logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Przeżyjmy święta Bożego Narodzenia w duchu Ewangelii

Wtorek, 25 grudnia 2018 (12:43)

Z ks. prof. dr. hab. Stanisławem Nabywańcem, kierownikiem Zakładu Historii Nowożytnej i Dziejów Kościoła na Uniwersytecie Rzeszowskim, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Księże Profesorze, jaka jest geneza świąt Bożego Narodzenia i dlaczego tyle w nich ciepła mimo chłodu za oknem?

– Genezą jest fakt przyjścia w czasie, w określonym miejscu na ziemię Boga w ludzkim ciele. Pierwotnie jednak nie tyle podkreślano sam akt narodzenia, ile raczej objawienie się, epifanię Boga-Człowieka światu. Nacisk był położony na to, iż Bóg jest pośród swego ludu. Stąd starszym chronologicznie świętem jest święto Objawienia Pańskiego. Natomiast uroczystość Bożego Narodzenia pojawiła się w kalendarzu chrześcijańskim później, na początku IV wieku, w przestrzeni zachodniego chrześcijaństwa. Data jest oczywiście umowna. Narodzenie Chrystusa, który jest Lux de Oriente – Światłem przychodzącym ze Wschodu oraz światłem na oświecenie pogan i Izraela, związano z datą, kiedy obchodzono w Imperium Rzymskim pogańskie święto Sol Invictus – narodziny Boga Słońca, aczkolwiek Hipolit Rzymski i Sekstus Juliusz Afrykański już w III wieku podawali 25 grudnia jako datę dzienną narodzin Chrystusa. Święto to rozprzestrzeniło się w Cesarstwie Zachodnim w ciągu IV wieku, w innych Kościołach nieco dłużej trwał ten proces i wpisał się w dzieło przezwyciężenia herezji arianizmu odmawiającej boskości Chrystusowi Panu.

 Z kolei ciepło świąt Bożego Narodzenia pochodzi z żaru Bożej miłości. Bóg posyła swego Syna, który przychodzi ogień rzucić na ziemię i pragnie, by ogień ten zapłonął.

Dzisiaj na próżno szukać św. Mikołaja, za to w reklamach zastępuje się biskupa krasnalami w czerwonych kubrakach, gwiazdorami – różnymi dziwolągami, mówi się o magii świąt, żeby tylko ominąć tę sferę religijną…

– Rzeczywiście, miliony choinek z milionami prezentów – tak to wygląda. Jarmarki „bożonarodzeniowe”, na których uwijają się, nawet nie nasze polskie krasnale w czerwonych czapkach, ale obce naszej kulturze trolle. Pękaty jegomość w czerwonym kubraku z worem na plecach to dziwoląg, jak pan redaktor go określił, przypominający swą zewnętrzną posturą karczemnego żarłoka i opoja i on niestety jest dzisiaj jedną z atrakcji „bożonarodzeniowych”. Tradycję wspomnienia św. Mikołaja, biskupa Mirry, żyjącego na przełomie III i IV wieku, a przypadającego w dniu 6 grudnia, zastępuje wymyślony w 1823 roku i rozpropagowany przez reklamę firmy Coca-Cola cudak, który zajął miejsce nie tylko historycznego biskupa, ale co więcej wciska się także w miejsce samego nowo narodzonego Chrystusa, gdyż rozpanoszył się zwyczaj, że w dniu 25 grudnia stawia się owego „Mikołaja” jako główną atrakcję i treść zsekularyzowanych świąt Narodzenia Pańskiego, zwanych coraz częściej Gwiazdką. Boże Narodzenie stało się barwnym, coraz bardziej świeckim festiwalem. Ze święta narodzin Pana uczyniono okazję do zwykłej rozrywki, hulanki. Gminy lub inne instytucje samorządowe i rządowe oraz szkoły rezygnują – w imię sekularyzmu i źle pojętej tolerancji – z ustawiania żłobków lub choinek w swoich wnętrzach i obejściach. Media grają na ważnych skądinąd uczuciach rodzinnych, ukazując święta Bożego Narodzenia jako rodzinny piknik domowy, bez odwołania się wszak do Boga, który przyszedł na świat w ludzkim ciele.

Niestety, nasze chrześcijańskie Boże Narodzenie stało się pretekstem dla handlowców, aby wykorzystać ten czas do zysków. Dlaczego tak łatwo ulegamy pokusie, reklamom, świątecznym dekoracjom w marketach?

– Już dzień, dwa po uroczystości Wszystkich Świętych i Dniu Zadusznym, niekiedy zaś po ponurych szaleństwach wdzierającego się w naszą kulturę demonicznego Halloween, witryny sklepów i marketów oraz rynkowych i ulicznych straganów, zwanych „bożonarodzeniowymi” jarmarkami, zapełniają się świeckimi atrybutami świąt. Wszystko jest na sprzedaż. Spece od reklamy i marketingu zachwalają, reklamują, a nawet nachalnie narzucają nam wszystko, co chcą nam sprzedać. Nakręcają koniunkturę handlu, sugerując, co ma być podobno hitem najbliższego sezonu świątecznego, podpowiadają, ile to tzw. przeciętny Polak wyda lub powinien wydać na zakupy świąteczne, banki komercyjne oferują niezamożnym niezwykle „atrakcyjne” kredyty itp. Szał przedświątecznego „shoppingu” osiąga swój szczyt podczas wyprzedaży w „czarny piątek”. Nieokiełznana chęć zysku sprowadziła istotę i treść świąt Bożego Narodzenia do podliczania zysków, a kiedy w Kościele trwa okres Bożego Narodzenia, handlowcy już się nim nie interesują. Szukają kolejnych okazji do intratnych interesów. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znikają z witryn i reklam choinki, prezenty, „mikołaje”. To wszystko przypomina mi czasy peerelowskie, kiedy to 2 maja z przestrzeni publicznej znikały flagi, transparenty i wszelkie ślady pierwszomajowego „prazdnika”, by pozostawienie ich nie było odebrane przez Naród jako uczenie i uświetnienie święta 3 Maja.

Czy zatem można zaryzykować tezę, że ktoś próbuje nam ukraść Boże Narodzenie?

– Tego, co dzieje się z katolickimi świętami Bożego Narodzenia, nie można sprowadzić jedynie do procesu ekonomicznego, a nawet kulturowego. Ekonomia i nowa kultura są jedynie środkiem, aczkolwiek bardzo skutecznym. Celem jest wyrugowanie treści i wartości religijnych chrześcijaństwa, a przede wszystkim katolicyzmu, tak znienawidzonego dzisiaj przez lewactwo, libertynizm, neomarksizm. Proces ten trwa od ponad 200 lat, od czasów ideologów i realizatorów rewolucji francuskiej. Pierwsze symptomy tej ideologii, wcielonej w czyn w szaleństwach i okrucieństwach tej matki wszystkich rewolucji XIX i XX wieku, uwidoczniły się w destrukcyjnych społecznie i religijnie herezjach średniowiecznych, a rozwinęły się w pewnych nurtach myśli odrodzeniowej, w ruchach reformacyjnych, zaś apogeum osiągnęły w pomysłach oświeceniowych ideologów, głównie francuskich encyklopedystów i jakobinów, oraz w zajadle antykościelnych tajnych organizacjach masońskich, paramasońskich, illuminackich itp. Jako drogę do zniszczenia Kościoła wybrali zniszczenie kultury chrześcijańskiej i zarażenie wirusem konsumpcjonizmu materialnego i moralnego.

Patrząc szerzej, dechrystianizacja nie tylko świąt, ale w ogóle życia postępuje. Jak zatrzymać ten proces?

– Pan nasz Jezus Chrystus powiedział, abyśmy się nie bali, gdyż On zwyciężył świat. Zwyciężymy! To zwycięstwo będzie jego zwycięstwem, ale my również mamy włączyć się w to dzieło, w walkę o zwycięstwo dobra. Dlatego św. Paweł zachęca nas, byśmy przywdziali pełną zbroję, czyli oręż obronny i zaczepny. Jest to zbroja Boża. Apostoł wprost wzywa nas: „Stańcie więc [do walki], przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże – wśród wszelakiej modlitwy i błagania”. Jesteśmy Kościołem pielgrzymującym, ale jednocześnie ten Kościół to Ecclesia militans – Kościół walczący. Walczący nie tylko ze złem, ale walczący od dobro. Bierność w obronie wiary, w obronie Kościoła, w obronie Boga to nasza klęska. Zwycięstwo jest u boku Tego, który świat zwyciężył.

Czy w tym, że różnym deprawatorom idzie relatywnie łatwo, nie ma też naszej winy, bo kiedy komuniści chcieli Polakom wyrwać Boga z serca, to walczyliśmy, a dzisiaj bez walki poddajemy wartości…?

– Zło jest znakomitą przynętą pociągającą ludzi tym, że udaje dobro, prawdę i piękno – odwieczne pragnienia człowieka, mami ułudą trwałego, a nawet wiecznego szczęścia. W czasach PRL nasi pasterze powiedzieli wyraźnie i zdecydowanie: non possumus! Nie możemy złożyć rzeczy Bożych na ołtarzu Cezara, a Naród u tronu Maryi na Jasnej Górze błękitne rozwijał sztandary i głosem wielu milionów ust i serc wołał: „Królowo Polski, przyrzekamy!”. Przyrzekał, „że dla Niej żyć, Ją kochać, czcić przez całe życie” będzie. Powinniśmy dzisiaj uczyć się tej zdecydowanej postawy obrony wiary, Kościoła, Boga i Ojczyzny od tamtego pokolenia Polaków. Uczyć się i uczyć tej postawy mamy przede wszystkim w rodzinie. Stąd trzeba odbudować polską rodzinę na fundamencie sakramentu chrztu i sakramentalnego małżeństwa. Nasi dziadkowie i ojcowie w rodzinach kształtowali swą wiarę i ducha walki za Ojczyznę i Kościół. Były to pokolenia wychowane na tradycji Powstania Styczniowego, Legionów i Orląt, żołnierzy wojny polsko-bolszewickiej i września 1939 roku, Powstania Warszawskiego, Żołnierzy Niezłomnych i pierwszej „Solidarności” z 1980 roku. To są korzenie, z których wyrastamy, korzenie naszej wiary i patriotyzmu. Potrzeba odwoływać się do historii, bo jak wskazywał św. Jan Paweł II, „naród, który nie zna swojej przeszłości, umiera i nie buduje przyszłości”.

Księże Profesorze, co jest istotne w świętach Bożego Narodzenia?

– Nie co, ale kto – Bóg, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia.

Jak ocalić Boże Narodzenie od wszechobecnej komercji i zatrzymać je w sercu, dzieląc się radością z przyjścia Pana z innymi?

– Można tego dokonać jedynie przeżywając święta Bożego Narodzenia w duchu Ewangelii, Dobrej Nowiny o tym, że narodził się nam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan, że Dziecię nam się narodziło i Syn został nam dany, Bóg Mocny.

Jak dobrze przeżyć Boże Narodzenie w rodzinach?

– Z podpowiedzią spieszy nam znów św. Paweł Apostoł: odrzucając uczynki ciemności, przyoblekając się w zbroję światła, żyjąc przyzwoicie jak w jasny dzień, nie w pijatykach, nie w kłótni i zazdrości, ale przebaczając sobie nawzajem, jeśliby ktoś miał coś przeciw drugiemu.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl