logo
logo

Ewangelia i Rozważanie

Zdjęcie: / Nasz Dziennik

Miłość nie zna lęku

Niedziela, 16 listopada 2025 (08:27)

Aktualizacja: Niedziela, 16 listopada 2025 (13:20)

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”.

Zapytali Go: „Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy to się dziać zacznie?”.

Jezus odpowiedział: „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: »To ja jestem« oraz: »Nadszedł czas«. Nie podążajcie za nimi! I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw »musi się stać«, ale nie zaraz nastąpi koniec”.

Wtedy mówił do nich: „»Powstanie naród przeciw narodowi« i królestwo przeciw królestwu. Wystąpią silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie.

Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz
z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów
i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić.

A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią.
I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”. (Łk 21,5-19)

Rozważanie:

Czy nadchodzi TEN czas? To i podobne pytania stawiali sobie chrześcijanie różnych epok. Wojny, prześladowania, kataklizmy towarzyszyły ludzkości niemalże od zawsze. Sporo zamieszania wnieśli niegdyś zwolennicy idei millenaryzmu (przepowiadającej powtórne przyjście Jezusa Chrystusa i jego tysiącletnie panowanie na ziemi), niezliczone proroctwa wieszczące koniec świata. Także i te współczesne. Zatem pytamy i my dzisiaj: a może to właśnie teraz nadchodzi apokalipsa? Zagrożenie wojną nuklearną, wojny, pomieszanie porządków i działanie wbrew naturze, nasycenie bronią, która w okamgnieniu może unicestwić ludzkość, deptanie świętości, technologia zwracająca się przeciw człowiekowi itp. Mamy się martwić? Mdleć ze strachu? Kupować świece na „trzy dni ciemności”? Czytać z wypiekami na twarzy „proroctwa” różnych współczesnych mesjaszy? Nie.

Miłość nie zna lęku. Strach wzbudzany, eskalowany przeczy Ewangelii. Owszem, jest w niej zapis o potrzebie czujności, roztropności. Jest zaproszenie do trwania przy Chrystusie na dobre i na złe. Ale też eschatologia chrześcijańska, choć pozornie może się jawić jako scenariusz dreszczowca, nie ma w sobie wpisanego pesymizmu. Brzmi to paradoksalnie, ale skoro „nie jesteśmy stąd”, czym mamy się martwić? Że stracimy marne okruchy, które uznajemy za swoje królestwo? Koniec, nawet jeśli nastąpi, będzie czasem objawienia się chwały Boga i Jego mocy! Wiara zamieni się w pewność. Życie stanie się „sposobnością do dawania świadectwa”, oczyszczenia ze wszystkiego, co zbędne.

„Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono” – mówi Jezus. To jest wyzwanie, przed którym dziś stajemy. Bardzo trudne, wymagające mądrości, rozwagi. Uwrażliwiające nas na to, by Ewangelii nie zastąpić orędziem „piewców horroru”, dobra nie pomylić z przyjemnością, prawdy z PR-em, twardych realiów krzyża z tendencją do przyjmowania chrześcijaństwa „otwartego”, ale już bez Ukrzyżowanego, miłości z tysiącami jej podróbek, które zalewają świat na potęgę. Niech Duch Święty obdarzy nas darem mądrości – dziś tak bardzo jej potrzebujemy.

 

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik