Krzyż. Tym znakiem wierzący w Chrystusa otwiera swój każdy dzień. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego – to jak adres, pod który wysyłamy już o poranku wszystko to, czego doświadczymy w kolejnych godzinach, aż do wieczora. Krzyż, jako znak bezgranicznie kochającego Boga, uczy nas bycia darem dla drugiego człowieka, uczy ofiarnej miłości. Bez tego nie ma chrześcijaństwa, ale też po prostu pięknego człowieczeństwa. Tak naprawdę nawet ludzie, którzy atakują i obrażają wyznawców Chrystusa, w konkretnych sytuacjach życia i tak wybiorą tych, którzy umieją być wierni danemu słowu, zawartej umowie, danej przysiędze czy obietnicy. Właśnie do świadczenia o wierności w każdym wymiarze swego życia powołany jest chrześcijanin, niezależnie od wieku, stanu, powołania, wykonywanej pracy.
Schizofrenia współczesnego świata jest czymś porażającym. Zamiast uczyć wierności masowa kultura wręcz apoteozuje niewierność. Za wzór stawia ludzi zdradzających swych małżonków, swe powołanie, łamiących przysięgi, odchodzących od wiary ojców; ludzi żyjących tak, aby tylko „wykiwać” i zmanipulować innych dla własnych korzyści.
W święto Podwyższenia Krzyża Świętego staniemy pod tym znakiem, aby sobie i innym przypomnieć, że człowiek winien odpowiadać na wierność Boga na Golgocie swoim nawróceniem, pokutą i postępowaniem zgodnym z Ewangelią. Chwyćmy w dłonie nasze krzyże, aby powiedzieć stop złu, stop diabelskim modom, stop ideologiom niszczącym człowieka, stop pogardzie i egoizmowi. „Nie istnieje miłość poza Krzyżem. I nie istnieje szczęście poza Krzyżem. W Krzyżu – zbawienie!” (ks. abp Kazimierz Majdański).

