logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek / Nasz Dziennik

Tu es Petrus

Sobota, 25 kwietnia 2020 (21:37)

– Pan Bóg stał u waszego boku, drodzy bracia i siostry, wspierał was w ciężkich chwilach. Prowadził i pocieszał nie przez „samo tylko słowo, lecz przez moc i przez Ducha Świętego” – powiedział Jan Paweł II 16 sierpnia 1991 roku w Budapeszcie, podczas swojej pierwszej Mszy św. na ziemi węgierskiej.

Wydarzenie bez precedensu w historii. Następca św. Piotra w kraju, w którym niegdyś komuniści podjęli decyzję o całkowitym wyeliminowaniu Kościoła z życia publicznego. Symboliczne również z tego powodu, że Papież z Polski przybył na Węgry wprost z Krakowa – stolicy świętego biskupa Stanisława ze Szczepanowa, męczennika w imię niezależności Kościoła od państwa.

„Jakże się cieszę, widząc was tu dziś przy mnie, bracia i siostry” – mówił Ojciec Święty przed budapesztańską katedrą. „Jestem wdzięczny Bogu za to, że mogę dziękować Mu za was i razem z wami w tym najważniejszym sanktuarium waszego narodu” – podkreślił Jan Paweł II.

Opisując papieską wizytę na Węgrzech, komentatorzy nie unikali wzniosłych słów. W niecodzienny sposób sceny z jej przebiegu opisał Gabor Szinte na łamach watykańskiego dziennika „L’Osservatore Romano”: 

„Oto Jan Paweł II idzie przejściem pośród tłumu zgromadzonego w bazylice św. Stefana; pozdrawia stojące tam osoby, każdą inaczej. Czynione przez niego znaki były zewnętrznym znakiem tego, co czuł. Na końcu tego korytarza, niedaleko ołtarza stała kobieta w okularach o tak grubych szkłach, że z pewnością prawie nic nie widziała. Nawet nie odwracała głowy we właściwym kierunku. Cóż mogła zapamiętać? Głosy, szepty, muzykę organów zagłuszającą odgłos kroków Ojca Świętego. Gdy Papież doszedł do niej, zatrzymał się na moment i pochylił tak blisko, że jej słabe oczy na pewno ujrzały jego twarz. A potem ucałował ją w czoło...

[...] W Debreczynie, zwanym u nas «kalwińskim Rzymem», było zaimprowizowane przemówienie Ojca Świętego do wszystkich, którzy nie uczestniczyli bezpośrednio we Mszy Świętej, lecz śledzili ją za pośrednictwem megafonów rozmieszczonych na ulicach. Gdy z głośników padały wolno, jak liście z drzew, słowa Ojca Świętego, słowa pokoju i solidarności, pojedyncze osoby i grupki ludzi zamarły w bezruchu, jak na starej fotografii; a słowa te wzruszały każdego, były skierowane do wszystkich...

W Mariapocs – inna scena z chorymi. Oto po Mszy Świętej, trwającej prawie trzy godziny, Ojciec Święty zszedł do chorych. Przechodził powoli wzdłuż szeregu inwalidzkich wózków, schyliwszy głowę lekko w prawo, wobec każdego uczynił jakiś znak [...]. W środku rzędu, za linią pochylonych do przodu głów, siedziała sparaliżowana, zdeformowana kobieta, a w jej oczach było widać przerażenie, bo pozostawała poza zasięgiem jego błogosławiącej ręki. Ojciec Święty minął ją, lecz za moment zatrzymał się, cofnął ku tej kobiecie, i pochyliwszy się pogłaskał ją po twarzy. Widziałem, jak mężczyzna stojący za jej wózkiem zakrył rękami oczy...”.

W podsumowaniu autor, przywołując na myśl twarz i gesty św. Piotra z fresków Masaccia w kaplicy Brancaccich we Florencji, stwierdził: „Tyle razy oglądałem te obrazy, ale nigdy nie przypuszczałem, że kiedyś zobaczę żywego człowieka o takiej twarzy”.

Sebastian Karczewski

NaszDziennik.pl