logo
logo

Zdjęcie: Arch. Instytutu Prymasowskiego/ -

Był mężem opatrznościowym

Czwartek, 26 września 2013 (02:10)

Z o. Gabrielem Bartoszewskim OFMCap, wicepostulatorem w procesie beatyfikacyjnym ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Małgorzata Pabis

 

Na jakim etapie znajduje się obecnie proces beatyfikacyjny Sługi Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego?

– Proces jest na etapie opracowywania Positio, czyli dokumentacji historyczno-kanonicznej. Opracowaliśmy już zeznania świadków, opinię cenzorów teologów o pismach Sługi Bożego. Teraz pracujemy nad biografią ks. kard. Wyszyńskiego, dopracowując pewne szczegóły, których zażyczył sobie relator o. Zdzisław Kijas OFMConv. Jak długo to jeszcze potrwa, dziś trudno powiedzieć. Na pewno potrzebny jest czas, żeby to wszystko dograć, dokładnie opracować, bo dziś te dokumenty znajdują się w dwóch grubych tomach.

Jednocześnie mamy już cud…

– To prawda. Cała dokumentacja z nim związana została złożona w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Teraz leży na półce i oczekuje na dekret o heroiczności cnót. Jest bowiem taka zasada w Kościele, że cud rozpatrywany jest dopiero wówczas, gdy ten dokument jest ogłoszony, czyli gdy zyskujemy pewność, że dany kandydat cieszy się już chwałą błogosławionych.

Obchodzimy właśnie 60. rocznicę uwięzienia Prymasa Tysiąclecia. Co na ten temat znajduje się we wspomnianym już Positio?

– W dokumencie jest jeden rozdział, który w całości jest poświęcony aresztowaniu Księdza Prymasa oraz jego uwięzieniu. Przedstawiamy w nim szczegóły tych wydarzeń w porządku chronologicznym, począwszy od uwięzienia na Miodowej w Warszawie. Nie ma tam jednak jakichś szczegółów, bo wówczas Positio musiałoby być dużo większe. Jest jednak załącznik – dokument Rady Ministrów mówiący o usunięciu Prymasa Wyszyńskiego z Warszawy.

Jakie przesłanie z tamtych wydarzeń płynie dziś do nas?

– Sam fakt aresztowania ks. kard. Stefana Wyszyńskiego oznacza, że jego osoba była niewygodna dla władz komunistycznych. Trzeba przypomnieć, że kiedy przyjechał do Warszawy, wysunął propozycję porozumienia pomiędzy rządem a Episkopatem Polski. Doszło do podpisania tego porozumienia i wywołało to bardzo dużo szumu. Prymas wiedział, że jest ono niewygodne dla władz, ale obiecywał sobie, że będzie ono jakimś punktem odniesienia. Jednocześnie wiedział, że rządzący nie dotrzymają tego, co podpisali. I tak się stało. Był to jednak heroiczny akt dla ocalenia Kościoła.

Prymas Tysiąclecia opowiadał się zawsze za prawem moralnym, za prawem Bożym, za wolnością Kościoła. I tu jest jego wskazówka dla nas wobec nowatorskich ideologii, jakie nas zewsząd zalewają, a mówię tu choćby o związkach homoseksualnych czy ideologii gender. Uczył, że jeżeli upadnie rodzina, to upadnie społeczeństwo. To jest chyba najbardziej nośny punkt jego nauczania. Kardynał Wyszyński był mężem opatrznościowym, prorokiem, przewodnikiem kochającym Boga, Kościół i Ojczyznę. „Po Bogu największą miłością jest dla mnie Ojczyzna – Polska”, podkreślał. Prymas jest wciąż postacią bardzo nośną i żywą. Wydaje się, że zawsze będzie, ale ciągle trzeba o nim mówić, propagować jego nauczanie, które jest bardzo aktualne.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Pabis

Nasz Dziennik