logo
logo

Zdjęcie: / Nasz Dziennik

Niedziela Miłosierdzia Bożego: Pokój wam!

Niedziela, 12 kwietnia 2026 (08:14)

Aktualizacja: Niedziela, 12 kwietnia 2026 (11:54)

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: „Pokój wam!”. A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.

A Jezus znowu rzekł do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.

Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana!”.

Ale on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę”.

A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!”. Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”.

Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: „Pan mój i Bóg mój!”.

Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego. (J 20,19-31)

Gdy św. Jan pisał swoją Ewangelię, trwały surowe prześladowania. Wielu wyznawców Chrystusa ginęło za wiarę w Niego, inni byli sparaliżowani strachem, zdarzały się odstępstwa. Bardzo możliwe zatem, że spisując świadectwo spotkania apostołów ze Zmartwychwstałym – z tego właśnie powodu Jan akcentuje podobieństwa pomiędzy wydarzeniami sprzed laty a czasami sobie współczesnymi: lęk, zamknięcie, niepewność, obawy, co będzie dalej…

Jezus przychodzi „pomimo drzwi zamkniętych” z umocnieniem, nie osądem (nawet wtedy, gdy sceptyk Tomasz domaga się dowodów). Przynosi pokój. Konfrontuje uczniów ze swoimi ranami – już nie bolą, ale pozostały blizny, wszak Zmartwychwstanie nie unieważniło krzyża, Golgoty, doświadczenia cierpienia, opuszczenia, ale nadało im nowy sens. Jezusowe „tchnienie Ducha” – połączone z przekazaniem apostołom władzy odpuszczania grzechów – zestawiane jest z „tchnieniem życia”, jakie otrzymali pierwsi rodzice w Edenie w chwili stworzenia (por. Rdz 2,7). To wszystko ma za zadanie przypomnieć uczniom, że Zmartwychwstanie, które dokonało się „pierwszego dnia tygodnia”, rozpoczęło nowy etap w dziejach świata. „I rzekł Zasiadający na tronie: »Oto czynię wszystko nowe«” – czytamy u św. Jana w Apokalipsie (Ap 21,5). Choć w innej skali, ale to samo można powiedzieć o sakramencie pokuty, który Jezusa ustanawia: odpuszczenie grzechów to przecież „powstanie z martwych”. Chrystus bierze na swoje barki nasze grzechy, niemoc. Nie musimy niczego udowadniać, do niczego doskakiwać – wszak Jego „łaską jesteśmy zbawieni”. Bramą do owej nowości (świętości) życia staje się wiara.

Opis spotkania Zmartwychwstałego i Miłosiernego z uczniami był doskonałą katechezą dla wspólnoty chrześcijan bliskiej Janowi, ale taką również jest dla nas. Po świątecznym poruszeniu, wielkopostnych rekolekcjach, dobrych postanowieniach dopada nas „proza życia”, zniechęcenie. Słabnie zapał do walki o świętość, dają znać o sobie stare przyzwyczajenia, powracają lęki, wahania. Zaczynamy przegrywać z pokusami, presją społeczną. W tę przestrzeń apatii, zamknięcie, rezygnację wchodzi Jezus – staje pośrodku nas z ciągle aktualnym przesłaniem: Ja jestem. Nie bójcie się. Pokój wam! Tomasz uczy nas, że siła wiary nie polega na „niezachwianym przekonaniu”, lecz na tym, że potrafimy udźwignąć wahania, niejasności, znosić ciężar tajemnicy, a przy tym zachować wierność i nadzieję.

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik