logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / -

Ewangelia

Niedziela, 10 marca 2019 (09:20)

Łk 4,1-13

Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem”.

Odpowiedział mu Jezus: „Napisane jest: ’Nie samym chlebem żyje człowiek’”.

Wówczas powiódł Go diabeł w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł do Niego: „Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je dać, komu zechcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje”.

Lecz Jezus mu odrzekł: „Napisane jest: ’Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz’”.

Zawiódł Go też do Jerozolimy, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł do Niego: „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Jest bowiem napisane: ’Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, żeby cię strzegli, i na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień’”.

Lecz Jezus mu odparł: „Powiedziano: ’Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego’”.

Gdy diabeł dopełnił całego kuszenia, odstąpił od Niego do czasu.

 


 

Rozważanie

Jeden z nas

Poddanie się kuszeniu podczas czterdziestodniowego postu podkreśla po raz kolejny solidarność Jezusa z ludźmi. Potrafił się cieszyć, bawić (obecność na weselu w Kanie Galilejskiej), był głodny, płakał. Surowo pościł i modlił się nawet nocą. Kiedy przybijano Go do krzyża, cierpiał jak każdy człowiek. Był jednym z nas, choć niczego nie utracił ze swojego bóstwa.

Nie dla wszystkich było to oczywiste. W pierwszych wiekach istniała herezja zwana doketyzmem (gr. dokein – wydawać się). Według niej Chrystus pozornie był człowiekiem, pozornie też umarł i cierpiał na krzyżu. Herezję surowo potępiono i odrzucono.

Jeden z nas! Brzmi to wręcz nieprawdopodobnie, rewolucyjnie, prowokująco – stąd wolimy mieć Pana Boga „na dystans”, ponieważ wtedy możemy układać życie po swojemu. Zachować margines, gdzie się pomieścimy z naszymi toksycznymi „tak, ale”, „no bo przecież…”, „jakoś to będzie” itp. Bo uznanie tej prawdy do końca musiałoby wpłynąć na całkowitą zmianę naszego życia! A to trudne. „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie” – pisze św. Paweł. Tu nie ma miejsca na półśrodki, udawanie, grę pozorów.

Wielski Post prowadzi nas ku radykalnym decyzjom, wyprowadza na pustynię, obnaża prawdę o nas – tylko tak można dojść do wewnętrznego uzdrowienia. Dajmy się poprowadzić. I choć może nieraz zaboli, zrodzi się chęć ucieczki, to nic. W bólu rodzi się nowe życie.

 

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik