Rozważanie:
„Nie tak będzie między wami” – powiedział Jezus swoim apostołom, gdy sprzeczali się między sobą o to, który z nich jest ważniejszy, większy. Zazgrzytało. Faryzeusze nie mogli zrozumieć, dlaczego jada z celnikami i grzesznikami, dlaczego rozmawia z Syrofenicjanką, pozwala, aby kobiety lekkich obyczajów obmywały i ocierały włosami jego nogi, dlaczego dotyka trędowatych, nie boi się schodzić do społecznych „dołów”, pielgrzymuje do pogan itd.? Gorszyli się, oburzali. Nie pojmowali miłości, jaką otulał innych – z prostego powodu: nie rozpoznali Miłości, jaką sam był.
Czytany dziś fragment Ewangelii trafia w sedno. Nie „malowanego”, pozostającego wciąż na poziomie deklaracji i relatywizujących „ale” chrześcijaństwa, lecz wiary wyrastającej z ducha Jezusa Chrystusa, w którym jest realny potencjał bycia „solą ziemi i światłem świata”. Problem w tym, że miłość nieprzyjaciół, odpowiadanie dobrem na zło, bezinteresowność, gotowość do pochylenia się nad KAŻDYM człowiekiem – wszystko, o czym mówi Jezus, wydają się tak bardzo nierzeczywiste. Inaczej działa świat. Inne wartości się w nim liczą. Codzienne relacje wypełnione są interesownością, dajemy się wciągać w spory, które dzielą. Szukający swego, skonfliktowani, wypełnieni po brzegi goryczą, eksplodujący złymi emocjami przy byle okazji, stajemy się zaprzeczeniem miana, które nosimy.
Jeśliby szukać dziś społecznych racji bycia dla chrześcijaństwa, to najpełniejsze swoje uzasadnienie znajduje ono właśnie w potrzebie przywrócenia światu podstawowego, pierwszego znaczenia słowa, bez którego traci on swój sens: MIŁOŚCI. Wokół nas funkcjonuje mnóstwo jego „podróbek”, falsyfikacji. Słowo często nic już nie znaczy – nawet w sytuacjach, gdy jest wypowiadane przed Bogiem, który jest samą Miłością.
Najważniejszym zadaniem, jakie spoczywa dziś na uczniach Chrystusa, jest danie świadectwa prawdzie – właśnie tej, o której Chrystus nam przypomina i o której zaświadczył własnym życiem. Nie wolno nam się bać ewangelicznej inności, o jakiej jest dziś mowa. Ona czyni nas punktem odniesienia, wyznacza niebotycznie wysokie szczyty do zdobycia, doprowadza do wściekłości, ale też prowokuje, fascynuje, pociąga.

