Biskupów

o moich 80. urodzinach,

a Biskupi modlili się za mnie

i błogosławili mi na te

ostatnie lata mego życia.

 

Chcę wszystkich przeprosić

za to, że przespałem miesiąc wakacji.

Wybudzili mnie dobrzy lekarze z Międzylesia,

a Wy obudziliście mnie

Różańcami w Radiu Maryja,

w kościołach, w domach

i kieszonkowych różańcach.

O, jak dziękuję Paniom w Międzylesiu,

Siostrom i Rehabilitantkom w Mariówce

za to, że troszczyły się o mnie jak o niemowlę.

Potem uczyły mówić, jeść, chodzić.

Dlatego żyję, piszę, dziękuję Wam i życzę.

 

Dziś jest taki dzień,

taki ciepły, choć grudniowy,

kiedy niebo ziemi,

niebu ziemia,

wszyscy wszystkim ślą życzenia (K. Dzikowski).

Biorę z drżeniem do ręki

opłatek czysty i biały jak Hostia.

Ja, człowiek ze wsi, z przednówków,

chcę się z Wami dzielić chlebem,

ale się boję, że mi konstytucją

albo demokracją wytrącisz z ręki opłatek,

boś nowoczesny, boś z lewicy, boś z partii,

a partie są tylko jak koczowisko band.

Dlaczego gardzisz opłatkiem?

Dlaczego wołasz: totalna opozycja?

Pewnie nie wiesz, czyje to zawołanie:

Non serviam!

W niczym nie będę służył,

totalnie w niczym.

Diabelska rzecz! Bracia moi!

Dlaczego tak się nienawidzimy?

Za Mickiewiczem z bólem mówię:

Plwają na siebie i żrą jedni drugich.

Nowoczesna już się zestarzała,

w niebyt odeszła.

Chłopi rozum stracili, bo zapomnieli modlitwę:

Boże, z Twoich rąk żyjemy

choć naszymi pracujemy.

Zapomnieliśmy o chłopskim rodowodzie,

że Ojcem jest nam niebios Pan,

A Matką – Ziemia Miła,

co nas zbożem swoich pól

jak mlekiem wykarmiła.

 

Święciłem Wasze sztandary

z koniczynką czterolistną na szczęście.

Myślałem, że z Was wyrosną dęby

bogate chlebem i potężne wiarą.

A tymczasem tylko trzcina urosła

kołysząca się na wietrze,

chodząca na służbę do innych.

Pawiem narodów byłaś i papugą,

a dzisiaj jesteś służebnicą cudzą.

Chłopi kochani!

Odnajdźcie chłopski,

nie partyjny rozum.

Uczcie się mądrości od Witosa,

a pracowitości od Boryny.

Ale cóż?

Wyście nigdy nie całowali

Matki Ziemi.

Wyście nigdy nie czuli,

jak łan pachnie chlebem.

Gdzie Wam tam do chłopów,

kupce a rataje.

 

Zarazą wieków i narodów

jest odwieczna żądza

panowania nad światem.

Padały imperia, cesarstwa, królestwa.

Dotknęła nas żądza zaborców.

Przetrwaliśmy ten czas

z wiarą i zdrowym duchem narodu.

Chciał nas pożreć żarłoczny komunizm.

Warszawa, Berlin, Paryż, Lizbona

i bój to będzie ostatni!

Ale ten czerwony potwór padł

u Gdańskich Krzyży.

Jest tyle sił w Narodzie!

 

I jeszcze jeden Nadczłowiek

z połamanym krzyżem

chciał nas zbawić,

ale rozpadła się w proch i pył

krzyżacka zawierucha.

 

Nam Pan Bóg dał na ten czas wielkich Mojżeszów:

Prymas Polski August Hlond wołał:

Nil desperandum!

Obyście nie zwątpili… Zwycięstwo przyjdzie!

Prymas Tysiąclecia – Stefan Kardynał Wyszyński

mówił partyjnym aparatczykom:

Non possumus!

Dalej nie możemy!

Jan Paweł II, Papież Polak, Święty, wołał:

Niech zstąpi Duch Twój

i odnowi oblicze ziemi,

Tej Ziemi! Europie dał Pan Bóg

ludzi świętych: Schuman i Gaspari.

I miała być Europa taka jak na początku:

Miała mieć jedno serce

i jednego ducha.

I byłoby tak szczęśliwie, po ludzku i po Bożemu.

Ale władzę przejął anioł szatana,

odwiecznie żądny władzy nad światem.

I wpadliśmy w otwarte ramiona Unii,

tylko zapomnieliśmy,

nie zauważyliśmy,

że tam są bezbożni, bogaci kłamstwem

i krzywdą słabszych.

Poszliśmy bezmyślnym stadem

wlokąc za sobą miłość i zdradę…

Modlę się za Ojczyznę,

ale nikt nie odpowiada

prośbie i wezwaniu…

Poplątało się nam jak powróz

białe z czerwonym (por. J.K. Węgrzyn)

i zaciska.

Sejm RP.

Nie wierzę!

Głosowanie nad wotum zaufania dla premiera.

Ludzie! Jakim Wy językiem mówiliście w domu?

Do jakiej szkoły Wy chodziliście?

Brzydota, spustoszenie!

Chamstwo i plugastwo,

spłyną wiosną z brudami. Więc, co dalej?

Mnie pytasz?

Trzeba podzielić się opłatkiem.

Trzeba iść do Komunii Świętej,

bo bez Komunii nie ma Unii.

Nie ma Unii bez jedności Ducha.

Wybranką Boga byłaś,

wierną służebnicą,

abyś nie była

zapłakaną niewolnicą!

I na naszych oczach co bezbożne, to się wali

brexitami, rewolucją, uchodźcami.

Schowaj ten KOD,

bo na poczcie już zmienili.

Zmień tę koszulkę z konstytucją.

Wstydu nie masz?

I to z Matką Bożą w klapie,

a tak Ci ufałem.

Zawodny jest człowiek!

 

Weź ode mnie kawałek chleba.

Wiesz, co to znaczy?

Gdybym miał

ostatni kawałek chleba,

to się z Tobą podzielę.

A wiesz, co to znaczy?

Że Cię bardzo kocham.

Więc kochajmy się!

Przestańmy się podlić.

Dlaczego skarżycie na mnie

do jakiegoś niemego mena,

który nas uczy demokracji.

Miejcie honor.

Ślubowaliście przecież:

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz

ni dzieci nam germanił.

Usłyszcie to jeszcze raz:

Nienawidzę Polaków,

którzy ze mną walczą,

ale brzydzę się tymi,

którzy mi służą.

Moc truchleje!

Widzisz!?

Patrz, jak się zmienia.

 

Podnieś rękę, Boże Dziecię,

błogosław Ojczyznę miłą…

Dom nasz i majętność całą

i wszystkie wioski z miastami…

 

I niech tak będzie!

Amen!

Ks. bp Józef Zawitkowski

Nasz Dziennik