Święty Paweł zwraca się dziś do nas ze szczególną prośbą: „Postępujcie jak dzieci światłości. […] Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych uczynkach ciemności”. Grozi nam bowiem falsyfikacja prawdy – nieustannie za progiem wierności czai się demon z fałszywą dobrą nowiną, głoszącą, iż poradzimy sobie w życiu bez Boga, zbudujemy szczęśliwy świat bez Niego. Wielu jej uległo, w tym nasi prarodzice Adam i Ewa. „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” – czytamy w Księdze Rodzaju (Rdz 3,4-5). Wiemy, że poddali się pokusie: „Otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy”. Dopiero po upadku Adam z Ewą rozpoznali swoją nędzę.
Pan Jezus też otwiera oczy. Być może (z naszej perspektywy) dziwny gest położenia błota na oczy niewidomego miał być przypomnieniem aktu stworzenia, nikłości „prochu ziemi”, z którego Bóg ulepił ciało człowieka (por. Rdz 2,7). Problem polegał na tym, że wtedy materia przesłoniła to, co nieskończone! Jezus, nawiązując do opisu z Księgi Rodzaju (dobrze znanego przecież świadkom cudu), „naprawia” ludzką zdolność widzenia. W Nim Bóg daje się zobaczyć, dotknąć. Co ważne: samo nałożenie błota nie uzdrowiło niepełnosprawnego człowieka. Dopiero posłuszne wykonanie polecenia Jezusa – udanie się do sadzawki Siloam („Posłany”) i obmycie oczu – przyniosło efekt. Zatem uzdrowienie stało się konsekwencją wiary i posłuszeństwa, a nie samej substancji. Nie ma tu magii – jest moc zaufania Chrystusowi!
Chrystus „odwraca” skutki czynu Adama i Ewy – o ile „przejrzenie” po grzechu boleśnie ukazało im, co znaczy „skazanie na siebie”, o tyle cud dokonany przez Jezusa otwiera na zbawienie, miłosierdzie Boga. Przypomina nam wszystkim: jest ratunek! Dla każdego. Warunek jest jeden: przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela oraz nawrócenie serc.

