logo
logo

Zdjęcie: Kuria Metropolitalna Szczecińsko-Kamieńska/ -

Uczcić Obecność Obecnego

Niedziela, 20 stycznia 2019 (11:30)

Z ks. abp. Andrzejem Dzięgą, metropolitą szczecińsko-kamieńskim, rozmawia Beata Falkowska

W homilii, wygłoszonej w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, podczas uroczystości odnowienia Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana, zachęcał Ekscelencja do odwagi w przyjmowaniu Komunii Świętej na kolanach, tłumacząc, że we wszystkich dokumentach Kościoła mówiących o sposobie przyjmowania Komunii Świętej jako pierwsza forma jest wymieniana postawa „na klęcząco i do ust”. Warto przypominać o tym wiernym, bo w sytuacji powszechnego przyjmowania Komunii Świętej na stojąco nie wszyscy o tym wiedzą.

– Pani redaktor, podtrzymuję w pełni moje słowa z tamtej homilii. Aczkolwiek ich kontekst był nieco szerszy, gdyż chodziło o podkreślenie swoistego „waloru intronizacyjnego” takiej postawy, jednocześnie jest to zwyczajne przypomnienie, że pierwsza postawa, do której Kościół rzymskokatolicki zachęca wiernych w momencie przyjmowania Komunii Świętej, jest to postawa klęcząca. Tak powinni przyjmować Komunię Świętą wszyscy, którzy – mając wiarę, przed KIM się znajdują – mogą to uczynić. Jako równorzędna postawa jest wskazywana w przepisach Kościoła także postawa stojąca, jeżeli np. względy zdrowotne komuś nie pozwalają klękać (nawet jeśli tego nie widać) albo jeżeli w konkretnej wspólnocie, po odpowiedniej formacji teologiczno-liturgicznej, a nawet mistagogicznej, ze względu na inne racje duchowe, przyjęta będzie taka postawa. Nie wyobrażam sobie natomiast sytuacji, aby z racji, powiedzmy „administracyjno-porządkowych”, ktoś zabraniał wiernym uklęknięcia do Komunii Świętej lub w tym tonie komentował postawę klęczącą, jako np. przesadną dewocję.

Jakie znaczenie mają takie gesty adoracji, jak klękanie, pobożne przyjmowanie Komunii Świętej, wyjątkowy szacunek dla Najświętszego Sakramentu, dla naszej wiary i życia duchowego?

– Truizmem jest powtarzanie, że Eucharystia jest „źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego”. Tym bardziej że łatwo wpadamy wtedy w pewną rozbieżność interpretacyjną, mówiąc o Eucharystii raz jako o Świętym Wydarzeniu Liturgicznym, które się w określonym momencie zaczyna, ma swój przebieg, teologiczną treść, określone duchowe skutki oraz zakończenie i rozesłanie, a drugi raz jako o Najświętszym Sakramencie, czyli o realnej, prawdziwej i trwałej Obecności Żyjącego Chrystusa w tabernakulum, czego zewnętrznym sygnałem jest płonąca przy tabernakulum wieczna lampka. Ta „Obecność Obecnego” (jest to terminologia śp. ks. bp. Wacława Świerzawskiego) rozpoczyna się w czasie sprawowania Eucharystii poprzez PRZEISTOCZENIE, owocuje w sercach i w życiu Ludu Bożego poprzez Świętą Komunię oraz trwa w tabernakulum pod świętą Postacią Konsekrowanej Hostii.

Z realnym uczczeniem realnie Obecnego zaczęliśmy mieć problem w naszym pokoleniu. I wcale nie jest to jedynie problem doktrynalnej czystości wiary w Obecność. Wielokrotnie jest to przede wszystkim praktyczny problem organizacyjny w Liturgii Mszy Świętej, szczególnie w sytuacji, gdy tabernakulum jest umieszczone w centrum prezbiterium. W takiej sytuacji, gdy ministrant z racji posługi zatrzymuje się albo przechodzi pomiędzy ołtarzem i tabernakulum, ma problem: czy ma się pokłonić lub uklęknąć zwrócony w stronę tabernakulum czy w stronę ołtarza? Poza Mszą Świętą teoretycznie nie powinno być takiego problemu (chociaż praktycznie bywa), ale w czasie Mszy Świętej jest to dla wielu trudna sytuacja. Coraz częściej służba ołtarza jest więc tak przygotowywana przez mądrych duszpasterzy, aby tzw. linia komunikacyjna z jednej strony prezbiterium na drugą stronę (np. w czasie przechodzenia z trybularzem od zakrystii do miejsca przewodniczenia) prowadziła przed ołtarzem, od strony wiernych, nie zaś pomiędzy tabernakulum i ołtarzem. Wtedy pokłon lub przyklęknięcie (zależnie od momentu liturgii) jest dokonywane jednocześnie w stronę tabernakulum i ołtarza, w pełnej czytelności treści znaku, jaką jest uczczenie Jezusa Chrystusa.

Właśnie ta treść znaku: zewnętrzne oddanie czci Jezusowi Chrystusowi, w którego Obecność prawdziwie wierzymy, który jest naszym Panem i którego jako naszego Pana uznajemy i wyznajemy, przed którym się kłaniamy (uklęknięcie to najgłębsza forma pokłonu), jest jedną z najbardziej konstytutywnych zasad naszego chrześcijańskiego, katolickiego życia. W tym sensie ważny jest także ten „walor intronizacyjny”, porządkujący naszą postawę wewnątrz świątyni, ale z racji na swoją logikę i uniwersalizm mający także wpływ na całość naszej katolickiej postawy.

Jakie są przyczyny pewnego osłabienia pobożności eucharystycznej? Skąd takie rozluźnienie dyscypliny sprawowania Najświętszego Sakramentu i tendencja do nadużyć liturgicznych na Zachodzie i w niektórych ruchach kościelnych? Wiadomo, że łączy się to np. z pewnym trendem teologicznym, który podkreśla godność człowieka, dojrzałe, bardziej racjonalne przeżywanie wiary, z którą ma się rzekomo kłócić przesadna koncentracja na formie zewnętrznej i postawie uniżenia. Nie bez znaczenia są także wpływy teologii protestanckiej. Wierni są często zagubieni w gąszczu sprzecznych komunikatów. Jak się w tym odnajdywać?

– Pani redaktor bardzo precyzyjnie wskazała już przestrzenie do naszego rachunku sumienia w tej kwestii. Nie chodzi jednak, co wydaje się oczywiste, o samą postawę zewnętrzną, tym bardziej gdyby przyjmowana była jedynie z formalnego nakazu. Powinna za tą postawą (a właściwie jeszcze przed przyjęciem tej postawy) iść treść wiary i wyznanie jej wobec Obecnego Boga, także na świadectwo dla bliźnich.

Mam czasem wrażenie, że kapłanowi było duchowo łatwiej sprawować Mszę Świętą w tradycyjnej liturgii, tzw. trydenckiej, gdy zwrócony w stronę tabernakulum, praktycznie nie rozpraszany przez ludzi, mógł niejako cały „zanurzyć się w Tajemnicy Obecności Pana”. Przez szereg lat byłem w tamtej liturgii ministrantem, pamiętam dobrze tę atmosferę. Obecnie, niczego nie tracąc z pełności tamtego osobistego „zanurzenia w Tajemnicy Obecności Pana”, kapłan musi dodatkowo zadbać, by także Lud Boży mógł się w tę Tajemnicę duchowo zanurzać coraz pełniej. To jest trudne. Dlatego tak łatwo wpaść w jedną lub drugą skrajność: powracać do liturgii tradycyjnej, bo jest bardziej owocna duchowo, lub rozwijać liturgię wspólnoty, bo wydaje się bardziej potrzebna z racji na dobro ludu. Należy natomiast w pełni zadbać o oba wymiary duchowe: Ofiara Jezusa Chrystusa dokonująca się na ołtarzu rodzi – przez Święte Zjednoczenie – wspólnotę serc i życia Ludu Bożego, a Chrystus w Postaci Eucharystycznej pozostaje Obecny i jest uczczony w tabernakulum. Stąd też to szczególne znaczenie Chwili, w której dokonuje się Święte Zjednoczenie, czyli Święta Komunia. Jest to najpierw Zjednoczenie człowieka i Boga. Z tego Zjednoczenia rodzi się zjednoczenie ludzi w Chrystusie, czyli wspólnota – owoc Eucharystii.

Trudno mówić o pełnych i trwałych owocach, gdy braknie tej duchowej pełni Źródła, jakim jest Święta Komunia – Święte Zjednoczenie z Bogiem. Dlatego też w zwyczajnych sytuacjach powraca zachęta Kościoła do przyjmowania Komunii Świętej na kolanach. Czytelności i wartości tego znaku (Komunii Świętej przyjmowanej na kolanach) nie zastąpi w pełni przyklęknięcie lub ukłon w tzw. procesjonalnym podchodzeniu, za plecami osoby poprzedzającej. Mam nieodparte wrażenie, że postawa „na kolanach” jest dzisiaj podejmowana przez wiernych o wiele częściej i z głębszą radością serca, niż się nam wszystkim wydaje. Osobiście widzę w tym jakiś znak czasu.

Jak rozbudzać miłość do Jezusa w Eucharystii, by nasze gesty czci w czasie Mszy Świętej, przy przyjmowaniu Komunii Świętej i poza Liturgią nie wynikały tylko z nakazów Kościoła, ale z duchowej potrzeby? W jaki sposób przykład właściwej postawy mogą dawać kapłani wiernym, rodzice dzieciom itd.? Błędnie często myślimy, że dzieci w Kościele potrzebują pewnego „luzu”, a nie poczucia sacrum.

– Myślę, że kluczem w tej kwestii jest osobiste świadectwo wiary samych kapłanów. Dopiero w ślad za tym świadectwem powinna iść katecheza, wyjaśnienia, przypomnienia itd. Nie żyje już kapłan, którego znałem osobiście, a który po przejściu na nową parafię był zasmucony m.in. brakiem u wiernych odruchu przyklękania na środku kościoła w stronę tabernakulum, gdy parafianie np. przechodzili na drugą stronę, idąc do konfesjonału. Porozmawiał na ten temat z wikariuszami, sami zadbali o – nazwijmy to – konsekwencję ich sposobu poruszania się po kościele, i po około pół roku parafianie już postępowali tak samo jak księża. Gdy chodzi o dzieci – myślę, że to jest również najpierw problem kapłanów, potem katechetów, a wreszcie postawy samych rodziców i wszystkich parafian.

Czy komercjalizacja przestrzeni sakralnej – banalny wystrój albo niestosowna muzyka – nie utrudniają właściwego przeżywania Liturgii?

– Skoro już pani o to pyta, to przyznam, że spory problem widzę w naszej nieskuteczności i braku konsekwencji przy organizacji np. koncertów oratoryjnych wewnątrz świątyni, ale także w pozornie mniejszych kwestiach, jak np. ustawienie scholi muzycznej w czasie Liturgii (w stronę ołtarza – dla Chrystusa czy w sposób koncertowy – w stronę wiernych?), a także pozowanie do fotografii tyłem do tabernakulum (stopnie prowadzące do prezbiterium stają się swoistym amfiteatrem, a prezbiterium i tabernakulum, z racji na szczególną estetykę tego miejsca, jedynie tłem). Ale tu potrzebna byłaby już odrębna rozmowa. Nie wydaje mi się także, żeby najlepszym rozwiązaniem było przenoszenie tabernakulum do bocznej nawy lub bocznej kaplicy dla uniknięcia takich problemów praktycznych. Szukajmy więc radości serca we własnej postawie adoracji (pełnego miłości uczczenia Jezusa Chrystusa w Eucharystii) i nie lękajmy się dać Bogu prawdziwie centralnego miejsca w świątyni i w życiu. I zawsze odczuwajmy radość serca na widok wiernych, klękających z wiarą przed Panem Jezusem lub w inny godny sposób oddających Mu cześć.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Beata Falkowska

Aktualizacja 20 stycznia 2019 (19:22)

Nasz Dziennik