Rozważanie:
Tradycja liturgiczna podpowiada nam, że z jednej strony jest to radosny okres oczekiwania na przyjście Pana, z drugiej – czas na wybudzenie się ze snu, sytego zadowolenia, z przekonania, że mamy prawo do poprawiania Pana Boga i potencjał do zbudowania nieba na ziemi, paraliżującego serce i umysł.
Uwagę zwraca intensywność napomnień płynących od Jezusa czy św. Pawła Apostoła. Gwałtowność i siła, z jaką są wypowiadane, wskazują na priorytetowy charakter wezwania. Do czego? Do zwrócenia się ku Bogu. „Adwent zmniejsza nasze zaangażowanie w szaleństwo świata posuwającego się szybko naprzód” – napisała s. Joan Chittister („Co roku bliżej Boga”). Wyhamowuje nas. Skłania do myślenia. Każe spoglądać poza obecny dzień na „wielkie jutro” życia. „Bez Adwentu, zagrzewani jedynie wyścigiem donikąd, który wyczerpuje świat wokół nas, moglibyśmy tak gorączkowo podejmować próby cieszenia się i sterowania tym życiem, że nie rozwinęlibyśmy w sobie upodobania do ducha, który nie umiera i nie przecieka nam przez palce jak topniejący śnieg”.
„Bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” – przypomina Chrystus. A św. Paweł dodaje: „Rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu”. Wydaje się, że apostolskie zaproszenie w miarę upływu czasu zyskuje na znaczeniu. Świat staje się duchową pustynią. Porażający lęk, nihilizm i pustka zaczynają zaglądać do oczu całym społecznościom, choć mało kto jest się w stanie do nich przyznać. W tym kontekście wezwanie do czuwania stanowi zaproszenie do szukania Tego, który przywróci światu nadzieję, stwórczy porządek – Boski i ludzki.
Warto sięgnąć do katechezy wygłoszonej przez św. Jana Pawła II przed Apelem Jasnogórskim 18 czerwca 1983 r. – ciągle aktualnej w naszej polskiej rzeczywistości. Papież zastanawiał się wspólnie z młodymi, co znaczy: „czuwać”? „Czuwam, to znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężając je w sobie […] Czuwam – to znaczy dalej: dostrzegam drugiego. Nie zamykam się w sobie, w ciasnym podwórku własnych interesów czy też nawet własnych osądów. Czuwam – to znaczy: miłość bliźniego – to znaczy: podstawowa międzyludzka solidarność […] Czuwam – to znaczy także: czuję się odpowiedzialny za to wielkie, wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska”.
A zatem, „rozumiejąc chwilę obecną”, uczmy się czuwania.
Panie, przyjdź. Czekamy na Ciebie. Marana tha!

