Zaproszeni przez króla na ucztę podjęli decyzję: odrzucili zaproszenie. Czy mieli do tego prawo? Tak. Byli wolni. Część wybrała inne dobro: poszli – jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa. Jeszcze inni „sprawę z królem” chcieli zakończyć radykalnie: „pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali”. Tego już się nie da usprawiedliwić. Okazuje się, że Pana Boga – tłumacząc przypowieść – można zlekceważyć zarówno przez wybór dobrych i pożytecznych zajęć (cóż złego w oraniu pola czy sprzedaży towarów?), jak i przez rażące, ewidentne zło: morderstwo, odrzucenie. Zawsze pozostaje jednak pytanie: co dalej? Można wypędzić Chrystusa z przestrzeni publicznej, kościoły zamienić w dyskoteki, bazylikę św. Piotra – w stajnię dla koni (w przeszłości marzenie wielu islamskich władców), unieważnić Dekalog – ale co dalej?
Tysiące spraw i rzeczy odciąga nas dziś od Jezusa. Ludzie całkowicie Go odrzucają, Jego miłość, ponieważ, jak sami tłumaczą, chcą być bardziej wolni. Nieskrępowani moralnością, świadomością grzechu itp. Kontestacja też stanowi wybór – jest zgodą na to, by w miejscu powstałej pustej przestrzeni zamieszkało inne „dobro”. Coś za coś. Rzecz w tym, że wybór jednoczy z tym, co się wybiera. Jeśli to będzie grzech, zło – gdy zabraknie kogoś, kto pomoże je nazwać i kto je przyjmie w Boskim akcie miłosierdzia – stanie się jedno z człowiekiem. Inni zachowują się całkowicie nieracjonalnie: przyjmują zaproszenie na Boską ucztę, ale jednocześnie chcą być jeszcze gdzie indziej. Dzielić swoją miłość, wiarę na połówki, ćwiartki. Nie stracić Pana Boga, ale też żyć „po swojemu”, kurczowo trzymając się zasady, że wiara to „sprawa prywatna”, a moralność kończy się za kruchtą kościoła. Tłumacząc się koniecznością upgrade’u Ewangelii, siebie stawiają w miejsce Pana Boga. Nie da się tak.
„Ostatecznie ludzie dzielą się tylko na dwie kategorie: tych, którzy mówią Bogu »bądź wola Twoja«, i tych, do których Bóg powie na końcu: »bądź wola twoja«” – pisał C.S. Lewis („Podział ostateczny”).
To my wybieramy naszą wieczność.

