Warto na odnotowane przez wszystkich synoptyków wydarzenie na górze Tabor spojrzeć w szerszym kontekście. To nie tylko malownicza, jak byśmy dziś powiedzieli, Teofania. Nie tylko umocnienie wiary kierowane do uczniowskiej elity, potwierdzenie Boskości Jezusa, pieczęć wiarygodności Jego słów i czynów. Przede wszystkim wpisuje się ono szeroko w logikę Bożego działania – tłumaczy imię Emmanuel (czyli „Bóg z nami”), którym archanioł Gabriel nazwał Syna Bożego w nazaretańskim domu (por. Łk 1,26-38). Według tej logiki zostają zniesione granice, jakie dotąd istniały pomiędzy Stwórcą i stworzeniem. Medytowaliśmy niedawno chrzest w Jordanie – Pan Jezus ustawia się pokornie w kolejce razem z grzesznikami, solidaryzuje się z nami w postawie nawrócenia, choć przecież nie miał grzechów. Tydzień temu razem z Nim wyszliśmy na pustynię, gdzie pościł, modlił się, cierpiał głód i pragnienie, podlegał kuszeniu – jak każdy z nas. Nasz Bóg i Brat.
Już nie ma słupa ognia bądź dymu, jak było podczas wędrówki do ziemi obiecanej. „Ile zaś razy Mojżesz wszedł do namiotu, zstępował słup obłoku i stawał u wejścia do namiotu, i wtedy [Pan] rozmawiał z Mojżeszem” – czytamy w Księdze Wyjścia. „Cały lud widział, że słup obłoku stawał u wejścia do namiotu. Cały lud stawał i każdy oddawał pokłon u wejścia do swego namiotu” (Wj 33,7-11). Na górze Tabor Bóg odsłania się, ukazuje apostołom rzeczywistość dotąd przed ludźmi ukrytą. Trudno jest w to uwierzyć Janowi, Jakubowi i Piotrowi – pamiętają doskonale lekturę Tory w synagodze. Dlatego Piotr chce stawiać namioty – to było dlań oczywiste: Bóg musi być oddzielony od świata! Egzamin z katechizmu, jak byśmy dziś powiedzieli, zdany celująco. Z tego samego również powodu apostołowie są przerażeni – znają starotestamentalną przestrogę, kiedy to Jahwe mówił do Mojżesza: „Nie będziesz mógł ujrzeć twarzy mojej, gdyż nie może mnie człowiek zobaczyć i pozostać przy życiu” (Wj 33,20). Bali się panicznie o siebie!
Jezus zabrał ich lęk. Uspokoił. Odtąd wszystko będzie nowe! Ciemność została zastąpiona jasnością, mrok – światłem wiary. Świetlisty obłok pojawił się nie po to, aby zakrywać, lecz by chronić. Aby ograniczyć widzenie, które później nie pozwoliłoby im w czymkolwiek na ziemi zauważyć piękna, ponieważ pamięć Bożego piękna zagarnęła wszystko. Ojciec zsyła obłok, który zakrywa Boży majestat? Aby… nie pomarli ze szczęścia? Być może.

