logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Smoleńsk trzeba powiązać z Katyniem

Środa, 10 września 2014 (20:54)

Aktualizacja: Czwartek, 11 września 2014 (11:21)

Ci, którzy lecieli w samolocie, lecieli, aby uczcić bohaterów zamordowanych w Katyniu. Lecieli tam w naszym imieniu. Gdy zginęli, to została tam, na smoleńskiej polanie, teraz zarośniętej chwastami, cząstka każdej i każdego z nas. Ale ci, którzy zginęli, nie mogą popaść w niepamięć – mówił dziś ks. prof. Waldemar Chrostowski w czasie Mszy św. w archikatedrze pw. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela w Warszawie w kolejną rocznicę katastrofy smoleńskiej.

 

Comiesięcznej Mszy św. przewodniczył proboszcz archikatedry ks. Bogdan Bartołd. – Stajemy dziś przy ołtarzu Chrystusowym, by modlić się w intencji tych wszystkich, którzy zginęli tamtego pamiętnego 10 kwietnia 2010 roku. Przybywamy, bo miłość i pamięć o naszych siostrach i braciach, którzy tak nagle odeszli, nas przynagla. Jesteśmy ludźmi wierzącymi, więc chcemy prosić dobrego Boga o łaskę zbawienia dla nich. Przybywamy, bo jesteśmy jedną wielką rodziną Bożą i chcemy towarzyszyć tym, którzy stracili swoich bliskich. A oni byli nam bliscy. Byli z naszej, polskiej ziemi. A zginęli i odeszli, bo może tak było trzeba – mówił kapłan.

W homilii ks. prof. Waldemar Chrostowski już na samym początku postawił pytanie: – Jak mówić o tym, co się wydarzyło 10 kwietnia 2010 roku? Odpowiadając na nie, kaznodzieja powiązał tragedię z 10 kwietnia 2010 roku z datą 10 lutego 1940 roku.

– W kontekście tej drugiej daty ta pierwsza nabiera dopiero właściwej głębi i wymiaru. Wtedy właśnie rozpoczęły się wywózki Polaków na Sybir, do Kazachstanu i w inne rejony Związku Sowieckiego. Rozpoczęła się gehenna setek tysięcy, a nawet może ponad miliona naszych rodaków wywożonych z Kresów w przepastne obszary mrozu, zimna, głodu, a nade wszystko samotności i rozpaczy. I symbolem tej gehenny, tej martyrologii, symbolem tego męczeństwa może być Katyń. Tym lepiej zrozumiemy, tym lepiej będziemy przeżywać dramat smoleński, im bliżej umieścimy go Katynia i im bardziej powiążemy go z gehenną, z martyrologią, z cierpieniami tych wszystkich Polaków, którzy w latach 1940-1941 dali przykład cierpienia za Ojczyznę i za katolicką wiarę – mówił ks. prof. Chrostowski.

Kaznodzieja podkreślał, że ci, którzy zginęli w Katyniu, zapłacili najwyższą cenę – zapłacili za Cud nad Wisłą w 1920 i za pakt Ribbentrop – Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku.

– Polski na wytyczonej wtedy mapie miało nie być. Zginęli, bo byli Polakami, jako część zaplanowanej na ogromną skalę eksterminacji Narodu Polskiego. Zaplanowanej przez międzynarodowych socjalistów, tj. komunistów i narodowych socjalistów. Katyń to zbrodnia komunistyczna, wpisująca się w długi łańcuch potwornych zbrodni, które pochłonęły życie dziesiątków milionów niewinnych ludzi – zaznaczył.

Ksiądz prof. Chrostowski opowiadał o swoich trzech pobytach w Katyniu, a także w Smoleńsku. Mówiąc o ostatnim pobycie w sierpniu br., przywoływał obraz polany, na której rozbił się rządowy samolot, porośnięty chwastami i metrową trawą.

– Wszystko to ogrodzone prowizoryczną siatką. Tak że nie można już pójść w stronę lotniska, gdzie jest wrak samolotu. Właściwie nie widać śladów tego dramatu. Również przy drodze smoleńsko-witebskiej, gdzie kiedyś układano wieńce i znicze, nie można tego robić, bo nie ma już tych drzew. Zostały wycięte. A obok stacji benzynowej powstały sklepy handlujące samochodami różnych marek. Obok miejsca dramatu duży kamień. Na nim szarfa biało-czerwona, cienka, zostawiona zapewne przez harcerzy, i ślady tablicy. I trochę wygasłych zniczy. I wypłowiały wieniec. Tak po czterech latach wygląda miejsce smoleńskiego dramatu – opisywał kapłan.

– Nie ma pomnika ani nawet symbolicznego uczczenia. Nie ma go w Smoleńsku, bo ponoć go tam być nie może. Ale nie ma go jak dotąd również w Warszawie – dodał.

Ksiądz prof. Chrostowski podkreślił, że tylko wtedy dramat smoleński nabiera właściwego znaczenie i sensu, a także głębi, gdy mocno powiążemy go z tym, co go poprzedziło.

– Katyń i Smoleńsk. Wołały o sprawiedliwość katyńskie doły. Woła o sprawiedliwość i ta polana. Niepamięć upokarza i niszczy wszystkich Polaków. Nad smoleńskim dramatem wciąż unosi się, a nawet coraz bardziej gęstnieje mgła kłamstw, niedomówień, przeinaczeń, półprawd, fałszerstw, lichej propagandy, bezkarności, arogancji i pychy. A może w tej gęstej mgle można upatrywać odbicie obecnego stanu polskiego życia politycznego i w jakiejś części społecznego – zastanawiał się kaznodzieja.

Ksiądz profesor zaznaczył, że wielu Polaków stoi i niestrudzenie będzie stać na straży pamięci.

– Taki jest nasz obowiązek. Taki jest testament tych, którzy polegli w 1920 roku. Taki jest testament tych, często bezimiennych, którzy ginęli, Polakami będąc, w latach 20. i 30., represjonowani, mordowani, okrutnie zabijani, prześladowani przez okrutnych oprawców. Taki jest testament tych, którzy zginęli w Katyniu. Taki jest testament tych, którzy swoimi ciałami użyźnili Syberię, Kazachstan i dalekie połacie dawnego Związku Sowieckiego. I taki jest również duchowy testament tych, którzy przeszli na drugą stronę życia na przedmieściach Smoleńska. Stoimy na straży pamięci o nich, z myślą o teraźniejszości i przyszłości. Wbrew wszystkim, którzy chcą nas upokorzyć, a tę pamięć sponiewierać. Pamięć znajduje wyraz w cierpliwej wytrwałości, a jej pokarmem jest wierność. Wierność to jeden z najważniejszych przymiotów Boga. Dlatego również w wierności, która karmi pamięć o naszych bohaterach, znajduje wyraz także nasze pragnienie naśladowania Boga – zakończył ks. prof. Chrostowski.  

Małgorzata Pabis

NaszDziennik.pl