logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Potrzeba nam odwagi

Piątek, 2 sierpnia 2019 (20:19)

ROZMOWA z ks. bp. Wiesławem Meringiem, ordynariuszem włocławskim

 

Pobicie proboszcza w Szczecinie, brutalne potraktowanie kapłana w Turku, wcześniej ugodzenie nożem duszpasterza we Wrocławiu. Jak Ksiądz Biskup odbiera obserwowaną w ostatnim czasie eskalację ataków na kapłanów w Polsce?

– To bardzo bulwersujące i niepokojące wydarzenia. Wskazałbym na dwa ich źródła. Pierwsza sprawa to zdecydowanie antychrześcijańska kultura, która zaczyna dominować w społecznej przestrzeni naszego kontynentu. Swoimi mackami sięga również naszego kraju, mimo że Polska jakoś umiała długo nie ulegać jej tak gwałtownie. A ta kultura masowa, w której człowiek żyje, która na niego wpływa i go kształtuje, jest zdecydowanie przeciw Bogu. Oczywiście to nie jest nic nowego. Od samego początku Chrystus miał swoich przeciwników. Także po ponad 200 latach od straszliwej rewolucji francuskiej i po ponad 100 latach od rewolucji bolszewickiej można się było spodziewać, że w którymś momencie znowu w Europie pojawią się antykatolickie ideologie i silnie antyklerykalne nurty. Tak się stało.

Druga okoliczność, która w pewnym stopniu ośmiela antychrześcijańskie środowiska do ataków i profanacji, leży niestety po stronie samych chrześcijan. Chrześcijanie w Europie stali się zbyt tchórzliwi, nie mają odwagi bronić tych wartości, które powinny być dla nich święte.

Od jakiegoś czasu apologetyka, czyli obrona wiary, stała się synonimem nietolerancji, fundamentalizmu.

– Papież, którego zapamiętałem z wezwania do ożywienia w Kościele apologetyki, to był Benedykt XVI. On miał odwagę o tym powiedzieć i apelować o obronę wiary. Dziś to nie jest modne. Uważamy, że nie ruszając pewnych tematów, nie ukazując drastyczności pewnych wydarzeń, zyskujemy w jakiś sposób większy spokój. Otóż to jest pomyłka! Tchórzliwy człowiek nigdy nie zasługuje na szacunek. Chrześcijanie nie mogą być obojętni, tchórzliwi wtedy, kiedy atakuje się to, co jest dla nich najświętsze i najdroższe.

Niestety, nie widzę takich zdecydowanych działań, które mają na celu ukazanie sprzeciwu i niezgody na to, co się dzieje. Owszem, był niedawno bardzo ważny list ks. abp. Stanisława Gądeckiego skierowany do kapłana pobitego w Szczecinie. Jednoznacznie nazywał rzeczy po imieniu. Jednocześnie jednak uważam, że wielu chrześcijan, także duchownych, zachowuje się tak, jakby się nie przejmowało tym, co się dzieje: „Bo co możemy zrobić?”. Otóż możemy zrobić bardzo wiele! Między innymi wyrażając zdecydowanie swój sprzeciw i protest wobec tych wydarzeń, które mają miej-sce. Pamiętajmy, że prawo stoi po naszej stronie i mamy oczekiwać, by było egzekwowane. Kodeks karny przewiduje kary dla tych, którzy obrażają uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmioty czci religijnej lub miejsca przeznaczone do obrzędów religijnych. Fizyczne i słowne ataki na niewinnych kapłanów także są niedopuszczalne.

Chciałbym zwróć uwagę na pewne konteksty tych ostatnich antykatolickich wydarzeń. Pierwszy to uaktywnienie się aktywistów LGBT.

– To na pewno nie jest przypadek. Ideologia LGBT – bo to jest ideologia, nie ma tam żadnych sprawdzonych i pewnych tez – narzucana jest przez aktywną, dobrze zorganizowaną i nieźle opłacaną mniejszość ogromnej większości. Ta mniejszość potrafi za pośrednictwem zwłaszcza niektórych środków przekazu narzucać własną narrację całym społeczeństwom. Udało im się to już na Zachodzie i teraz chcą zrobić to w Polsce.

A dlaczego oni są tak bardzo przeciwni chrześcijaństwu? Bo nigdy nie będzie zgody katolików na ideologię, którą grupa ludzi pod sztandarami LGBT proponuje. Oni to dobrze wiedzą! Ktoś musi tu odnieść zwycięstwo, albo oni, albo chrześcijanie. Katolik nie może mieć żadnych wątpliwości, jaka jest nauka Boża zawarta w Piśmie Świętym, jaka jest tradycja Kościoła. Nikt nam nie pozwala zmieniać Pisma Świętego ani nauki Kościoła. To nie znaczy, że mamy „strzelać” do ludzi myślących inaczej, ale nigdy nie będzie zgody na rezygnację z prawdy o homoseksualizmie. Poprawność polityczna zakazuje dziś używania argumentów, wskazywania, że pewne zachowania są w sprzeczności z naturą i są grzeszne. Nie możemy się temu poddać. Musimy zawsze czyny złe nazywać złem.

A na ile do ataków na księży przyczyniła się antykościelna nagonka spowodowana nielicznymi przypadkami nadużyć duchownych wobec nieletnich?

– Każdy przypadek nadużyć jest godny potępienia, to jest oczywiste. Jednak atakując Kościół, nie zachowano żadnych proporcji. Także jeśli chodzi o występowanie takich nadużyć w skali całego kraju w różnych środowiskach. Ucierpiało tysiące niewinnych kapłanów. To jest głęboko niesprawiedliwe, nieprawdziwe i wielce krzywdzące dla zdecydowanej większości Bogu ducha winnych księży. To się łączy ściśle z atmosferą wrogości wobec duchowieństwa. Ataki nienawiści na kapłanów pojawiają się w atmosferze, w której sutanna zaczęła kojarzyć się z pedofilią. Czegoś takiego jeszcze nie było! Docierają do nas rozmaite wiadomości od księży, którzy spotykają się z agresją na sam widok stroju duchownego. To, co do tej pory rodziło szacunek i zaufanie, teraz stało się jakimś napiętnowaniem.

Innym kontekstem ataku na księdza w Turku jest kwestia apostazji, której stwierdzenia zażądali napastnicy. Czy któremuś z nich chodziło tu o „zareklamowanie” takiej drogi tym, którzy chcą opuścić Kościół?

– Chodzi o to, żeby zmobilizować ludzi myślących podobnie do podobnych zachowań. Ale czy przychodzi się do jakiejkolwiek kancelarii czy urzędu i znajdującego się tam człowieka zrzuca z fotela na podłogę? To jest tak niesłychane chamstwo, taki brak kultury, że wierzyć się nie chce. W tle oczywiście jest takie przesłanie: można zrobić wszystko, idźcie i nie bójcie się. To wskazanie drogi do eskalacji antykościelnych postaw.

Co jako katolicy świeccy możemy zrobić wobec ataków na naszych duszpasterzy?

– Panie redaktorze, wiernym świeckim to chciałbym podziękować. Bo oni właściwie najbardziej są skorzy do tego, aby bronić kapłanów, żeby organizować i podejmować rozmaite akcje modlitewne, ekspiacyjne czy protesty przeciw atakom na nasze świętości. Wierni świeccy są często odważniejsi i bardziej zaangażowani w obronę swoich duszpasterzy niż duchowni wzajemnie wobec siebie. Nie chcę już mówić także o tej pewnej ostrożności Episkopatu… Bądźmy solidarni z kapłanami. Módlmy się za nich i za siebie nawzajem.

Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński

Aktualizacja 2 sierpnia 2019 (20:19)

Nasz Dziennik