logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: FOT. FUNDACJA MAŁYCH STÓPEK/ Inne

Poszanowanie życia kluczem do pokoju

Wtorek, 21 czerwca 2022 (00:07)

ROZMOWA / z ks. Tomaszem Kancelarczykiem, prezesem Fundacji Małych Stópek

Fundacja Małych Stópek od początku agresji Rosji na Ukrainę niesie pomoc potrzebującym. Jak ta pomoc się zaczęła?

– Wszystko zaczęło się rankiem 24 lutego. O wojnie nie dowiedziałem się z mediów, ale z wiadomości przesłanej mi przez zaprzyjaźnionego Ukraińca, który wcześniej, przy remoncie Domu Samotnej Matki, pracował dla Fundacji Małych Stópek. Wiadomość odczytałem z samego rana, po chwili, już podczas naszej rozmowy telefonicznej, prosił o pomoc w przyjęciu w Polsce jego mamy i sióstr. Ta pomoc była pierwsza i spontaniczna.

Fundacja wysyła transporty z pomocą na Wschód?

– Tego samego dnia po porannej Mszy św., gdy byłem już w fundacji, od razu postanowiliśmy zorganizować transport z pomocą. Można powiedzieć, że doświadczyliśmy opieki Opatrzności, bo od razu mieliśmy co wysłać, ponieważ dysponowaliśmy zapasem artykułów dla dzieci.

Ostatnia akcja „Paczuszka dla maluszka” była wielkim sukcesem, a darczyńcy nas zaskoczyli swoją hojnością. Byliśmy więc w sytuacji, jaką można nazwać klęską urodzaju. Mieliśmy artykuły dziecięce w zapasie, pomimo że cele akcji w kraju zostały osiągnięte. Pierwszy transport wyruszył więc po trzech dniach, a pojechały w nim artykuły higieniczne i kosmetyczne dla dzieci, pieluchy, kremy, oliwki, chusteczki oraz artykuły medyczne.

Skąd wiadomo było, co wysłać?

– O tym, co wysłać, informował nas przyjaciel, obrońca życia z Ukrainy, Jarosław. On od razu nam powiedział, że Ukraina na pierwsze dni wojny jest zaopatrzona, ale zaraz będzie brakować opatrunków i zacisków, opasek uciskowych tamujących krwawienie. Jaki to ma być konkretnie osprzęt, doradziły nam nasze Wojska Obrony Terytorialnej. Gdy widziałem ostatnio nagranie, jak ranny dziennikarz jest obejmowany opieką medyczną, miał zakładaną właśnie taką opaskę zaciskową, kto wie, może jedną z tych wysłanych przez nas.

Pomoc koncentruje się na tym, co najpotrzebniejsze?

– W każdym kolejnym transporcie staraliśmy się wysyłać to, co potrzebne. Sam wiem z mojego doświadczenia pracy w fundacji, jak i wcześniej w Caritas, że transporty z artykułami niepotrzebnymi to po prostu problem. Gdy dociera towar, na który nie ma zapotrzebowania, wówczas zalega on w magazynach i zajmuje miejsce, które mogłoby zostać przeznaczone na coś potrzebnego. Wystrzegamy się wysyłania czegokolwiek, my chcemy odpowiadać na konkretne zapotrzebowanie, o jakim wiemy z Ukrainy.

W sumie wysłaliśmy trzy ściśle medyczne transporty – dwa warte około 80 tys. zł, a jeden wart blisko 30 tys. zł. Dodatkowo był bardzo drogi transport z artykułami medycznymi do szpitala we Lwowie na oddział neonatologiczny, który zresztą sam dostarczyłem. Były też transporty z produktami pomocowymi dla dzieci oraz ze wsparciem żywnościowym. Naszą domeną jest pomoc dzieciom, dlatego wysyłając żywność, zabieramy nie tylko konserwy, ale też kaszki, mleko w proszku i produkty dedykowane najmłodszym. W sumie wysłaliśmy pomoc o wartości przekraczającej 700 tys. zł.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Krzysztof Gajkowski

Nasz Dziennik