Rozważanie:
Cieszymy się, gdy powstają w Polsce nowe autostrady. Będzie można szybciej, bezpieczniej podróżować. Kochamy promocje, wyprzedaże! Żyjemy w świecie, który na różnych poziomach przekonuje nas, że można osiągnąć wiele przy minimum wysiłku. Szczęście jest w zasięgu ręki – przekonuje sugestywnie reklama – niepotrzebne są pot, ćwiczenia! Łapiemy się na to. Zawstydzająco łatwo ulegamy presji „maksimum zysku za minimum wysiłku”. Odpuszczamy. A kiedy już okaże się, że bez postawienia sobie twardych wymagań ani rusz, traktujemy je jak dopust Boży i czujemy się rozczarowani, pokrzywdzeni i oszukani…
Problem w tym, że analogiczne myślenie zaczyna dominować w naszym doświadczeniu religijnym. Wedle optyki „katolicyzmu bezobjawowego” Kościół ma być plasterkiem na życiowe bolączki, zaś jego „funkcjonariusze” mają robić wszystko, aby „było miło”.
Chrystus burzy tę narrację: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi…”. Słowa, deklaracje bez pokrycia to za mało. Piekło to nie mit. Rozczarowanie zakute w wieczne zdziwienie może nas drogo kosztować.
Usiłuj, próbuj, walcz! Nie poddawaj się! Będzie trudno. Wiele razy nie będziesz dawał rady – „ciasna brama” będzie ci się jawić jako droga poza twoim zasięgiem. Ale Ja będę z tobą – mówi Jezus. Wezmę twój ciężar, rozpacz na swoje ramiona. Pomogę ci się pozbierać, otulę łaską! Pod jednym warunkiem: pokaż, że ci zależy! Że miłość, o której mówisz, którą deklarujesz, to nie tania atrapa ze straganu z błyskotkami.

