logo
logo

Ewangelia i Rozważanie

Zdjęcie: / Nasz Dziennik

Utwierdzaj braci w wierze

Niedziela, 4 maja 2025 (09:21)

Aktualizacja: Niedziela, 4 maja 2025 (10:15)

Jezus znowu ukazał się nad Jeziorem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: „Idę łowić ryby”. Odpowiedzieli mu: „Idziemy i my z tobą”. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie ułowili.

A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus.

A Jezus rzekł do nich: „Dzieci, macie coś do jedzenia?”.

Odpowiedzieli Mu: „Nie”.

On rzekł do nich: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć.

Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: „To jest Pan!”. Szymon Piotr, usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się wpław do jeziora. Pozostali uczniowie przypłynęli łódką, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko – tylko około dwustu łokci.

A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli rozłożone ognisko, a na nim ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: „Przynieście jeszcze ryb, które teraz złowiliście”. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości sieć nie rozerwała się. Rzekł do nich Jezus: „Chodźcie, posilcie się!”. Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: „Kto Ty jesteś?”, bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę.

To już trzeci raz Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał (J 21,1-14).

Rozważanie:

W kontekście śmierci Papieża Franciszka, zbliżającego się konklawe dialog Jezusa z Szymonem – uważany w teologii za moment ustanowienia prymatu – nabiera szczególnego znaczenia. Dlaczego w tym właśnie momencie to się dokonało? Dlaczego nie pod Cezareą Filipową, kiedy to jako jedyny poprawnie odpowiedział na pytanie Mistrza: „Za kogo Mnie uważacie?” (por. Mt 16,13-20). Tam była jedynie zapowiedź ustanowienia papiestwa (w. 18-19). Dlaczego nie w chwili tak uroczystej, wyjątkowej, jakim była teofania na górze Tabor? Przecież Szymon Piotr (Skała) wtedy był, oceniając po ludzku, najmocniejszy! Jego duchowa „forma” była niezachwiana. Nie dowierzał, że spełnią się słowa Jezusa: „Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz”. Wydawało się to niemożliwe! Nie teraz, nie w tym momencie! A jednak…

Na dziedzińcu pretorium Szymon roztrzaskał się w kawałki. A dokładnie rzecz ujmując: nie tyle on, ile jego pewność, przekonanie o własnej duchowej potędze.

Nad Jeziorem Galilejskim, po zmartwychwstaniu Jezusa, jest już kimś zupełnie innym. Pokorniejszym. Dopiero w tym momencie dojrzał do tego, aby zostać Chrystusowym Namiestnikiem na ziemi – pierwszym Papieżem. Zrozumiał, że sam niewiele znaczy, że jego siła i mądrość pochodzą spoza niego – to moc wiary i zaufania Bogu. A ich źródłem jest przede wszystkim miłość – taka, na jaką ludzkie serce pozwala. Kiedy w Dziejach Apostolskich sięgamy do tzw. drugiej mowy Piotra, w całej pełni widać tę przemianę
– nową tożsamość apostoła. Duch Święty w dzień Pięćdziesiątnicy dopełnił reszty.

Jaki ma być Papież? – pytają dziś media, ludzie Kościoła. Taki jak Piotr. Ideałów nigdy nie było i nie będzie, nie czekamy na kogoś, kto rozwiąże wszystkie problemy świata, będzie się wszystkim podobał, zostanie obdarowany tytułem „Man of the year” i trafi na okładkę „Time”. „Prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci” – powiedział Jezus Szymonowi w przededniu swojej męki. To jest najważniejsze zadanie każdego kolejnego Namiestnika Chrystusa na ziemi.

Polecamy wybór nowego Papieża Maryi Królowej Polski, Matce Kościoła, naszej Matce, pokornej Służebnicy Pańskiej. Nieodmiennie wskazującej na swojego Syna: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”, aktywnie obecnej w historii świata, a jednocześnie nieprzesłaniającej sobą Jezusa. Będącej wzorem zawierzenia i nigdy niegasnącej nadziei.

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik