logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Pragnienie jedności

Wtorek, 17 lipca 2018 (22:12)

Z o. Antonim Koszorzem SVD, honorowym prezesem Stowarzyszenia Sinicum im. Michała Boyma SJ, rozmawia Krzysztof Gajkowski 

 

Kościół w Chinach w 1949 roku, kiedy władzę przejęli komuniści, liczył ponad 3 mln wiernych, rewolucja kulturalna przyniosła jednak wielkie prześladowania. Jak wygląda Kościół po tej tragicznej próbie?

– Rewolucja kulturalna całkowicie chciała zniszczyć wiarę katolicką. Od roku 1966 do 1976 otwarty był w Chinach tylko jeden kościół w Pekinie, w którym w niedzielę i święta wyznaczony przez władze polityczne ksiądz odprawiał Mszę św. tylko dla korpusu dyplomatycznego i obcokrajowców. Innym dostęp był zabroniony. Całe życie religijne wówczas sprowadzało się do Kościoła domowego. Rola tego Kościoła jest nieprzeceniona. Tylko dzięki niemu Kościół w Chinach przetrwał, odrodził się on w latach osiemdziesiątych i trwa do dziś.

W ostatnich trzydziestu latach Kościół w Chinach bardzo się rozwinął. Dziś liczba wiernych sięga tam ok. 15 mln wyznawców. Nadal przeżywa on jednak bolesne doświadczenie wewnętrznego rozdarcia i zewnętrznych ograniczeń swojej działalności.

 

Rozwój ograniczała i nadal ogranicza zasada samoewangelizacji?

– Tak, zasada samoewangelizacji została Kościołowi narzucona przez władze świeckie. Powołane zostało Stowarzyszenie Patriotyczne, czyli akceptowana przez władzę struktura Kościoła niezależnego od Watykanu. Wymogło to na wspólnotach wierzących, by odcięli się od działalności struktur Kościoła poza granicami Chin i stali się samowystarczalni. Z powodu zasady samoewangelizacji wydalono z Chin wszystkich misjonarzy pracujących na terytorium kraju. Postawiono wymóg, by Kościół się rozwijał wyłącznie dzięki własnym działaniom i środkom.

 

Nie znaczy to jednak, by wszyscy wyrzekli się przywiązania do Stolicy Świętej i trwania w jedności z Papieżem?

– W latach osiemdziesiątych doszło do podziału Kościoła. Część biskupów i księży zarejestrowało się w Stowarzyszeniu Patriotycznym, a część pozostała w podziemiu. Pierwsi formalnie wyrzekli się związków z Watykanem, drudzy nie chcą o tym słyszeć. Kościół podziemny składa się z księży i biskupów, którzy nie są zarejestrowani w państwowym stowarzyszeniu. Formalnie władza nie wie o ich działalności.

 

Czy Kościół podziemny jest odrzucony i szykanowany przez struktury uznane przez władzę?

– Chiny są wielkim krajem, w którym sytuacja podziemnego Kościoła potrafi być odmienna w różnych prowincjach. Są prowincje, w których relacje kapłanów i biskupów zapisanych w stowarzyszeniu i tych niezrzeszonych są napięte, a czasem nawet wrogie. W innych natomiast bywa, że nawzajem sobie pomagają i zastępują się podczas nieobecności jednego z nich. Wszystko zależy od osobistego nastawienia. Postawa poszczególnych biskupów wpływa na kształt relacji podzielonej wspólnoty wiernych. Wpływ ma na to dodatkowo władza państwowa, która również funkcjonuje nierównomiernie w poszczególnych regionach. Są prowincje gdzie jest duża inwigilacja działalności Kościoła, a są takie miejsca, gdzie księża funkcjonują jak w wolnym kraju.

Warto zauważyć, że wierni uczęszczający do kościoła podporządkowanego Stowarzyszeniu Patriotycznemu również pragną zwierzchności Rzymu i jedności z Kościołem powszechnym. Widać to na każdej Mszy św., gdy podczas odmawiania Kanonu wymienia się imię Ojca Świętego. W czasach rewolucji kulturalnej było to zakazane, a imienia Papieża nie wolno było wymawiać.

 

Kontakty z Rzymem są jednak niemożliwe?

– Pragnienie jedności pozostaje póki co wyrażone tylko formalnie, gdyż władza zakazuje wyjazdów do Stolicy Apostolskiej, w wyniku czego wizyt ad limina apostolorum Kościoła chińskiego obecnie nie ma. Duchowni, a dotyczy to przede wszystkim biskupów, mają też zakaz udziału w konferencjach i spotkaniach z biskupami innych krajów. Te kontakty oczywiście istnieją i biskupi podtrzymują więź z Ojcem Świętym, odbywa się to jednak w sposób nieoficjalny, tak żeby pozostawało niezauważalne dla opinii publicznej i władzy chińskiej.

 

Ograniczenia działalności Kościoła, o których mówi Ojciec, noszą znamiona prześladowania.

– Oczywiście, że tak. Prześladowanie Kościoła w Chinach to przede wszystkim brak wolności w podejmowanych działaniach duszpasterskich. Do tego dochodzi najważniejszy problem nominacji biskupów, którego dokonuje władza świecka, a nie Papież. Zazwyczaj jednak każdy z nominatów na własną rękę ubiega się o mandat papieski do pełnionej funkcji. W obecnej chwili na dziewięćdziesięciu biskupów Stolica Apostolska nie uznaje siedmiu. Większość więc działa za aprobatą władzy Papieża.

 

Jak wygląda sprawowanie kultu? Czy może on być odprawiany publicznie?

– Kult sprawowany jest w sposób publiczny zarówno przez Kościół oficjalny, jak i podziemny. Będąc w Chinach, nie odczuwa się zewnętrznej inwigilacji. Gdy ostatnio tam byłem, nie czułem się inaczej niż gdybym przebywał w Polsce. Na ulice wychodzą procesje i pielgrzymki, choć zdarza się że odbywają się pod szczególnym okiem władzy i z ograniczoną liczbą uczestników. Szczególnie w maju są liczne pielgrzymki do bazyliki Matki Boskiej Wspomożycielki Wiernych znajdującej się na szczycie wzgórza Sheshan koło Szanghaju, założonej przez jezuitów w 1836 roku. Jest to swego rodzaju narodowe sanktuarium. Oficjalnie pielgrzymki mogą być organizowane tylko przez zarejestrowanych kapłanów, w praktyce przybywają też liczne grupy wiernych z kościoła podziemnego.

 

W jaki sposób odbierane jest chrześcijaństwo w społeczeństwie?

– Kultura chrześcijańska cieszy się w Chinach dużym zainteresowaniem. Nawet wydawnictwa nie związane z Kościołem tłumaczą i wydają książki o tematyce wprost odwołującej się do wiary w Chrystusa, jak na przykład „Wyznania” św. Augustyna i dzieła Ojców Kościoła. Te pozycje cieszą się poczytnością.

 

Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Gajkowski

NaszDziennik.pl