O czym właściwie jest przypowieść Jezusa? Stosunkowo łatwo jest odczytać jej wymiar moralny: oto zagrały faryzejska pycha i pokora – pycha została potępiona, pokora nagrodzona. To najprostsza interpretacja. Dwa światy, dwóch ludzi, dwa skontrastowane ze sobą gesty.
Pierwszy z nich: pewność siebie człowieka we własnych oczach doskonałego i palec wskazujący winnego, usta szepczące słowa potępienia; drugi: kryjący się w cieniu kolumny celnik, człowiek upadły i odtrącony, ból roztrzaskanej w pył duszy, dudnienie pięści uderzającej w pierś, wyrażający żal, a jeszcze bardziej – rezonującej w pustce, w której zabrakło miejsca dla Boga. Pointa ewangelicznej historii nie pozostawia złudzeń. Ale to nie jedyny sens obecny w przypowieści.
Gdyby chcieć w jednym zdaniu streścić modlitwę faryzeusza, można by ją ująć: „Boże, dziękuję Ci za to, że… Cię nie potrzebuję”. Bo… poszczę dwa razy w tygodniu (o 100% więcej, niż nakazuje Prawo), daję dziesięcinę, przestrzegam przykazań. Nie odmówisz mi przecież, o Adonai, miejsca w pierwszym szeregu w niebie! Choć… tak naprawdę, jesteś mi zbędny – Twoje zadanie to afirmacja mojej świętości, prawości. Jestem samowystarczalny! A skoro tak, niepotrzebny jest mi również drugi człowiek! Tym bardziej ktoś taki, jak TEN z tyłu. Albo inni „zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy”. Modlitwa celnika zamyka się w jednym, krótkim zdaniu: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”. Boże, potrzebuję Cię! Bez Ciebie zginę! Zrosło się moje życie z grzechem, przeciętnością – ratuj, wyrwij mnie z bagna, w którym siedzę po uszy!
Faryzeizm nam też grozi. Uchodzącym we własnych oczach za nieskazitelnych, prawych i pobożnych. Łatwo o błąd. Ile razy zginam kolana przy konfesjonale, wyznaję grzechy, proszę o ich odpuszczenie, ponieważ „idą święta” i „trzeba” dopełnić religijnego obowiązku? Bo rekolekcje, bo tak wypada i kropka. Albo dlatego, że potrzebna jest pieczęć poświadczająca przygotowanie do chrztu, ślubu. Czy jest tam wpisane płynące z głębi serca wołanie: „Boże, jestem tu, ponieważ potrzebuję Cię! Tęsknię za Tobą! Jezusie, ratuj, wyzwól mnie z moich grzechów, rutyny, letniości!”.
„Właściwie to nie mam się z czego spowiadać” – zdarza się niekiedy usłyszeć. „Chodzę do kościoła, odmawiam pacierz, poszczę w piątek. Moje życie jest ani lepsze, ani gorsze od życia tych, których spotykam na co dzień. Wystarczy” – mówią inni. Tyle.
Samowystarczalność zakuta w przeciętność. Bez ognia, wołania „z głębokości” (por. Ps 51,1 nn). Bez tęsknoty za Nim.

