Rozważanie:
Problemem bogatego człowieka z ewangelicznej opowieści Jezusa nie był stan jego majątku. Problemem było to, że nie potrafił się nim dzielić. Jego zatwardziałość serca, obojętność na los biedaka, zamknięcie stają się przyczyną późniejszego, tragicznego w skutkach i rozciągniętego na wieczność nieszczęścia. Nie znamy imienia bogacza (celowy zabieg kompozycyjny: może nim być każdy człowiek – w literaturze funkcjonuje pojęcie everymana), za to wiemy, jak się nazywał żebrak karmiący się odpadkami z jego stołu: to Łazarz. Imię pochodzi od hebrajskiego słowa Eleazar i oznacza: ‘ten, któremu Bóg pomaga’. Dostajemy jasny sygnał: Bóg nie pozostaje obojętny na los ubogich, potrzebujących wsparcia – sąd ostateczny, którego wizję zamieszcza św. Mateusz (Mt 25,31-45), jest dobitnym tego dowodem. Historia bogacza i Łazarza to zatem przestroga dla nas wszystkich. I warto się nią przejąć, zastanowić nad wyznawaną przez siebie hierarchią wartości.
Pierwsze czytanie uczy nas jeszcze czegoś ważnego: oto w Izraelu – w czasach, jak byśmy to dziś powiedzieli – prosperity, pojawia się prorok Amos. Dobrobyt niszczy sumienia, zatruwa dusze. Usypia. W oddali widać już nadchodzącą klęskę, załamanie moralne narodu. Wrogowie już szykują armie! Prorok Amos – Boży posłaniec – zaczyna ostrzegać lud: „Jeszcze jest czas! Jeszcze można wszystkiemu zapobiec! Nawróćcie wasze serca ku Bogu, ulituje się nad wami!”…
Ale nikt nie chce go słuchać.
Co słyszy? „Uciekaj sobie do ziemi Judy! I tam jedz chleb, i tam prorokuj! A w Betel więcej nie prorokuj. Zamilcz! Daj nam spokój, pesymisto, frustracie! Nie psuj nam dobrego nastroju! Nie chcemy słuchać twojego Boga, odrzucamy Jego zasady! Samiśmy sobie bogami!”…
Jak czytamy w dziejach narodu wybranego, tragedia przyszła bardzo szybko. Jak bardzo współcześnie brzmi ta historia…

