logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Uroczystość Wszystkich Świętych

Piątek, 1 listopada 2019 (10:36)

Ewangelia

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.

 Łk 18,9-14

 


 

Rozważanie

Błogosławieni znaczy szczęśliwi

Wielu, słuchając dziś treści Jezusowego nauczania, może pomyśli sobie w duchu: to naiwne, nielogiczne! Gdzie tu szczęście? Z czego się cieszyć? Z prześladowań, oszczerstw? Jaki sens ma smutek, kiedy wszyscy wokół szukają na potęgę wszelkiej maści „rozweselaczy”? Czyste serce, bycie „ubogim w duchu”, miłosierdzie? – to dla mięczaków. Poza tym obietnice dotyczą mglistej przyszłości. Wydaje się nam, że uszczęśliwić może wygrany los na loterii czy trafiona „szóstka” w totolotka, miłość najbliższych, pokój na ziemi, stabilność i bezpieczeństwo. Tego szukamy! Bywa, że mając wiele z tego, nie potrafimy się prawdziwie cieszyć i wybieramy rzeczy puste, bezsensowne, zamieniając życie w gonitwę bez celu. Często dopiero po latach odkrywamy prawdę (do której długo dojrzewał św. Augustyn), iż „niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu” – żałując, że refleksja przyszła tak późno…

Tymczasem „błogosławieństwa przedstawiają to, czym winien być chrześcijanin” – mówił św. Jan Paweł II w Toronto w 2002 r. podczas Światowych Dni Młodzieży. I dodał: „Są one portretem ucznia Jezusowego, obrazem tych, którzy przyjęli Królestwo Boże i chcą, aby ich życie było zgodne z wymogami Ewangelii […] Radość obiecana przez błogosławieństwa jest prawdziwą radością samego Jezusa: radością poszukiwaną i odnalezioną w posłuszeństwie Ojcu i w darze z samego siebie […] Być błogosławionym znaczy być szczęśliwym”.

„Błogosławieństwa przypominają nam, kim naprawdę jesteśmy i kim być powinniśmy” – podkreślał Papież Benedykt XVI. Pierwsi chrześcijanie wprost nazywali się świętymi. Zbytnia zuchwałość? Nie! Boimy się mierzyć wysoko, ponieważ wydaje się nam, że wtedy zagrożona będzie nasza wolność, że Bóg coś nam odbierze z ziemskiego szczęścia. Ze spuszczoną głową zadowalamy się refleksami światła, choć jego prawdziwy blask jest na wyciągnięcie ręki. Cierpimy, nie wiedząc, że ratunek jest tak blisko…

Tegoroczny układ świątecznych dni daje nam sporo czasu na refleksję. 1 listopada Kościół oddaje cześć swoim najlepszym dzieciom. Jest to dzień dumy, a zarazem święto pokory. Uroczystość Wszystkich Świętych ukazuje Kościół triumfujący w całej swojej chwale i dostojeństwie. 2 listopada będziemy przeżywali wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych – dzień pamięci o tych, którzy są już bardzo blisko nieba, ale jeszcze potrzebują oczyszczenia – jeszcze nie dorośli do pełni zbawienia.

Ciągle jeszcze te dwa dni zlewają się nam w jeden, choć diametralnie różni się ich wymowa. Warto o tym pamiętać.

 

Ks. Paweł Siedlanowski

Aktualizacja 1 listopada 2019 (13:03)

Nasz Dziennik