Prawie wszystkie tradycyjne pielgrzymki odbyły się w zmienionej formie i z dostosowaniem się do obowiązujących przepisów sanitarnych.
Najliczniejsza, podobnie jak w ubiegłych latach, była pielgrzymka tarnowska. Odbywała się sztafetowo, uczestnicy mogli iść tylko jeden dzień, potem mogli kontynuować pielgrzymowanie duchowo. Na trasie znalazło się w sumie ok. 4 tys. osób. Przez osiem dni szlak przemierzały po trzy grupy, wszystkie spotkały się na Jasnej Górze.
Sztafetowo szły także piesze pielgrzymki z diecezji opolskiej czy gliwickiej. – Przynosimy Maryi nasze serca, Polskę, świat cały, żeby choroba ustała, żeby było normalnie – mówili pielgrzymi, nie kryjąc radości i szczęścia, że w ogóle dane im było dotrzeć na Jasną Górę.
– W pielgrzymowaniu nie chodzi tylko o podtrzymywanie tradycji, ale o budzenie pielgrzymiego ducha – podkreślał biskup opolski Andrzej Czaja. Na pytanie, dlaczego tak bardzo starali się, by pielgrzymka wyszła i nie została przerwana, ks. bp Czaja odpowiadał: „Nie chodzi tylko o przerwanie tradycji, ta doroczna pielgrzymka dla Kościoła, nie tylko opolskiego, każdego lokalnego Kościoła, to czas, kiedy budzimy ducha pielgrzymiego. A świadomość, że jesteśmy tylko pielgrzymami na tej ziemi i zmierzamy do Wiecznej Ojczyzny, jest bardzo ważna, żebyśmy w tym świecie się nie pogubili i nie przeinwestowali w to, co jest ziemskie, a bardziej inwestowali w to, co duchowe”.
95. Piesza Pielgrzymka Łódzka też wędrowała w tym roku w formie sztafety w dwóch grupach 50-osobowych, zachowując dotychczasową trasę i liczbę dni pielgrzymkowych (cztery).
W 12 pielgrzymkach z archidiecezji łódzkiej, które dotarły na „imieniny Maryi”, obowiązywały także ograniczenia wiekowe. W drogę mogły wyruszyć tylko osoby w wieku od 14 do 65 lat. – To była smutna pielgrzymka. Zawsze szłam z rodziną, z dziećmi, dziadkami, to była nasza tradycja. W tym roku przyszłam sama, ale mam głębokie przekonanie, że już za rok znowu będziemy razem na tych rekolekcjach – wyznała Mariola z Łodzi.
Wszyscy zauważają, że tegoroczne pielgrzymowanie było dużo trudniejsze niż zazwyczaj. – Konieczność stosowania wszystkich środków dezynfekcyjnych, zachowania odległości, noszenie maseczek, mierzenie temperatury. Niektóre grupy, żeby dotrzeć na szlak do wyznaczonego punktu wymarszu, musiały wyjeżdżać o 2.00-3.00 nad ranem, potem szli w upale, nawet ok. 40 km – wylicza ks. Łukasz Tarnawski, kierownik pielgrzymki łódzkiej.
– Takie same pozostały: atmosfera, życzliwość, rozmodlenie, wysyłanie ciepłych sygnałów od mijanych ludzi, braterskie wsparcie, pomaganie sobie i poczucie, że jesteśmy razem – wylicza pątnik z grupy widawskiej.
W niektórych dużych diecezjalnych pielgrzymkach i tym razem zdecydowano, że w drogę do Częstochowy wyruszą tylko kapłani. Pielgrzymkę diecezji sosnowieckiej reprezentowało 28 księży i kleryków na czele z biskupem Grzegorzem Kaszakiem.
– Mogliśmy doświadczyć jedności kapłańskiej i na pewno były to rekolekcje kapłańskie, umocnienie naszych więzi braterskiej, ale była to inna pielgrzymka, człowiek inaczej się czuje, jak są tłumy ludzi, sama ich obecność czyni w sercu, że jest o wiele piękniej – powiedział ks. Andrzej Mróz.
Ordynariusz diecezji sosnowieckiej przyznał, że inspiracją do zorganizowania pielgrzymki w trudnych czasach epidemii była dla niego postawa młodego Karola Wojtyły. – On kiedyś wspomniał, że w czasie II wojny jako student tutaj przybył i ja sobie pomyślałem: narażałeś życie, opuściłeś Kraków, ale przybyłeś, bo była tradycja, że studenci przychodzili do Matki. Mimo zarazy my też musimy w jakiś sposób tu przybyć podziękować i prosić – mówił ks. bp Kaszak.
Wierni świeccy diecezji sosnowieckiej pielgrzymowali wyłącznie duchowo, łącząc się z wędrującymi kapłanami za pośrednictwem transmisji medialnych oraz mobilnych aplikacji.
Na Jasną Górę na święto Matki Bożej Częstochowskiej przybywa zawsze kilkadziesiąt mniejszych grup parafialnych z pobliskich miejscowości. Tak było i w tym roku. Nawet, gdy pielgrzymka nie była organizowana przez księdza, to niektórzy w dwie, trzy osoby wyruszały, by podtrzymać świętą tradycję.
– Szliśmy z pielgrzymką z pobliskiego Mstowa, około 100 osób, i bardzo się cieszymy, że mogliśmy w tych takich bardzo króciutkich rekolekcjach uczestniczyć. To też jest piękne, że w tym wszystkim potrzebujemy iść do Matki. Pielgrzymka to coś szczególnego, gdzie człowiek fizycznie się zmęczy, to czas modlitwy, rozmyślań, rozważań – powiedziała Mariola z Mstowa.
Wśród intencji niesionych zarówno przez tych, którzy przemierzali pątniczy szlak fizycznie, jak i tych, którzy trwali na modlitwie w swych domach, było przede wszystkim wołanie o normalność, o ustanie epidemii, ale też o nowe powołania, umiłowanie Eucharystii, beatyfikację ks. kard. Wyszyńskiego i pokój na świecie, szczególnie na Białorusi.
Liczby duchowych pielgrzymów nie da się policzyć, ale, jak wskazują przewodnicy pielgrzymek, zainteresowanie przekazami medialnymi było ogromne, a obecność tych, którzy dojechali na Jasną Górę, jest tego niezbitym dowodem.

