logo
logo

Kościół

Do modlitwy o pokój wezwał chrześcijan na świecie ks. kard. Louis Raphaël Sako z Bagdadu Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Módlmy się o pokój

Środa, 8 stycznia 2020 (02:47)

W godzinie Apelu Jasnogórskiego módlmy się o powstrzymanie wojny!

– U stóp Matki Bożej Częstochowskiej codziennie modlimy się o pokój na świecie. Intencje dołączamy zarówno w czasie Mszy Świętej, jak i Różańca. Również w czasie Apelu Jasnogórskiego będziemy obejmować modlitwą Bliski Wschód, bo tam sytuacja jest bardzo trudna – akcentuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” przeor Jasnej Góry o. Marian Waligóra OSPPE. Jak przypomina, my, chrześcijanie, przyglądając się temu, co się dzieje w świecie, nie jesteśmy bezbronni. Naszym orężem w staraniach o pokój powinna być modlitwa. A ta modlitwa o pokój na świecie w częstochowskim klasztorze jest odmawiana codziennie, nieprzerwanie już od kilku lat. – To nasza siła. Zachęcamy do modlitwy wszystkich wiernych. Będziemy prosić Pana Boga, żeby te konflikty były rozwiązane pokojowo – mówi o. Waligóra.

Z dramatycznym apelem o modlitwę w intencji pokoju wystąpili biskupi w Iraku. – Błagajmy Boga Wszechmogącego, by obdarzył Irak i cały Bliski Wschód normalnym życiem oraz stabilnym, trwałym pokojem, o którym wszyscy marzymy – zaapelował ks. kard. Louis Raphaël Sako. Wydarzeniom przygląda się cały świat. Iraccy biskupi wzywają do wytrwałej modlitwy o pokój. Chaldejski patriarcha w Iraku prosi strony amerykańską i irańską o podjęcie rozmów, które zapobiegłyby wojnie i temu, by Irak znów stał się polem walki. Chrześcijan wzywa do modlitwy o powstrzymanie wojny.

Także biskup pomocniczy Bagdadu ks. bp Shlemon Warduni przestrzegł, że kolejna wojna byłaby czymś straszliwym. – Wzywamy cały świat, by modlił się o pokój i wrócił do Boga, to jest najważniejsze, ponieważ oddalając się od Boga, dokonuje się wszelkiego możliwego zła. Błagamy ludzi na całym świecie, by modlili się o pokój i pomagali siać pokój – prosił ksiądz biskup.

Nie ma wątpliwości, że dziś przeżywamy moment krytyczny, bardzo trudny. – Zamiast pokoju świat chce dziś jedynie realizować swoje osobiste interesy, za wszelką cenę chce pieniędzy, chce zysku i dla nich jedne kraje okupują wciąż inne. To jest coś przerażającego. Irakijczycy przeżywają ogromne trudności, bardzo cierpią. Wszyscy są przerażeni, obawiają się, że czeka nas kolejna wojna, która byłaby czymś strasznym – przestrzega ksiądz biskup. – Liczymy, że przywódcy państw zaczną siać pokój, a nie jedynie nienawiść. Papież Franciszek buduje pokój i jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni – dodaje ks. bp Warduni.

Ojciec Święty w czasie spotkania z wiernymi na modlitwie „Anioł Pański” podkreślił, że wojna przynosi ze sobą jedynie śmierć i zniszczenie. – Wzywam wszystkie strony do podtrzymywania płomienia dialogu i samokontroli oraz zażegnania cienia wrogości. Módlmy się w milczeniu, aby Pan obdarzył nas tą łaską – prosił Franciszek.

Wojna wisi na włosku

Eskalacja konfliktu między Stanami Zjednoczonymi i Iranem grozi zaognieniem sytuacji na całym Bliskim Wschodzie i świecie. Bezpośrednią przyczyną dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazł się cały region, było zabicie w ataku rakietowym sił USA na lotnisku w Bagdadzie irańskiego generała Kasema Sulejmaniego. Zamordowany dowódca stał się natychmiast już nie tyle bohaterem narodowym, co czczoną na ulicach Teheranu ofiarą „amerykańskich terrorystów”. W dniu pogrzebu tysiące ludzi gromadziło się na wiecach i żądało zemsty.

Jednocześnie amerykański resort obrony poinformował o skierowaniu na Bliski Wschód dodatkowych wojsk oraz bombowców B-52. Jak widać, dziś żaden scenariusz, łącznie z aktem zbrojnym, nie jest wykluczony.

– Musimy pamiętać, że tam się ścierają różne interesy mocarstw, Stanów Zjednoczonych, Rosji, Chin. To zetknięcie się geopolitycznych sfer, politycznych płyt tektonicznych może skutkować bardzo poważnymi skutkami – ocenia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Grzegorz Kucharczyk, historyk specjalizujący się w historii myśli politycznej XIX i XX wieku. Zdaniem naszego rozmówcy, polityka amerykańska dotycząca Bliskiego Wschodu zmierza od jednej katastrofy do drugiej.

– To się wpisuje w pewną ciągłość polityki amerykańskiej. Katastrofą, w sensie skutków politycznych, była przecież II wojna w Zatoce Perskiej, czyli wywrócenie reżimu rządów Saddama Husajna pod wymyślonym pretekstem niedopuszczenia do posiadania przez niego broni masowego rażenia, której on nie posiadał. W zamian władzę oddano szyitom w Iraku – tłumaczy prof. Kucharczyk. Negatywnie ocenia posunięcia Amerykanów, którzy w nieodpowiedzialny sposób doprowadzają do destabilizacji regionu. – Mamy tu do czynienia z kolejnymi ogniwami katastrofalnych pomyłek. Do tego dochodzi to, że Amerykanie próbują nieudolnie rozwiązywać problemy, które wcześniej sami wywołali – akcentuje prof. Kucharczyk.

Donald Trump zdecydował się na takie działanie, bo – zdaniem prof. Kucharczyka – przez swą niezależność energetyczną od Bliskiego Wschodu może pozwolić sobie nawet na wojnę. – Ameryka zdecydowała się na ten krok w momencie, kiedy energetycznie nie jest uzależniona od surowców z Zatoki Perskiej i Bliskiego Wschodu. Na początku prezydentury Billa Clintona Stany Zjednoczone sprowadzały dziennie ok. 15 milionów baryłek ropy. Teraz zero. I to jest podstawowa różnica. W takiej sytuacji możliwe są różne rozstrzygnięcia – podkreśla prof. Kucharczyk.

Ucierpią chrześcijanie

Niestety, historia konfliktów na Bliskim Wschodzie pokazuje, że ostatecznie obracają się one przeciwko chrześcijanom. Niewykluczone, że i tym razem tak będzie. – Wojska francuskie czy amerykańskie nazywane są „krzyżowcami” i utożsamiane z chrześcijanami. Uważa się, że to właśnie wyznawcy Chrystusa napadają na muzułmanów i w odwecie niszczą wspólnoty chrześcijańskie – zauważa ks. prof. Waldemar Cisło ze Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie. – Niestety, bardzo często tak to się odbywało. Jaki efekt? Na przykład w 2003 r. w Iraku było 1,5 milionów chrześcijan. Dziś jest ich już tylko 1 milion 200 tys. Jeśli ta grupka znów będzie atakowana, to może się okazać, że zostanie ich niewiele ponad kilka tysięcy – szacuje ks. prof. Cisło, który także apeluje o modlitwę w intencji pokoju.

Zwraca jednocześnie uwagę, że o napięciach w rejonie Bliskiego Wschodu duchowni z tamtych terenów mówili już od jakiegoś czasu. – 6 tygodni temu byliśmy w Libanie na modlitwie oraz spotkaniu polityków i duchownych. Oprócz duchownych z Iranu i Iraku było tam tylko 3 duchownych katolickich. I wtedy, co nas bardzo zaskoczyło, podszedł do nas duchowny muzułmański z Iranu i powiedział: „Módlcie się, bo wojna wisi w powietrzu”. Nie sądzę, że on przewidział to, co się stało później, ale to świadczy o tym, jak napięta jest tam sytuacja i delikatna – relacjonuje ks. prof. Cisło. Zwraca uwagę, że obok Iraku i Iranu niepokojąca jest też sytuacja w innym, dotąd w miarę spokojnym kraju, Libanie. – Tam nie funkcjonuje system bankowy. Na rodzinę można tam wybrać dziennie 100 dolarów. To jest dla nas ogromny problem z dostarczeniem pomocy dla Syrii. Poza tym dziś zgłaszają się pierwsze osoby z Libanu z prośbą o pomoc. Tego wcześniej nie było – zwraca uwagę dyrektor polskiej sekcji papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Urszula Wróbel

Nasz Dziennik