Franciszkanin z Niepokalanowa zmarł w bunkrze głodowym 14 sierpnia 1941 r. Został dobity zastrzykiem fenolu.
– Po dwóch latach przerwy spowodowanej pandemią koronawirusa, w rocznicę męczeństwa św. Maksymiliana powracają piesze pielgrzymki do byłego niemieckiego obozu Auschwitz i Msza św. przy Bloku Śmierci – poinformował franciszkanin o. Jan Maria Szewek.
Uroczystości w niedzielę 14 sierpnia rozpocznie o godz. 8.00 w Centrum św. Maksymiliana w podoświęcimskich Harmężach nabożeństwo Transitus, które upamiętnia przejście o. Kolbego z ziemi do nieba. Po nim wyruszy piesza pielgrzymka do byłego obozu Auschwitz. Druga grupa pielgrzymów – diecezjalna – dotrze tam
z oświęcimskiego kościoła św. Maksymiliana.
– O godzinie 10.30 na placu przy poobozowym Bloku 11,
w którym o. Maksymilian poniósł śmierć męczeńską, będzie celebrowana Msza św. – powiedział o. Szewek.
Franciszkanin o. Maksymilian Maria Kolbe trafił do Auschwitz 28 maja 1941 r. z więzienia na Pawiaku
w Warszawie. W obozie otrzymał numer 16670. Początkowo pracował przy zwożeniu żwiru na budowę parkanu przy krematorium. Potem dołączył do komanda
w Babicach, które budowało ogrodzenie wokół pastwiska.
Ojciec Maksymilian w Auschwitz szybko podupadł na zdrowiu. Trafił do szpitala obozowego. Więźniowie otaczali go opieką. Gdy poczuł się lepiej, wręcz wypchnięto go ze szpitala w obawie, by nie został w nim uśmiercony. Później trafiał do lżejszych prac, początkowo w pończoszarni, gdzie reperowano odzież, a później w kartoflarni przy kuchni.
Pod koniec lipca 1941 r. z obozu uciekł więzień Zygmunt Pilawski. Za karę zastępca komendanta Karl Fritzsch wybrał dziesięciu więźniów i skazał ich na śmierć głodową. Wśród nich był Franciszek Gajowniczek.
Opisując w 1946 r. tzw. wybiórkę, Gajowniczek powiedział: „Nieszczęśliwy los padł na mnie. Ze słowami »Ach, jak żal mi żony i dzieci, które osierocam« udałem się na koniec bloku. Miałem iść do celi śmierci. Te słowa słyszał ojciec Maksymilian. Wyszedł z szeregu, zbliżył się do Fritzscha
i usiłował ucałować go w rękę. Wyraził chęć pójścia za mnie na śmierć”.
Ojciec Kolbe po dwóch tygodniach męki wciąż żył.
14 sierpnia 1941 r. został uśmiercony przez niemieckiego więźnia – kryminalistę Hansa Bocka, który wstrzyknął mu zabójczy fenol.
Kilka tygodni przed śmiercią o. Maksymilian powiedział
do współwięźnia Józefa Stemlera: „Nienawiść nie jest siłą twórczą. Siłą twórczą jest miłość”.

