Dlaczego my, Polacy, musimy dziś jako Naród stanąć i spojrzeć na krzyż?
– To jest samo sedno problemu i jednocześnie wyzwanie dla naszego Narodu: Polska musi stanąć pod krzyżem, jeśli chce przetrwać. Odchodzenie od wiary, od zasad życia moralnego, które wyznaczają Ewangelia i Dekalog, przynosi takie samo zagrożenie jak u zarania naszej państwowości, gdy przyjmowaliśmy chrzest. Nowe pogaństwo to zagrożenie dla fundamentów naszego życia narodowego, religijnego, a także państwowego. Jeśli zabraknie zasad i wartości chrześcijańskich, a przede wszystkim żywej wiary ludzi, przyszłość Polski będzie zagrożona. Dlatego wołamy: Polsko, stań pod krzyżem Chrystusa!
W święto Podwyższenia Krzyża Świętego chcemy stanąć pod tym znakiem jako wspólnota Narodu. Trzeba podkreślić ten wymiar, bo natura człowieka jest taka, że on rodzi się, żyje, rozwija się i dojrzewa we wspólnocie. Wspólnota uczy nas patrzeć i reagować na świat, ona kształtuje nasz światopogląd i – co bardzo ważne – wspólnota to jest też właściwy teren wzrostu naszej wiary.
Oczywiście tą pierwszą, podstawową wspólnotą jest rodzina. To właśnie poprzez małżeństwa i rodziny buduje się i rozwija naród. Obecny świat to teraz ostro kwestionuje, ale św. Jan Paweł II zawsze podkreślał, że zdrowa rodzina to zdrowe społeczeństwo, „przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę”. Parafrazując te słowa Papieża Polaka, możemy powiedzieć, że także przyszłość religii, chrześcijaństwa, katolicyzmu zależy od rodziny. Przeciwnicy Chrystusa zdają sobie z tego doskonale sprawę, stąd ten tak silny atak na rodzinę i moralność katolicką w dziedzinie przekazywania życia.
To właśnie we Włocławku św. Jan Paweł II mówił, że nie ma miłości większej niż ta, która na końcu objawia się w Sercu przebitym włócznią setnika na Golgocie.
– Krzyż to szczyt miłości i tej miłości nauka. Otóż my, stając we wspólnocie Narodu pod krzyżem, najpierw wyznajemy, że jesteśmy rodziną Jezusa, że się do Niego przyznajemy i że jest dla nas najważniejszy. Następnie uświadamiamy sobie, że przez naszą wspólną obecność i modlitwę wracamy jakby do początku naszej wiary, czyli właśnie pod krzyż, gdzie dokonało się nasze odkupienie. Chcemy sobie uświadomić, że innej, lepszej, doskonalszej drogi, która może nas zaprowadzić w stronę zjednoczenia i z Bogiem, i z ludźmi, nie ma.
Pan Jezus powiedział, że nie ma innego przykazania większego od tych: miłości Pana Boga i miłości bliźniego. Zawsze te dwa elementy muszą iść razem. Ci, którzy chcieliby ograniczyć te przykazania, rozdzielić je, wybrać tylko jedno, to występują przeciw drugiemu. Historia pokazuje dziesiątki przykładów, że każde wystąpienie przeciw Bogu kończyło się wystąpieniem przeciw człowiekowi. Dlatego celem tej inicjatywy ewangelizacyjnej jest ostatecznie stałe i wierne krzyżowi działanie na co dzień. Nie chodzi jedynie o to, aby „akcja się udała”. Ta modlitwa i oddanie się Chrystusowi ma nam wszystkim dać siły do wierności Bogu w ciągu całego naszego życia, w miejscach, gdzie żyjemy, gdzie pracujemy, w naszych rodzinach. Czyli na całe nasze chrześcijańskie, katolickie bycie w świecie.
Zatem słowem, które staje się kluczem do zrozumienia sensu tego wydarzenia, jest „wierność”?
– „Wierność” to słowo, którego dzisiaj, niestety, prawie nigdzie już nie usłyszymy, oczywiście poza katolickimi środkami przekazu. Apoteoza wierności nie interesuje dziś twórców filmów, pisarzy, szeroko rozumianej kultury. Wręcz przeciwnie, postnowoczesność przekonuje nas zwodniczo: „nie ma niczego trwałego”, „nie ma niczego godnego wierności”, „liczy się tylko kaprys człowieka i jego zadowolenie w danym momencie”.
My idziemy bardzo świadomie pod prąd tym tendencjom. Jako chrześcijanie stajemy pod krzyżem po to, aby tam uczyć się tej wierności, która powinna charakteryzować każdego ucznia Chrystusa. Owszem, jesteśmy obarczeni grzechami i słabościami, ale równocześnie z całą mocą przyznajemy się do Jezusa i błagamy o Jego miłosierdzie dla nas i wszystkich innych grzeszników.
Mówimy o wierności, a gdzie dziś w Polsce tej wierności krzyżowi trzeba szczególnie pilnować?
– Zawsze wyznacznikiem dla rachunku sumienia z wierności są wspomniane dwa przykazania miłości Boga i bliźniego oraz Dekalog.
Nie ulega jednak wątpliwości, że największym zagrożeniem jest dzisiaj kwestia złej antropologii, tego, co Papież Jan Paweł II nazywał błędem antropologicznym. Atakuje nas dzisiaj ta cała chora ideologia gender i LGBT. Dlaczego mówię, że to jest chore? Dlatego, że występuje przeciw naturze. Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę i takiemu właśnie ich związkowi błogosławił. Natomiast kiedy się usiłuje zacierać różnice między jednym a drugim, występuje się przeciw naturze człowieka i przeciw dziełu stworzenia.
Dlatego dziś ta wierność domaga się naszego stanowczego, jasnego i równocześnie spokojnego odrzucenia wszystkich tych złych podpowiedzi, jakie płyną ze strony propagatorów gender i LGBT. Przecież to jest niemożliwe, żeby chrześcijanin miał tutaj jakiekolwiek wątpliwości. Zawsze grzech i zło trzeba nazywać po imieniu. Jeżeli Kościół będzie stawał się „światowym”, albo – jak to nam czasami fałszywie mówią – rzekomo „bardziej ludzkim”, to przestanie mieć rację swego istnienia. On ma być zawsze Chrystusowy i stać pod krzyżem. My nie musimy „uśmiechać się” do świata, pochlebiać światu, ulegając różnym modom, opiniom czy ideologiom. Mamy właśnie w tym świecie zmagać się z różnymi złymi i głupimi tendencjami i przez to być jak tlen, jak źródło światła dla ludzkości.
Jeżeli my sami będziemy ciemnością, to czym będziemy się różnili od świata? Wierność polega na odwadze głoszenia niesfałszowanej nauki Jezusa Chrystusa!
W 1991 r. we Włocławku św. Jan Paweł II przestrzegał nas, Polaków, aby nie dać się uwikłać całej tej „cywilizacji pożądania i użycia, która panoszy się wśród nas i nadaje sobie nazwę europejskości, panoszy się wśród nas, korzystając z różnych środków przekazu i uwodzenia”. To nadal są bardzo aktualne słowa.
– Ojciec Święty przestrzegał wówczas przed tym, co nazwał wprost antykulturą i antycywilizacją.
Przypominał, że prawdziwą kulturą jest to, dzięki czemu człowiek staje się bardziej człowiekiem, a nie to, co tylko „zużywa” jego człowieczeństwo. Hedonizm, materializm i próba odarcia szczególnie młodego pokolenia z życia duchowego i religijnego nie jest przywracaniem wartości człowiekowi. Nie jest tym też tym spychanie go tylko w to, co zmysłowe, czy zarażanie go zgubnymi ideologiami. To zamach na człowieka, o którego wielkiej wartości świadczy tajemnica odkupienia, tajemnica krzyża, a nie kaprys jakichś dyktatur czy głośna propaganda ateistycznych aktywistów.
Czytelnymi świadkami prawdziwej wiary i prawdziwego człowieczeństwa są święci. Dlatego w czasie inicjatywy Polska pod Krzyżem bardzo silnie będzie zaakcentowana ich rola i ich obecność w naszym Narodzie. Przypominamy ich sobie, bo to są właśnie ludzie, którzy byli wierni nauce Chrystusa. Ojciec Święty Benedykt XVI mówił, że święci i sztuka to najwięksi apologeci naszej wiary. Święci są apologetami wiary, oni są tymi, którzy bronią wiary swoim życiem. Nie tylko swoimi poglądami, ale swoim życiem, gotowością do przyjęcia cierpienia, do przyjęcia śmierci. Tak, śmierci, bo wierność domaga się od człowieka gotowości do rezygnacji nawet z własnego życia.
W tym sensie ci święci to są te prawdziwe pochodnie, które płoną, wskazując drogę w tej ciemności antykultury i antycywilizacji, które także dzisiaj otaczają człowieka i próbują go zdominować, zwieść.
Takim światłem był na pewno męczennik za prawdę bł. ks. Jerzy Popiełuszko, który będzie szczególnym patronem spotkania pod Włocławkiem.
– Przecież ks. Jerzy Popiełuszko przyszedł na świat jakby w blasku krzyża świętego. 14 września – święto Podwyższenia Krzyża Świętego – to przecież jego urodziny. Jego relikwie są obecne w sanktuarium we Włocławku, niedaleko miejsca jego śmierci. Sądzę, że bardzo wielu pielgrzymów będzie chciało również tam się zatrzymać, pomodlić.
Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko to jest znakomity wzorzec tego, jak należy traktować swoją wiarę, jak należy być w niej konsekwentnym, jak trzeba być jej wiernym, jak trzeba mieć odwagę mówić o niej. Prawda była dla niego najważniejsza. Wszelka tchórzliwość wiary, jakieś jej wykoślawianie, co nam podpowiada złudne przekonanie, że jak nie będziemy konsekwentni w tej wierze, to będziemy mieli mniej ataków na siebie albo zyskamy więcej zwolenników, to zwykłe złudzenia. Ksiądz Jerzy doskonale to wiedział. Uczył dobrem reagować na zło. Warto cały czas wracać do jego nauczania. Niejednokrotnie mówił o gotowości do tego, żeby nie ulegać fałszywym kompromisom, żeby bronić wiary w Jezusa i godności człowieka. I po to spotykamy się pod krzyżem – żeby przypomnieć sobie, że Jezus Chrystus zawsze będzie znakiem sprzeciwu. My jednak nie potrzebujemy niczego, co nie jest autentycznym Jego głosem. Po to stajemy pod krzyżem Jezusa, żeby go wnieść potem w życie.
Wymownym znakiem tego będą trzymane w rękach przez uczestników spotkania krzyże, tak jak to było na Mszach za Ojczyznę odprawianych przez ks. Jerzego.
– Krzyż trzeba mieć w sercu, ale też nosić na piersi, wieszać na ścianie, a czasem też chwycić w rękę i wysoko podnieść jako wyraz wierności Bogu. Niestety, coraz częściej ten znak jest np. usuwany ze ścian. Doświadczam czasem takich bolesnych chwil, gdy rodzice z płaczem i wstydem wyznają, że ich dorosłe dzieci wyrzucają ze swych mieszkań i domów święte obrazy i krzyże. To znak, że już stracili albo są na drodze do utraty skarbu wiary. Polska pod Krzyżem to również przypomnienie, że człowiek potrzebuje znaku, który wyraża jego najgłębszą tożsamość i wyznawaną wiarę. Dla nas, chrześcijan, jest to przede wszystkim właśnie krzyż. Dlatego ten krzyż powinien wisieć w centrum naszych mieszkań, w urzędzie i szkole. Nie dajmy sobie go odebrać ani z życia osobistego, ani z życia publicznego, bo krzyż to nauka miłości, ofiary, poświęcenia, wspaniałomyślności i siła w cierpieniu.
Nieprzypadkowo na tym spotkaniu będzie obecna replika krzyża z Giewontu w kontekście słów Jana Pawła II z Zakopanego: Brońcie krzyża!
– Krzyż jest znakiem sprzeciwu i takim będzie. Mamy w Polsce środowiska, które tylko czekają i nie przepuszczą żadnej okazji, aby uderzyć w Kościół, zniszczyć jego autorytet, autorytet kapłanów. Przeszkadza im obecność symboli religijnych w przestrzeni publicznej, walczą z lekcjami religii w szkole. Dlatego wezwanie św. Jana Pawła II z Zakopanego to jedno z najbardziej proroczych wezwań Ojca Świętego: „Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym, rodzinnym”. Ciągle najrozmaitszymi atakami próbują nas dzisiaj przestraszyć, próbują zamknąć nam usta. Potrzeba nam siły Ducha Świętego, aby mieć odwagę wobec tych, co każą nam milczeć czy wręcz czyhają na nasze życie. Przecież mieliśmy już fizyczne ataki na kapłanów, których trudno nie łączyć z rozpętaną antyklerykalną nagonką.
Jesteśmy bezwzględnie i z wielką zajadłością atakowani. Nigdy święte znaki chrześcijaństwa nie były tak profanowane w naszej Ojczyźnie, ale nie wolno nam się poddać takiemu terrorowi. Ksiądz kard. Robert Sarah z Watykanu, za którego wspaniałe przemówienia dziękuję „Naszemu Dziennikowi”, stwierdził, że miejsce księdza jest na krzyżu. Ja bym to jeszcze poszerzył: miejsce księdza i każdego chrześcijanina jest na krzyżu. Bo krzyż wpisuje się w istotę kapłaństwa i w istotę chrześcijaństwa.
Jak patrzę na profanowany znak krzyża na piersiach niektórych muzyków, aktorów itd., to myślę sobie: Boże, jak Ty musisz być potężny, skoro taka wielka moc nienawiści kumuluje się przeciw Tobie i próbuje usunąć Cię z naszego życia. Nie wolno nam lękać się nienawiści świata. Zawsze Chrystus był znakiem sprzeciwu, od pierwszych chwil po narodzeniu, i tak będzie do końca naszych dni.
Co uczestnicy tego spotkania powinni dalej ponieść w swoje życie?
– Chciałbym, aby ono zaowocowało szacunkiem i autentycznym kultem krzyża z naszym życiu. Oby też zaowocowało nabraniem odwagi! Pamiętajmy, że krzyż zwyciężył świat. „Stat crux dum volvitur orbis” – „krzyż stoi, choć świat się zmienia”. Kto przylgnie do krzyża, kto się go uchwyci z nadzieją, to nawet jeśli jest dotknięty największą słabością i największym grzechem, może mieć nadzieję na Boże Miłosierdzie, na Bożą obecność w jego życiu i na przyjaźń z Panem Bogiem. Co można osiągnąć większego na ziemi? My, patrząc na całą tę olbrzymią grupę ludzi stojących pod znakiem krzyża, mamy szansę nabrać męstwa, aby wzajemnie się wspierać i umacniać, tworząc prawdziwą wspólnotę tych, którzy idą za Jezusem ukrzyżowanym, sami próbując dźwigać krzyż.
Dziękuję za rozmowę.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w wersji elektronicznej

