Na początku Mszy św. kustosz sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Limanowej ks. Wiesław Piotrowski zauważył,
że odpust jest okazją do modlitwy, by „Maryja – Matka Nadziei, ubłagała pokój na świecie” i by „umacniała
naszą nadzieję na spotkanie z Jezusem”.
– Przychodzimy tutaj, aby powierzyć Maryi wszystkie
nasze troski – te, którymi żyje świat, którymi żyje nasza Ojczyzna, nasze rodziny i my sami. Każdy z nas przeżywa różne problemy, kłopoty, nieraz choroby. To wszystko chcemy powierzyć Maryi – wskazał proboszcz, zaznaczając, że Eucharystia jest też okazją do dziękczynienia Maryi
„za to wszystko, co dla nas czyni, że wyprasza nam potrzebne łaski, że wstawia się za nami u swojego Syna
i że wskazuje nam drogę do Niego”.
Ksiądz Wiesław Piotrowski powitał w limanowskim sanktuarium ks. abp. Marka Jędraszewskiego, ks. bp. Mirosława Gucwę i opata cystersów ze Szczyrzyca
o. Szymona Warciaka OCist.
Przedstawiciel parafian przypomniał, że hasłem odpustu
są słowa: „Matko nadziei ubłagaj pokój na świecie”.
– To wołanie naszych serc i całego Kościoła, który w obliczu niepokoju, wojen i przemocy szuka oparcia w Matce Chrystusa. Tu, w Limanowej, gdzie Maryja w tajemnicy swego bólu, a zarazem niezłomnej nadziei króluje wśród nas, powierzamy prośbę o dar pokoju w naszych sercach, rodzinach, Ojczyźnie i na całym świecie – mówił, prosząc metropolitę także o modlitwę dziękczynienia za tegoroczne plony – „za trud i wysiłek rolników, sadowników, piekarzy, pszczelarzy i wszystkich, którzy pracują na roli”.
Podczas homilii ks. abp Marek Jędraszewski przypomniał
o sekwencji Stabat Mater dolorosa Jacopone da Todi z XIII wieku, która opisuje wydarzenia będące treścią XII i XIII stacji drogi krzyżowej, gdy Maryja pod krzyżem przeżywała śmierć swojego Syna, a później przyjęła Jego martwe ciało. Metropolita krakowski zwrócił uwagę, że wydarzenia te od XVI wieku mogą przeżywać również mieszkańcy Limanowej, wpatrując się w słynną pietę Pani Limanowskiej. Figura najprawdopodobniej została przywieziona z Węgier. Najpierw trafiła do kaplicy
w Mordarce. W 1753 roku biskup krakowski Andrzej Stanisław Koska-Załuski nakazał ją przenieść do kościoła parafialnego. W 1966 roku została ukoronowana przez
ks. abp. Karola Wojtyłę, a w 1983 roku koronami papieskimi przez Jana Pawła II.
– Przejmujący jest ten zapis cierpienia, który widzimy
w piecie limanowskiej. Pan Jezus jest nienaturalnej wielkości – wielkości dziecka. Być może temu artyście, który rzeźbił pietę limanowską chodziło o to, by oddać szczególne przeżycia Matki Najświętszej, gdy na Jej kolanach spoczęło martwe ciało Jej Syna – mówił ks. abp Marek Jędraszewski, zaznaczając, że kolejne pokolenia mieszkańców Limanowej solidarnie z bólem Maryi łączą swoje własne cierpienia, „będąc przekonani, że jak rozumiała to wszystko, co przecierpiał Jej Syn, patrząc
na Jego umęczone ciało, tak zrozumie wołania ludzi,
którzy swe troski i swe boleści, ale także swoje nadzieje, przedkładają, patrząc na Jej pełne boleści oblicze”.
Metropolita krakowski zwrócił uwagę na powstałą nieco wcześniej inną pietę – tę autorstwa Michała Anioła
w bazylice św. Piotra w Rzymie. Zauważył, że w tej rzeźbie też widoczne są dysproporcje między postacią Maryi
a martwym ciałem Jezusa z tym, że postać Chrystusa jest dużo większa niż postać Maryi i widać na nim niewielkie tylko ślady męki. Na obliczu Matki Bożej Michała Anioła
nie widać też smutku i rozpaczy, ale twarz młodej kobiety. Ta młodzieńczość miała symbolizować Jej czystość i piękno serca. Ta pieta wyraża też prawdę o Matce Bożej, którą wypowiedział św. Bernard z Clairvaux, nazywając Ją: „Matką – dziewicą, córką Swojego Syna”. Arcybiskup podkreślił przesłanie tego wizerunku: – Piękno ciała
– i Maryi i Jezusa – wskazuje na to, że męka się skończyła, cierpienie minęło, ból przestał doskwierać i zaczął się czas oczekiwania na zmartwychwstanie.
Metropolita zaznaczył, że od początku Maryja nosiła
w sobie nadzieję na zmartwychwstanie. – To druga odsłona tajemnicy piety – nie tylko ból, nie tylko płacz, ale także siła nadziei, że zmartwychwstanie, że to ciało stanie się żywe na wieczność całą – wyjaśnił arcybiskup krakowski, zauważając, że wynika z tego szczególne przesłanie: trzeba być z Matką Bożą w odsłonie piety limanowskiej
– trzeba być razem z Nią w Jej cierpieniu i bólu, ale trzeba być też razem z Matką Bożą w odsłonie piety watykańskiej – mamy w sobie nieść nadzieję na zmartwychwstanie.
W tym kontekście nazwał Maryję „świadkiem nadziei”
i przywołał rozważania Papieża Franciszka z bulli Spes
non confundit, ogłaszającej Rok Święty 2025.
Nawiązał też do intencji Mszy św. i modlitwy o pokój. Zauważył, że chrześcijańskie rozumienie pokoju nie oznacza tylko braku wojen, ale że pokój jest wtedy, kiedy wypełnia ludzkie serce, kiedy sprawia, że ludzie są dla siebie prawdziwie braćmi i siostrami. – Chrześcijańskie rozumienie pokoju i chrześcijańska modlitwa o pokój to modlitwa o nasze serca, z których możemy czerpać siłę,
by wyciągnąć rękę do drugiego człowieka na znak przyjaźni i dobroci, ale także na znak przebaczenia i zgody. O taki pokój prosimy – modlił się metropolita, wskazując na obawy wywołane wojną na Ukrainie, ale także tym, co dzieje się w Polsce. W tym kontekście zwrócił uwagę na „pewne siły, które chciałyby doprowadzić do podważenia prawdy o człowieku i rodzinie, uderzyć w podstawowy zamysł Boży wobec kobiety i mężczyzny, w godność ludzi stworzonych na Boży obraz i Boże podobieństwo”.
– Szerzy się ideologie antychrześcijańskie, które wprowadzają niepokój do naszych serc – mówił, dodając, że w szkołach w ramach nowego przedmiotu „edukacja zdrowotna” chce się przekazywać dzieciom i młodzieży treści, o których absolutnie nie powinni myśleć. Ksiądz arcybiskup zaapelował do rodziców, aby wypisywali dzieci
z tych zajęć. – Nie ma większego skarbu serca, jak serce przeniknięte Chrystusowym pokojem. Ale też nie ma większej krzywdy, jaką można dziecku wyrządzić, wprowadzając w jego serce niepokoje niszczące jego poczucie tożsamości, poczucie jego bycia dzieckiem Bożym – zaakcentował metropolita krakowski. – Mamy zło zwyciężać dobrem – znieprawianie pokonywać miłością małżeńską i rodzicielską – przypomniał.

