Jak ważne miejsce w Księdza życiu pełni Eucharystia?
– Całe moje życie – od młodości przez kapłaństwo i wielo-letnią posługę duszpasterską, a także przez doświadczenie cudu, jakiego Bóg dokonał w Sokółce – nieustannie utwierdzam się w tym, że Eucharystia to moja siła. Eucharystia pozwala przetrwać wszystkie doświadczenia, jakie stawia życie. Ona uzdalnia do pokonywania trudów i umożliwia realizację powołania.
Jeżeli chcemy podążać drogą wyznaczoną nam przez Boga, jest to możliwe tylko wtedy, gdy wpatrujemy się w Najświętszy Sakrament. Jeśli wejdziemy na drogę adoracji, przekonamy się o prawdziwości słów psalmisty: „jeśli Pańskiej nie macie pomocy, na nic się przyda wstawać o północy”. Dla mnie Eucharystia to wielki dar Jezusa Chrystusa, którym jest On sam i którym woła do nas: „przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście”.
Bez Jezusa Chrystusa zagubimy się?
– Współczesne czasy nie pozostawiają nam co do tego wątpliwości. Ostatnie lata – a szczególnie ostatni rok pandemii – sprawiły, że pobożność eucharystyczna słabnie. Razem z osłabieniem tych praktyk słabnie zaangażowanie w życie Kościoła.
Za spadkiem pobożności eucharystycznej podążają postawy oderwane od wartości…
– Za brakiem pobożności podąża dyktatura relatywizmu, którą narzuca nam dyktat liberalno-lewicowych mediów. Dziś próbuje się uformować człowieka nastawionego wyłącznie na odbiór informacji. Jeśli nie zostawimy sobie miejsca na refleksję i modlitwę, zagubimy się, przegramy. Eucharystia jest światłem, które wskazuje drogę w tym informacyjnym mętliku, w tym mroku manipulacji. Tylko kontakt z żywym Bogiem ukrytym w świętej Hostii może nas uratować. Inaczej pozostaniemy pozostawieni sami sobie i skoncentrowani na sobie.
Szatan tego nie zmarnuje?
– Proces odchodzenia od naszej rodzimej i tradycyjnej pobożności religijnej jest złożony. To nie jest tylko efekt pandemicznych obostrzeń. To także zaniedbania w formacji. Szatan wykorzystuje każdy moment, jaki mu dajemy. On wykorzystuje każdą naszą słabość, kusi, odciąga powoli. Cel ma jasny: wmówić nam, że są sprawy ważniejsze niż kontakt z Bogiem. To pozór. Gdy w niego uwierzymy, oddalimy się od Boga, a z tego, co miało być takie ważne, pozostanie pustka.
Rezygnując z Eucharystii, rezygnujemy z wszystkiego, co wartościowe. Bo cóż może mieć wartość bez Boga? Diabeł tę pustkę pokazuje nam jako dobro. Musimy być czujni, by nie wpaść w sidła, jakie na nas zastawia. Świat ulega szatanowi, ale jest ratunek. To Kościół i ludzie wierzący w Chrystusa.
Potrzeba naszego świadectwa?
– My jesteśmy świadkami Chrystusa – i to musi wybrzmieć w świecie. To nie jest wyłącznie rola biskupów i kapłanów, jak by niektórzy chcieli. To też zadanie świeckich, to rola wpisana w powołanie wszystkich ochrzczonych. Musimy naszym życiem oddziaływać na ludzi postawionych wokół nas. Do tego wzywają nas współcześni ojcowie Kościoła, aks. abp Fulton Sheen czy ks. kard. Robert Sarah. Oni nam mówią, że potrzeba ducha modlitwy.
Okazję do dawania świadectwa naszego ducha modlitwy mamy już w czwartek, w uroczystość Bożego Ciała. To okazja, aby odnowić naszą więź z Jezusem Chrystusem Eucharystycznym i pokazać ją błądzącemu w grzechach światu.
Kult Bożego Ciała to antidotum na obojętność i laicyzację. Stara zasada: „sancta sanctae tractanda sunt”, poucza nas: traktujmy sprawy święte w sposób święty. Jak to dziś rozumieć? To proste. Duch modlitwy napełni nasze życie religijne postawą szacunku i dostojeństwa dla tego, co święte. Jeśli ożywimy w sobie modlitwę i z modlitwą klękać będziemy przed Bożym Ciałem, ustąpi przed nami bezbożność, a wiara będzie się wzmacniać.
Procesja Bożego Ciała to ważny element naszej pobożności?
– Kościół obchodzi uroczyście tajemnicę Bożego Ciała, bo pragnie oddać cześć Jezusowi i wyznać publicznie wiarę. Pamiętajmy, że to nie jest tylko tradycja. Weźmy udział w tej wyjątkowej procesji z wewnętrznym zaangażowaniem, z miłością do Chrystusa. To ma być dzień budowy naszej osobistej relacji z Bogiem. Ta procesja ma w nas trwać przez cały rok liturgiczny, ma żyć w nas na każdej Mszy św., na każdym nabożeństwie, na każdym wystawieniu Najświętszego Sakramentu i ma budzić się za każdym razem, gdy idąc ulicą, mijamy budynek kościoła.
Ta relacja jest ważna nie tylko dla nas osobiście, lecz także dla Polski?
– Pan jest mocą swojego ludu. Polski Naród ma doświadczenie pomocy łaski Bożej. Bez tego nie mielibyśmy tylu świętych, a wśród nich tych wspaniałych świadków wiary, jakimi dla całego świata byli czcigodny Sługa Boży ks. kard. Stefan Wyszyński i św. Jan Paweł II. Oni są naszą siłą w walce z przewrotnymi ideologiami lgbt i gender. Ich mocą była wiara i bliskość Jezusa Eucharystycznego. Nasza obrona rodziny i zwycięstwo nad rozprzestrzeniającymi się błędami zależą od zakorzenienia w Bogu, od relacji z Chrystusem i żywej pobożności eucharystycznej.
Pamiętamy słowa Prymasa Tysiąclecia z procesji Bożego Ciała z 4 czerwca 1953 roku: „należy oddać, co jest Cezara – Cezarowi, a co Bożego Bogu. Ale gdy Cezar siada na ołtarzu, to my mówimy krótko – nie wolno”. Teraz znowu powinniśmy powiedzieć „non possumus” dla laicyzacji Polski?
– To jest przykład dany przez Ojca Narodu, a Ojca należy słuchać. Dziś ponownie stawia się człowieka w miejsce Boga, ale my nie możemy się bać. Głośno przypominajmy prawdę i apelujmy o respektowanie prawa Bożego. Dał nam przykład Prymas Tysiąclecia, i podążajmy za nim.
Bóg przyszedł do nas w niezwykły sposób w Sokółce. Dał nam znak. Teraz my mamy zadanie o Nim świadczyć w świecie?
– Polska ma dwa cuda eucharystyczne – w Sokółce i w Legnicy. To znak dany przez Jezusa Chrystusa. On mówi nam, że jest z nami i że musimy być blisko Niego. Jeśli tego nie zrobimy, zagubimy siebie i naszą Ojczyznę. Trwa próba naszego Narodu. Niszczy się ducha wiary, ale Bóg nam podpowiada: ratunek dla Polski jest w Eucharystii. Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? Zwycięstwem, które zwycięża świat, jest wasza wiara.

