logo
logo

IV NIEDZIELA ZWYKŁA

zdjęcie

Zdjęcie: / Nasz Dziennik

EWANGELIA

Niedziela, 3 lutego 2019 (12:44)

Łk 4,21-30

Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście”. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: „Czy nie jest to syn Józefa?”.

Wtedy rzekł do nich: „Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum”.

I dodał: „Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman”.

Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.

 


 

Rozważanie

Słowa czasem bolą

To było kazanie prymicyjne – tak byśmy dziś nazwali słowa Jezusa, wypowiedziane w synagodze rodzinnego Nazaretu. Sława Nauczyciela zapewne wyprzedziła Go, zanim pojawił się w jego rogatkach. Wszak „syn Józefa i Miriam” był wszystkim dobrze znany, jako kompan towarzyskich spotkań, przez lata ciężko pracujący na swoje utrzymanie. A tu taka niespodzianka...

Sytuacja z Nazaretu przypomina prozaiczne historie, z jakimi zmagamy się co dzień. Zapewne mielibyśmy do czynienia z permanentnie trwającą sielanką, gdyby Kościół – kapłani, hierarchowie – ale też rodzice, katolickie media itp. bez mrugnięcia oka akceptowały poczynania wszystkich, którzy chcą po swojemu urządzić świat. Niezależnie od Dekalogu, Ewangelii, wedle zasady: róbcie, co chcecie! Niech każdy ma „swoją” prawdę! A ponieważ Kościół uparcie głosi jedną, niezmienną Prawdę, rodzi to agresję, bunt. Iluż dziś chciałoby „strącić go z urwiska”, na którym zbudowane było ICH miasto! Aby wreszcie zdławić głos Pana Boga. Mieć spokój!

Czy Jezus mógł się spodziewać takiego przyjęcia? Tak. Dlaczego zatem poszedł do Nazaretu? Odpowiedź nie jest skomplikowana: bo kochał to miasto, kochał ludzi, z którymi przeżył tyle lat. Chciał ich uratować, zmobilizować do nawrócenia, nawet kosztem utraty własnego autorytetu. Miłość Go usprawiedliwiała, jak usprawiedliwia trudne słowa, które niekiedy musi wypowiedzieć ksiądz z ambony lub studia radiowego, matka czy ojciec. Słowa, które burzą toksyczne samozadowolenie, ale które jednocześnie niosą w sobie ratunek. Nawet, jeśli bolą.

Nasz Dziennik