logo
logo

V NIEDZIELA ZWYKŁA

Cudowny połów ryb, Rafael Santi (1483-1520) Zdjęcie: / -

Ewangelia

Niedziela, 10 lutego 2019 (10:34)

Łk 5,1-11

Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.

Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!” A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.

Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym”. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona.

A Jezus rzekł do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.

 


 

Rozważanie

Nie bój się

Szymon, kiedy zapraszał Jezusa do łodzi, nie wiedział jeszcze, jak bardzo to odmieni jego życie. Był tylko rybakiem, zresztą zmęczonym nocną, bezowocną harówką. Logika doświadczonego rybaka mówiła, że nie ma sensu zarzucać sieci w dzień i do tego na głębię. A jednak stało się inaczej, niż przewidywał. „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. Otrzymał powołanie i słowa, które dały nadzieję: „Nie bój się”. Nieprzypadkowo św. Jan Paweł II, kiedy rozpoczynał swój pontyfikat i później, tysiące razy podczas jego trwania, mówił: „Nie lękajcie się”.

Strach to częsty gość ludzkiego serca. Ale też wygodna wymówka, którą bezwstydnie szafujemy, zanim cokolwiek się zacznie dziać w naszym życiu: „Nie da się! To niemożliwe! Przegram! Nie posłuchają! Wyśmieją!”. Bywa, że konieczna jest radykalna interwencja, jak np. wspomniany przez Izajasza rozżarzony węgiel, którym Pan Bóg dotyka ust i serca człowieczego, wypalając lęk. Potrzebna jest oślepiająca światłość, która uświadamia Szawłowi fakt, iż dotąd był ślepcem. Potrzebne jest Szymonowe doświadczenie bólu zdrady, które pozwala zrewidować zbytnią pewność siebie. Innymi słowy: konieczne jest pokonanie granicy, za którą nie ma już strachu, zimnych kalkulacji. Jest tylko miłość. I ocean Bożej łaski.

Bóg nie wybiera mocnych, ale umacnia słabych – Pismo Święte dostarcza mnóstwa dowodów na taką logikę działania.

Ks. Paweł Siedlanowski

Aktualizacja 10 lutego 2019 (19:17)

Nasz Dziennik