Tłumy były zafascynowane nauką i cudami Jezusa. Ludzie szli za nim, nie odstępowali, nie chcieli niczego, co daje się przegapić i stracić. Jednak po Jego śmierci szybko odeszli, wątpiąc w strachu, uciekli jak najdalej. Wśród nich byli także najbliżsi, wybrani uczniowie Jezusa. Co stało się w ich sercach? Dlaczego tak szybko zrezygnowali, pozostawili?
Jako pierwsze powracają kobiety i choć towarzyszy im strach, to po słowach anioła zapowiadających żyjącego Jezusa pojawia się bojaźń i wielka radość. Do tego potem spotykają samego Zmartwychwstałego. On daje im nie tylko słowo, ale także stan ducha i życia określony jako „pokój”. To właśnie wtedy następuje przemiana, przełom myśli, emocji i zachowań. Od tej pory biegną z radością, aby mówić o tym, że „Jezus żyje”, na samym początku apostołom.
Jak bardzo musiały szanować Jezusa, skoro „obejmując go za nogi, oddały Mu pokłon”. Zagościła w nich odwaga, podobnie jak u Piotra i pozostałych apostołów, którzy nie wahali się mówić Izraelitom wprost, że zabity przez nich Jezus żyje.
A my jak zachowujemy się dzisiaj w sytuacji Jezusowego Zmartwychwstania? Czy mówimy bez wahania innym, że Jezus żyje? Czy w tym niesiemy sobą wielką radość ?
Jeśli nie, to popatrzmy na kobiety z dzisiejszej Ewangelii i „podejdźmy do Jezusa, obejmijmy Go za nogi i oddajmy Mu pokłon”. To wszystko jest konieczne dla naszej wiary. Rozpoczynająca się Oktawa Wielkanocna i kolejne dni dadzą nam ku temu okazję. Tylko zorganizuj się tak, aby jak najczęściej przychodzić do Jezusa, oddając Mu pokłon, będąc blisko Niego w czasie Eucharystii.

