logo
logo
zdjęcie

Sebastian Karczewski

Fałszywe oskarżenie kardynała

Wtorek, 24 listopada 2020 (19:30)

Rozpowszechniane w ostatnim czasie przez media zarzuty, jakoby ks. kard. Stanisław Dziwisz jako arcybiskup krakowski tuszował sprawy pedofilii, nie mają nic wspólnego ze stanem faktycznym.

Zarówno z dokumentacji archidiecezji krakowskiej, jak i Kongregacji Nauki Wiary wynika, iż do tej ostatniej zgłoszone zostały nawet te sprawy, w których nie zgłosiła się domniemana osoba pokrzywdzona.

Podczas posługi arcybiskupa krakowskiego w latach 2005-2016 ks. kard. Stanisława Dziwisza do Kurii Metropolitarnej w Krakowie wpłynęły sprawy związane z podejrzeniem o molestowanie seksualne dotyczące siedmiu księży. Wszystkie zostały przekazane do Stolicy Apostolskiej.

Zacznijmy od sprawy ukazanej w filmie „Don Stanislao”, wyemitowanego dwa tygodnie temu na antenie TVN24. Jego twórcy zarzucili ks. kard. Dziwiszowi milczenie w sprawie ks. Stefana D., „oskarżanego o molestowanie chłopca”.

Tymczasem ks. kard. Stanisław Dziwisz wszczął w tej sprawie postępowanie wstępne, choć domniemany pokrzywdzony nie zgłosił się osobiście. Po przeprowadzeniu wstępnego dochodzenia i przesłuchaniu świadków, zgodnie z obowiązującymi wytycznymi, metropolita krakowski całość akt sprawy przekazał do Kongregacji Nauki Wiary jako kompetentnej do podejmowania decyzji w tego rodzaju sprawach oraz ich rozstrzygania. Tym samym wypełnił wszystkie swoje obowiązki wynikające z wytycznych.

Odtąd postępowanie toczyło się w Rzymie. Całość sprawy prowadziła Kongregacja Nauki Wiary, której prefektem w owym czasie był ks. kard. Gerhard Ludwig Müller. Po jej rozpoznaniu kongregacja uznała oskarżenia wysunięte wobec ks. Stefana D. za bezpodstawne, wydając stosowną decyzję w tej sprawie. Sugestia, jakoby na taką decyzję miała wpływ osobista znajomość ks. Stefana D. z metropolitą krakowskim, jest nadużyciem, gdyż to nie trybunał biskupi tego ostatniego orzekał w sprawie, lecz Kongregacja Nauki Wiary, która przeprowadziła proces w I i II instancji.

We wspomnianym filmie „Don Stanislao” jako zarzut padło stwierdzenie: „Mimo że od przesłuchań minęło 6 lat, ofiara, jej rodzina ani przesłuchiwany świadek – ks. Isakowicz-Zaleski, jak dowiedzieliśmy się od niego samego – nie zostali poinformowani o wynikach postępowania kanonicznego”. Jest to manipulacja.

Po pierwsze, jeśli domniemany pokrzywdzony mógł otrzymać wyrok w tej sprawie, to nie od ks. kard. Stanisława Dziwisza, lecz od Kongregacji Nauki Wiary, która rozstrzygała sprawę. Po drugie, domniemany pokrzywdzony nie mógł otrzymać takiego orzeczenia, gdyż nie był stroną w tym procesie: nie zeznawał w sprawie i w niej nie występował, gdyż nie wyrazili na to zgody jego rodzice. Ci ostatni, podobnie jak ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, nie mogli otrzymać wspomnianego wyżej wyroku postępowania kanonicznego, gdyż również nie byli stroną w sprawie, lecz wyłącznie świadkami. Jak powszechnie wiadomo, świadkowie nie otrzymują decyzji procesowych, zarówno w procesach kanonicznych, jak też cywilnych i karnych.

W miniony poniedziałek telewizja TVN wyemitowała kolejny film – „Don Stanislao. Post scriptum”. Tak jak w pierwszym filmie również tutaj pojawili się „eksperci”, którzy przedstawiając odbiorcom różnego rodzaju teorie, podobnie jak miało to miejsce w przypadku przedstawienia sprawy ks. Stefana D., pominęli dowody i nie odnieśli się do faktów. To wystarczający powód, by tym właśnie faktom w najbliższym czasie przyjrzeć się dokładnie.

Sebastian Karczewski

Aktualizacja 30 listopada 2020 (20:55)

NaszDziennik.pl