Do tej pory transporty z pomocą konwojowane były przez libańską armię, jednak pod wpływem ofensywy izraelskiej rozpoczęła ona wycofywanie z południa kraju, zostawiając mieszkańców bez ochrony.
Konwój „miał umożliwić dostarczenie ponad 40 ton leków i artykułów pierwszej potrzeby mieszkańcom tego regionu, którzy są odcięci od reszty kraju”. Pomoc organizowana była pod auspicjami Watykanu. Od wybuchu wojny nuncjusz apostolski w tym kraju osobiście dostarczył kilka transportów z pomocą na południe Libanu, ostatni dotarł w Wielkim Tygodniu do Tyru.
Zamiast wielkanocnego rozejmu – ofensywa
„Głębokie rozczarowanie” anulowaniem transportu wyraził maronicki patriarcha kardynał Béchara Boutros Raï, który jest zwierzchnikiem największej wspólnoty katolickiej w tym kraju. Hierarcha przypomniał, że pomoc przeznaczona była dla mieszkańców miasteczka Debel oraz sąsiadujących z nim wiosek Rmeish i Aïn Ebel, leżących wewnątrz tzw. niebieskiej linii, czyli na terenie wyznaczonym przez siły izraelskie do natychmiastowej ewakuacji. Mimo apeli o „wielkanocne zawieszenie broni” Izrael kontynuuje ofensywę, dążąc do zajęcia osad na obszarze o szerokości 40 km od granicy.
Naruszenie międzynarodowego prawa humanitarnego
Katolickie organizacje pomocowe Œuvre d’Orient i Caritas Liban, które wraz z abp. Paolo Borgią organizują wsparcie dla mieszkańców południa, wydały specjalny komunikat, w którym, „przypominają, że odwołanie konwoju humanitarnego, nawet ze względów bezpieczeństwa, stanowi naruszenie międzynarodowego prawa humanitarnego, zwłaszcza gdy konwój ten ma na celu pomoc bezbronnej ludności cywilnej” uwięzionej w swoich wioskach. Komunikat podkreśla, że „nie można godzić się na naruszanie praw mieszkańców południowego Libanu”, którzy „nie są uzbrojeni i znajdują się w potrzasku wojny między Hezbollahem a Izraelem, która zagraża ich egzystencji”. Organizacje pomocowe przypominają, że ludność południa pada ofiarą przymusowych wysiedleń
w obliczu powtarzających się nakazów ewakuacji wydawanych przez izraelską armię.
Bolesny sygnał dla chrześcijan
Patriarchat maronicki wraz z organizacjami Œuvre d’Orient i Caritas Liban nazywa anulowanie transportu „bolesnym sygnałem wysłanym do chrześcijan z południowego Libanu, którym uniemożliwiono świętowanie Wielkanocy” wraz z przedstawicielem Stolicy Apostolskiej i delegatami obu tych organizacji. „Wyrażamy solidarność i podziw dla odwagi oraz świadectwa pokoju, jakie dają mieszkańcy pozostający w południowym Libanie” – czytamy w komunikacie.
Ludzie nie chcą porzucać domów
Szesnaście wsi w strefie przygranicznej południowego Libanu, gdzie Izrael dąży do utworzenia strefy buforowej, pozostaje wciąż zamieszkałych. Ksiądz Nagib Amil informuje o dalszym pogarszaniu się sytuacji. „Drogi wokół Rmeish są całkowicie odcięte i nie możemy przewozić pacjentów do szpitali – alarmuje maronicki kapłan.
– Żyjemy w niepewności co do naszego losu, a zapasy żywności wystarczą nam najwyżej na dwa miesiące”. Od wybuchu wojny na południe Libanu dotarło sześć transportów z żywnością i lekami. Te zapasy pozwalają obecnie trwać mieszkańcom coraz bardziej odizolowanych wiosek, wśród których są też muzułmanie. Obawy co do przyszłości budzi wycofywanie się z pogranicza libańskiej armii. „W ludziach jest opór, nie chcą kolejny raz porzucać swych domów i uciekać w nieznane” – mówi ks. Nagib Amil, wskazując, że „mimo ostrzału udało się zorganizować skromne obchody Wielkiego Tygodnia i Wielkiej Nocy”.

