Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.
Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!”. A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.
Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym”. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona.
A Jezus rzekł do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.
Rozważanie
Bóg będzie z tobą
Izajasz prawdopodobnie się jąkał. Wezwany przez Pana do tego, aby był Jego prorokiem, buntował się: czyż nie ma lepszych, z donośniejszym głosem, lepszą aparycją? Nawrócony Szaweł, prześladowca chrześcijan, mówił o sobie, że jest „poronionym płodem” i niegodnym miana apostoła. Szymon, gdy zapraszał Jezusa do łodzi, nie wiedział jeszcze, jak bardzo to odmieni jego życie. Święty Augustyn w młodości był hulaką i miał nieślubne dziecko. Także św. Franciszek w młodości w ogóle nie myślał o niebie. Wspaniałe stroje, uczty i zabawy wyraźnie go odróżniały od pozostałych kompanów. Pragnął tytułu rycerskiego, ba, śnił nawet o książęcym. Można tak wyliczać w nieskończoność. Co łączy przypomniane wyżej postaci? W którymś momencie swojego życia zaryzykowały, postawiły wszystko na jedną kartę – na Boga. Łatwo im to przyszło? Na pewno nie.
Strach to częsty gość ludzkiego serca. Filozofia białej flagi stała się znakiem pokolenia „śnieżynek”. Ale też wygodną wymówką, którą bezwstydnie szafujemy, zanim cokolwiek zacznie się dziać w życiu: „Nie da się! To niemożliwe! Nie posłuchają! Wyśmieją!”. Wraz z nim przychodzi paraliż ducha. Bywa, że to też maska lenistwa. Strach nie jest od Boga, ulegając mu, nie da się niczego zbudować. Kto próbuje nim grać, wcześniej czy później zostanie sam.
Bóg nie wybiera mocnych, ale umacnia słabych. Pismo Święte dostarcza mnóstwa dowodów na taką logikę działania. „Bądź mężny i mocny, nie lękaj się, nie bój się ich, gdyż Pan, Bóg twój, idzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci” (Pwt 31,6) – zachęca autor Księgi Powtórzonego Prawa. Skarżący się na dotkliwie raniący oścień św. Paweł słyszy: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali”. „Pan jest z tobą, dzielny wojowniku!” – mówił do zaskoczonego Gedeona anioł. „Wojownik” młocący zboże, uzbrojony w cep? „Idź z tą siłą, jaką posiadasz, i wybaw Izraela z ręki Madianitów” (por. Sdz 6,11-32). Zwyciężył.
Nie bój się, nie tłumacz, że wejście na „wyższy stopień przyjaźni z Jezusem” to nie dla ciebie. Albo że inni zrobią to lepiej. Nie kalkuluj, czy ci się opłaci. Idź i głoś Jego imię, „nastawaj w porę i nie w porę”, nie ustawaj w gorliwości (por. 2 Tm 4,1-5). On będzie z tobą.

