Na wstępie homilii ksiądz biskup odniósł się do Ewangelii, w której Jezus mówi o kamieniu, który odrzucili budujący. „Jezus mówi tutaj o sobie. To On jest tym kamieniem węgielnym. To On jest fundamentem. I chyba właśnie
od tego trzeba zacząć dzisiejszą refleksję. Naszą nadzieją nie jest żaden człowiek, żadna epoka, żadna ziemska wspólnota ani żadna ludzka sprawa. Naszą nadzieją jest Chrystus. To Chrystus został odrzucony. To Jego nie przyjęli ci, którzy uważali się za budujących Boży lud. To On został skazany na śmierć. A jednak właśnie Jego Ojciec wskrzesił z martwych i uczynił fundamentem nowego ludu” – mówił na początku ks. bp Adrian Put.
Jezus nie wycofał się, kiedy wierność zaczęła kosztować. „Właśnie w tej wierności Chrystusa znajduje się centrum dzisiejszej Ewangelii. Nie chodzi tylko o to, że kamień został odrzucony. Chodzi o to, że Chrystus pozostał wierny Ojcu pomimo odrzucenia. Pozostał wierny do końca
i dlatego właśnie stał się kamieniem węgielnym” – zaznaczył kaznodzieja. „Myślę, że jest w tym coś bardzo dobrego także dla naszego życia. Człowiek w różnych momentach swojego życia staje wobec konieczności dokonania wyboru. Musi odpowiedzieć sobie na pytanie,
co jest dobre, co jest prawdziwe, czego powinien się trzymać. Szczególnie wtedy, kiedy wybór nie jest łatwy
i kiedy wierność temu, co uznajemy za słuszne, może
nas kosztować. Wtedy pojawia się sumienie. Sobór Watykański II nazwał je »najskrytszym ośrodkiem
i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam
z Bogiem«. Sumienie jest miejscem, w którym człowiek rozpoznaje dobro i zło, słyszy głos Boga i odpowiada
na Jego wezwanie”.
Ksiądz biskup odniósł się również do wierności sumieniu, która powinna charakteryzować chrześcijanina. „Tutaj chciałbym dzisiaj wspomnieć Danutę Siedzikównę »Inkę«. Nie dlatego, że dzisiejszą Eucharystię chciałbym zmienić
w uroczystość patriotyczną. Jesteśmy tutaj przede wszystkim na Mszy św. W centrum tej Liturgii jest Chrystus. Ale wydarzenie, które dzisiaj przeżywamy,
daje nam dobrą okazję, żeby zastanowić się właśnie nad wiernością człowieka”.
W naszej pamięci zapisały się jej słowa: „Zachowałam się jak trzeba”. „Nie chodziło o to, jak będzie oceniała ją historia. Nie chodziło o sławę czy uznanie. W sytuacji krańcowej chciała pozostać wierna temu, co uważała
za swoją powinność. Oczywiście jej sytuacja była zupełnie inna od naszej. Żyła w konkretnym czasie, w określonych warunkach historycznych. Podejmowała decyzje, których nie możemy po prostu przenosić na nasze czasy. Nie żyjemy przecież w roku 1946. Ale pozostaje coś, co jest wspólne człowiekowi każdego pokolenia: wierność. Dzisiaj również człowiek staje przed wyborem między tym,
co łatwiejsze, a tym, co uważa za słuszne” – zaakcentował ksiądz biskup.
Hierarcha przypomniał również, że w życiu człowieka, którego przekonania mają swoje źródło w Ewangelii, przychodzą momenty, kiedy za te przekonania trzeba zapłacić. „Czasem będzie to rezygnacja z własnej wygody. Czasem utrata czyjejś sympatii. Czasem konieczność powiedzenia »nie«, kiedy łatwiej byłoby powiedzieć »tak«” – zauważył ks. bp Adrian Put. „I nie chodzi tutaj o szukanie konfliktu ani o udowadnianie wszystkim dookoła, że mamy rację. Chrześcijańska wierność jest potrzebą ciągłego sprzeciwiania się światu. Czasem wierność będzie wymagała odwagi, żeby powiedzieć »nie«. Ale czasem będzie wymagała pokory, żeby powiedzieć: »pomyliłem się«, »przepraszam«, »potrzebuję przebaczenia«” – zwrócił uwagę.
Pomnik „Inki” stanął na gorzowskim skrzyżowaniu ulic Hawelańskiej i Zabytkowej. To inicjatywa Stowarzyszenia na Rzecz Budowy Pomnika i Ochrony Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Gorzowie. Jego prezesem jest Sebastian Pieńkowski.

