logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Pojednani z Bogiem i z ludźmi w łodzi Kościoła

Piątek, 3 lutego 2023 (10:33)

Aktualizacja: Piątek, 3 lutego 2023 (12:36)

Homilia wygłoszona w sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II podczas sympozjum „Oblicza pojednania” w Toruniu.

Ekscelencjo, Najdostojniejszy Księże Biskupie Witaliju, Biskupie Diecezji Łuckiej, Sekretarzu Konferencji Episkopatu Ukrainy;

Czcigodni Ojcowie Redemptoryści na czele
z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem, założycielem
i dyrektorem Radia Maryja i innych dzieł przy nim powstałych, Jego Magnificencją o. dr. Zdzisławem Klafką, rektorem Akademii Kultury Społecznej i Medialnej
w Toruniu, oraz z o. Andrzejem Laskoszem, kustoszem sanktuarium NMP Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu;

Wszyscy pozostali, Czcigodni Bracia Prezbiterzy Diecezjalni i Zakonni;

Czcigodne Osoby Życia Konsekrowanego;

Drodzy Uczestnicy dzisiejszego sympozjum „Oblicza pojednania”, przybyli z bliska i daleka;

Droga Młodzieży Akademicka;

Drodzy Członkowie Rodziny Radia Maryja w kraju i za granicą i inni wierni łączący się z nami w modlitwie za pośrednictwem Radia Maryja: Bracia i Siostry
w Chrystusie!   

Przytoczony w Ewangelii epizod burzy na Jeziorze Galilejskim jest obrazem naszego ziemskiego życia. Spróbujmy odkryć jego sens i przesłanie dla nas, łącząc go z obecną sytuacją życia Kościoła, a także z tematem naszego dzisiejszego sympozjum.    

 

1. Ewangeliczne obrazy życia ludzkiego na ziemi

Życie ludzkie jest pielgrzymką, jest drogą, która zaczyna się w chwili naszego poczęcia, staje sie widzialna w chwili naszego narodzenia i kończy się w momencie biologicznej śmierci. Każdy człowiek, każdy i każda z nas podąża przez życie osobistą, niepowtarzalną drogą w kierunku wieczności. Ziemska droga życia ma różne odcinki. Są etapy łatwe i trudne, radosne i smutne, ciekawe, ale niekiedy i nudne. Są odcinki, na których odnosimy sukcesy, kiedy jesteśmy podziwiani i chwaleni, ale są także odcinki, kiedy nam inni dokuczają, kiedy trzeba nieść krzyż.
Ostatni odcinek tej ziemskiej drogi jest zwykle obarczony chorobami i cierpieniem i dla ludzi wierzących jest wypełniony modlitwą i pokutą. Ewangelia uwydatnia jeszcze inny obraz naszego życia, pozwala nam spojrzeć
na nasze życie jako płynącą łódź. Uczniowie płynący
z Jezusem przez jezioro to obraz życia każdego i każdej
z nas, to także obraz życia Kościoła, to również obraz dziejów poszczególnych narodów i całej ludzkiej rodziny.

 

2. Płyniemy z Chrystusem  w łodzi do portu, któremu na imię wieczność

To ewangeliczne opowiadanie wskazuje, że płynąca łódź życia ludzkiego natrafia na burze i jest miotana falami.
Te burze dopuszcza sam Bóg, tak jak dopuścił burzę na Jeziorze Galilejskim. Bóg je dopuszcza, by ukazać ludziom swoją dobroć i wszechmoc. Tak jak potrzebna była burza na Jeziorze Galilejskim, by uczniowie otrzymali jeszcze jeden dowód boskości Chrystusa, aby uświadomili sobie opiekę i wszechmoc Bożą, tak i w naszym życiu są czasem potrzebne podobne burze, byśmy z jednej strony doświadczyli naszej bezsilności, a z drugiej – Opatrzności Bożej, która czuwa nad nami. Dopuszczając na nas życiowe burze, Bóg ma zawsze względem nas jakiś plan, dla nas czasem mało czytelny.

Także w dziejach świata, na oceanie historii zdarzały się
i zdarzają mniejsze i większe burze. Te burze to różne wojny, rewolucje, zarazy, kataklizmy, katastrofy naturalne. Zauważamy, że niektóre zawieruchy i burze były i są wywoływane przez samego człowieka, przez diabłów
w ludzkiej postaci. Znamy dobrze ich imiona, ale znamy także ich końcowy los i pośmiertny śmietnik historii. Jedno jest pewne, że człowiek oddany diabłu nigdy nie pokona Boga. Czasem Bóg przegrywa pozornie, jak to było na Kalwarii, gdy Syn Boży, jako pozornie przegrany, umierał na krzyżu. Bóg był i jest zawsze górą. Do Niego należy zawsze ostatnie słowo, bo nie człowiek, nie zły duch, ale właśnie Bóg rządzi światem. Bóg może na jakiś czas ustąpić człowiekowi, nawet najgorszemu, i faktycznie Bóg ustępował i nadal często ustępuje człowiekowi. Tak to ustąpił człowiekowi w dniu krzyżowania Syna Bożego
na Golgocie. Ustępował potem w historii, gdy zadawano cierpienia ludziom niewinnym, gdy deptano prawo moralne przez Niego ustanowione. Ustępuje i tym, którzy łamią Jego prawo. Ustępował i tobie wiele razy w życiu, ustępował, gdy Go obrażałeś. On widział i wie wszystko
o tobie, nawet gdy to jest skryte przed ludzkim okiem. Bóg wielokrotnie ustępował i ustępuje każdemu z nas. Ale Bóg ustępuje tylko do jakiegoś czasu. Nadchodzi chwila, kiedy upomina się o swoje. I wtedy to nie jest żadna zemsta, ale to jest kolejny wyraz Jego miłości.

Bóg pisze także historię swojemu Kościołowi. Łódź Kościoła jest miotana falami. Uderzają w nią fale przeciwności
i doświadczeń – z różnych stron: i od zewnątrz, i od wewnątrz. Niektórzy postronni obserwatorzy zapowiadali już nieraz zatonięcie tej łodzi. To proroctwo o bliskim końcu Kościoła było powtarzane i ciągle na nowo uaktualniane. Nie jest naszą zasługą, nie jest zasługą ludzi Kościoła, że się ono nie spełniło i nie spełnia. My bowiem łódź Kościoła wywrócilibyśmy już wiele razy. To, że ona ciągle płynie, to jest właśnie znak, że u jej steru stoi ktoś inny. Upomnienie Chrystusa: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary” (Mk 4,40), nie jest skierowane do „tych
z zewnątrz”, lecz raczej do tych, którzy są w łodzi, do nas, do wierzących, nawet do niektórych pasterzy, którzy są pesymistami i nieustannie lękają się o przyszłość Kościoła. Bywają pasażerowie, wierzący, którzy zwracają większą uwagę na fale wokół łodzi Kościoła niż na samego Sternika stojącego na jej czele. Ten właściwy, faktyczny Sternik czasem się ukrywa, potrafi zasnąć. Zachowuje się dyskretnie, jakby nie był najważniejszy w płynącej łodzi.   Jego wielkość ujawnia się zwykle w chwilach kryzysu, zagrożenia, niebezpieczeństwa.

Arcybiskup Gänswein, sekretarz Papieża Benedykta XVI,
w jednym ze swoich wywiadów wspominał, jak to kiedyś zmartwiony światowymi wydarzeniami i porażkami Kościoła żalił się przed Ojcem Świętym i pytał: „co to będzie?”. Wówczas Papież Benedykt odpowiedział: „Nie bój się, Chrystus płynie z nami, kiedy trzeba, to się obudzi, ludzie Go obudzą, gdy sami nie dadzą rady. Bądź spokojny, wierz tylko!”.

3. Nasze zachowanie w łodzi Kościoła

Moi Drodzy, a burze raz po raz powracają. Są to burze widoczne nie tylko w wymiarze całego Kościoła. Częściej burze mają miejsce w naszych sercach. Pokusy, zniechęcenia, bunty, bolesne doświadczenia życia rodzinnego, ciężka sytuacja w miejscu pracy – to wszystko może powodować przygnębienie i przekonanie,
że wszystko wali się nam na głowę. Wołał kiedyś psalmista: „Wybaw mnie, Boże, bo woda mi sięga po szyję” (Ps 69,2). W takiej chwili winniśmy budzić śpiącego w naszej łodzi Jezusa i zawołać do Niego: „Panie, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” (Mk 4,38b) – „Jezu, ratuj, bo ginę, pomóż, bo jestem u kresu sił, bo już nie wytrzymam”. A więc jest to moment, w którym powinniśmy zacząć z Nim rozmawiać w modlitwie, szukać Go za wszelką cenę. Chrystus i dziś czeka na to wołanie, by wstać i udzielić nam oraz swemu Kościołowi daru największej ciszy, która nie oznacza jednak końca wszelkich trudności i przeciwności, ale raczej pokój
i bezpieczeństwo, pewność nawet pośród przeciwności.

Tak często kołysze się łódź naszego życia, kołysze się łódź Kościoła i świata. Kołysze się raz po raz łódź naszej Ojczyzny. Nie zapominajmy, kto naprawdę stoi przy sterze, kto steruje łodzią naszego życia, kto kieruje losem poszczególnych ludzi, losem ludzkości i świata. Dodajmy jeszcze to, że jako pasażerowie naszej podróży winniśmy zachowywać jedność z Bogiem, który jest głównym sternikiem łodzi naszego życia, łodzi Kościoła. Winniśmy też być jedno, być pojednanymi z osobami, z którymi podróżujemy. Wiemy, że ludzie płynący w łodzi świata, czy także w łodzi Kościoła, bywają poróżnieni, czasem nawet oddaleni duchowo jedni od drugich. W czasie sympozjum będziemy wskazywać na powody poróżnienia, wzajemnej wrogości, ale także będą nas interesować oblicza pojednania. Przecież do portu wieczności nie wypada nam przybyć niepojednani z Bogiem i między sobą.    

I zakończmy anonimową, brazylijską opowieścią: „We śnie szedłem brzegiem morza z Panem, oglądając na ekranie nieba całą przeszłość mego życia. Po każdym z minionych dni zostawały na piasku dwa ślady – mój i Chrystusa. Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad odciśnięty
w najcięższych dniach mego życia. I rzekłem: »Panie, postanowiłem iść zawsze z Tobą, przyrzekłeś być zawsze
ze mną, czemu zatem zostawiłeś mnie samego wtedy, gdy mi było tak ciężko?«. Odrzekł Pan: »Wiesz, synu, że cię kocham i nigdy cię nie opuściłem. W te dni, gdy widziałeś jeden tylko ślad, Ja niosłem ciebie na moich ramionach«”. Amen.

Ks. bp Ignacy Dec, biskup senior diecezji świdnickiej

NaszDziennik.pl