logo
logo
zdjęcie

Sławomir Jagodziński

Zbrodnia na duszy

Środa, 11 marca 2020 (22:25)

Rozprzestrzeniający się koronawirus stanowi niewątpliwie ważny egzamin dla naszego państwa, czy poradzi sobie z groźbą epidemii, opieką nad chorymi, mobilizacją różnych służb. Oczywiście ważne są wszelkie procedury medyczne i działania profilaktycznie związane z zagrożeniem zakażenia wirusem. Ważne są też higiena i zdrowy rozsądek.

Jak zawsze najgorszym doradcą w sytuacjach zagrożenia zdrowia swojego i swoich bliskich jest panika i strach. I w tym miejscu zaczyna się jeszcze ważniejszy egzamin niż ten ze skuteczności wszelkich procedur profilaktycznych i medycznych – egzamin z naszej wiary. Czy my rzeczywiście swą nadzieję pokładamy w Bogu, czy umiemy zawierzyć Mu siebie i to, co nas spotyka? Wreszcie czy rozumiemy, czym jest wezwanie naszego Pana: „Jeśli kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje”?

Panika i strach nie są cechą ludzi wierzących! Są znakiem, że tracimy zaufanie do Bożej Opatrzności, że tracimy wiarę w Bożą opiekę nad nami i – co najbardziej smutne – tracimy wiarę w moc modlitwy. Także w moc sakramentów. Czy zakaz celebrowania Mszy św. i pogrzebów w całych Włoszech to nie objaw takiej właśnie niechrześcijańskiej paniki i strachu? Przypominają się słowa z Ewangelii: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?”.

Czy uczestnictwo we Mszy św. bardziej naraża na zarażenie się koronawirusem niż zakupy w supermarkecie, podróż komunikacją miejską czy odwiedzanie barów i restauracji, których funkcjonowania we Włoszech nikt nie zakazuje? Trzeba po prostu zachować zwyczajną ostrożność i higienę. Jestem natomiast pewien, że pozbawienie milionów ludzi przez niemal miesiąc życia sakramentalnego, Eucharystii to zbrodnia na duszy człowieka! To odcięcie go od źródła nadziei. Przecież w historii ludzkość doświadczana była wieloma epidemiami, które powstrzymywały cudowne interwencje z nieba. Tylko że lud Boży padał wtedy na twarz przed Bogiem i błagał Go o ratunek! Z wielką ufnością i wiarą. Modlitwa była w takich chwilach jeszcze gorliwsza. Czy to nie zadanie na dziś? Na co jeszcze czekać?

Przewodniczący Zespołu ds. Służby Zdrowia Episkopatu Polski ks. bp Romuald Kamiński wezwał do wspólnotowej i indywidualnej modlitwy o ustrzeżenie nas od skutków szerzącej się epidemii. Na ten apel trzeba odpowiedzieć i w naszych świątyniach, i w naszych rodzinach! Módlmy się o powstrzymanie epidemii! Odmawiajmy Suplikacje. Nie z lęku, ale z ducha zawierzenia! Zawsze, gdy zawodzą wszelkie ludzkie środki i zabezpieczenia, „doskonałe” technologie, osiągnięcia nauki i medycyny, rodzi się pytanie: I co teraz? Odpowiedź jest jedna: Jest jeszcze Bóg! Gdyby nie wiara, bylibyśmy bezbronni wobec wszelkiego zła, czasem także tego fizycznego! Ale nie jesteśmy!

Przy okazji epidemii koronawirusa wyraźnie uaktywniły się środowiska antykościelne, które niemal z entuzjazmem przyjęły zakaz odprawiania Mszy św. we Włoszech. Liczą zapewne na to, że po zdjęciu zakazu wielu ludzi już nie wróci do kościoła, że to osłabi ich pobożność i wierność… Oby się to nie sprawdziło, bo jeśli tak, to obciąży to sumienia nie tylko tych ludzi, ale także tych, którzy na takie zakazy bezwolnie przystali.

Jednocześnie uaktywniły się także te nurty wewnątrz Kościoła katolickiego, które od lat promują liberalne „nowinki” np. w Liturgii, jak przyjmowanie Komunii św. na rękę. Teraz rzekomo ten sposób przyjmowania Najświętszego Sakramentu ma być bezpieczniejszy niż przyjmowanie do ust. Jest to jedno wielkie nieporozumienie i manipulacja! Warto w tym miejscu przypomnieć bardzo ważny komunikat ordynariusza archidiecezji Portland w Stanach Zjednoczonych, który – po konsultacjach z lekarzami – wprost stwierdził, że nie ma istotnej różnicy w prawdopodobieństwie zarażenia koronawirusem podczas przyjmowania Komunii św. do ust czy na rękę. Mało tego, w przypadku Komunii św. na rękę to prawdopodobieństwo jeszcze wzrasta. „Ryzyko dotknięcia języka i przekazania śliny innym jest oczywiście zagrożeniem, jednak szansa dotknięcia czyjejś dłoni jest równie prawdopodobna, a dłonie mają większą ekspozycję na zarazki” – czytamy w oświadczeniu archidiecezji Portland. Sprawa jest oczywista: nawet dobrze umyte przed wyjściem do kościoła ręce po drodze dotykają klamek, barierek, ubrań, kluczy itd. Nie dajmy się zmanipulować. Wiara i modlitwa zawsze jest naszą siłą, nigdy słabością.

Sławomir Jagodziński

Nasz Dziennik